RSS
 

Już niebawem!

21 wrz

Jestem bardzo wdzięczna za miłe słowa jakie mogłam przeczytać pod ostatnimi postami. Wiem, że to tylko jedna osoba ale dla mnie znaczy to naprawdę bardzo wile. Dzięki Alex postanowiłam założyć nowego bloga, w którym będę dodawać posty o tematyce takiej jak ostatnia notka. To właśnie ta zapowiedz pojawiła się tutaj jako prolog.

Jak sam tytuł notki wskazuje postaram się coś napisać na tego bloga. Przyznam, że dawno mnie tutaj nie było i nie ukrywam jestem na to za siebie zła. Informuję was, że mimo nauki i tego, że jestem w liceum nie poddam się i będę to pisać dalej. Dziękuję za wsparcie i danie mi siły do wali.

Kocham was Kath :***

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co wy na coś takiego?

28 maj

W ramach rekompensaty za długą nieobecność mam coś dla was. Napisałam to opowiadanie jak byłam w dołku i ma ono tytuł: „Inny Świat”. Jak wam się spodoba początek to dajcie znać w kom, żebym mogła wiedzieć czy mam je pisać dalej i np. zrobić nowego bloga albo po prostu od czasu do czasu dodać kawałek tutaj. A oto i początek mojej historii.

Smutku i rozpaczy nie da się tak po prostu pozbyć. Jest czymś bez czego nie da się długo żyć. Moje życie jest pozbawione smaku,  szczęścia i miłości. Jest bezbarwne, nie ma w nim nic. Nawet rodziny i przyjaciół, bo jak ktoś taki jak ja mógłby być szczęśliwy? To przeczy zwykłym prawom moralności i zaprzecza prawa ludzkiego istnienia. Mówią ze jestem wyjątkowa i nie mogę się tak łatwo poddać. Mówią że mam potencjał, którego nie umiem wykorzystać,  i że jeśli się postaram to stąd wyjdę. Ale ja im nie wierzę! Szpital dla psychicznie chorych to nie miejsce dla nadzwyczajnych ludzi tylko dla wariatów, których świat nie rozumie i się boi!  To jest straszne miejsce. Trafiłam tutaj, bo rodzice stwierdzili, że wymyśliłam sobie, iż widzę rzeczy, których oni nie potrafią dostrzec. Nie jesteśmy sami na tym świecie!  Wokół nas jest pełno istot, których normalni ludzie nie potrafią dostrzec. Wszyscy mówią ze jestem nienormalna,  że duchy nie istnieją. Ale nie mówimy tutaj o zmarłych ale o nadprzyrodzonych istotnych, które żyją w innym świecie, który również należy do nas. Postrzegają go inaczej od nas. A tak naprawdę ode mnie. Tamci nie widzą w ludzi a stworzenia przypominające ludzkie istoty nie widzą cywili. To wygląda tak jakby ich świat chciał mnie wezwać do siebie. Tak jakbym nie należała do rasy ludzkiej,  tak jakby moje miejsce było zupełnie gdzie indziej. Ludzie myślą, że zwariował. To co się ze mną dzieje to na pewno nie choroba ani urojenia, chociaż po paru latach tutaj nie jestem już tego taka pewna.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział XXI – Koniec

27 maj

Rozdziału bardzo długo nie było i to nie tak, że nie był napisany. Był i to nawet od dawna tylko nie byłam pewna czy może tak wyglądać ostatnia notka na tym blogu. Czy może tak wyglądać zakończenie tej historii. Mam nadzieję że wam się spodoba.

P.S. Nie zdradzajcie sobie zakończana. Jeśli chcecie być zaszokowani… Miłego czytania. Dajcie znać w komentarzu co sądzicie o końcu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Oczami Jack’a

 

Biegłem. Biegłem prosto przed siebie, bo nie mogłem znieść kłębiących się w mojej głowie myśli. Było ich o wiele za dużo jak na jeden wieczór. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić i najnormalniej w świeci biegłem przed siebie nie zwracając uwagi na krzyki za moimi plecami. ‘Ucichną’  Pomyślałem i jeszcze bardziej przyśpieszyłem. Nie wiedziałem dokąd zmierzam, nie wiedziałem gdzie chce się znaleźć, nie wiedziałem czy jest w tym jakiś sens, jednak nie przestawałem swojej podróży w nieznane. Wydarzenia z ostatnich 3 dni były totalną porażką. Miltona złapali na sprzedaży narkotyków, Jerry wyruszył w trasę z jakimś zespołem i zaczął robić niezłą karierę, zapominając o nas oraz swojej dziewczynie, Grace otrzymała swoje stypendium jednak strasznie załamała się po stracie chłopaka, który zerwał z nią przed autobusem, którym potem odjechał, Eddie postawił się w końcu rodzicom ale dzięki temu dostał szlaban i nie może się już więcej spotykać, Julia nie zostawiła Miltona samego. Stara się jak może aby mu pomóc, okazało się, że jakiś gang groził rudzielcowi, że  zabiją jego ukochaną jeśli nie będzie ich przemytnikiem.  A ja? U mnie działo się zbyt wiele aby można było to opisać w kilku zdaniach. Po tym jak w piwnicy rozległ się huk wystrzału z broni, a Tom został zabrany do szpitala, a potem na sale operacyjną, zabrałem Kim do siebie i starałem się nie martwić i zająć swoją dziewczyną, która przez wcześniejsze dni przeżyła koszmar. Porwana, bita i szantażowana siedziała przez parę dni w piwnicy, nie wiedząc co dzieje się na powierzchni. Nadal nic nie pamięta ze swojej przeszłości a ja nie wiem jak jej pomóc. Najgorsze było to, że tego co stanie się po wy budzeniu Toma ze śpiączki nie mogłem przewidzieć. Gdy tylko dowiedziałem się od mamy, że się obudził chciałem do niego jechać, ale rodzice powiedzieli, że mam czas i na pewno jutro rano też będę mógł się z nim zobaczyć. Jednak strasznie się mylili. Gdy wszedłem do sali, w której miał leżeć mój brat, ujrzałem tylko czysty, wysprzątany pokój z zaścielonym łóżkiem. Zapytałem się wtedy jednej z sióstr, które były w korytarzu, gdzie znajdę Toma. Ona tylko zwiesiła głowę i powiedziała, że nie żyje. Że odszedł o północy, i że kazał jej przekazać list zaadresowany do mnie. Po tych słowach totalnie się załamałem, niby przyjąłem lista, ale gdy tylko zobaczyłem swoich znajomych w drzwiach wybiegłem na podwórze. I w ten sposób znowu biegłem przed siebie. Czułem pod powiekami łzy, które nie chciały spłynąć mi po policzkach. Głosy za mną powoli cichły, tak jak podejrzewałem, ale dołączył do nich jeszcze szloch. Szloch Kim. Chociaż, że usłyszałem ten dźwięk nie  mogłem się zatrzymać. Nadal biegłem nie oglądając się za siebie. Chciałem pobyć sam ze swoim żalem, bólem i dezorientacją. Trzeba przeczytać w końcu ten list od Toma. Tylko tyle mogę zrobić. Pomyślałem, jednak nadal nie przystanąłem, nawet na małą chwilkę, aby upewnić się czy nic jej nie jest. W tym momencie liczył się tylko Tom i list oraz jego śmierć. Pędziłem tak jeszcze przez dobre 5 minut aż nie znalazłem się w zakazanej, to znaczy zamkniętej dla ludzi, części parku. Wolnym krokiem i z kamienną twarzą podszedłem do drzewa i usiadłem pod nim, wyjąłem list i po prostu się na niego gapiłem. Nie wiedziałem co mam robić! Przeczytać? A może jednak nie? Co jeśli w liście jest coś czego nie chce wiedzieć? Jeśli mój jedyny, niedawno odzyskany brat pisze w nim coś czego nie wiem o rodzicach i coś co może mi zniszczeć zdanie na ich temat? Walić to. W końcu chciał abym to przeczytał, tak czy nie? No jasne, że tak! Inaczej by tego nie pisał. Jednym zwinnym szarpnięciem otworzyłem kopertę i wyjąłem jej zawartość. Gdy wyprostowałem papier moim oczom ukazało się koślawe pismo mojego brata.
Jack,
Jeśli to czytasz to znaczy, że już mnie z wami nie ma… Brzmi to jak z jakiegoś dennego serialu, w którym kochanka żegna się z ukochanym. Hehe. Jestem pewien, że za jakieś parę minut już mnie tu nie będzie, a chce ci tylko podziękować. Wiem, że znając życie i Ciebie chcesz się tu teraz zjawić, bo rodzice właśnie w tej chwili rozmawiają z pielęgniarką, która tłumaczy im, że ich syn się obudził, ale nie możesz, bo zabronili Ci i naprawdę to rozumiem. Jest 2 w nocy i powinieneś teraz spać a nie martwić się swoim głupim bratem, który nie mógł się przewidzieć, że te suki mają broń. Wracając do podziękowań. Jestem Ci wdzięczny, bo przez jeden dzień zrozumiałem co to znaczy mieć kochających rodziców, dom, siostrę i brata, z którym możesz zrobić wszystko. Dzięki. Wiem też, że ty chciałbyś mi podziękować za uratowanie Kim. Nie ma za co stary. Byłem Ci to winien, jak prawie przeze mnie umarła, wtedy w Paryżu. To i tak wszystko moja wina. Gdyby nie ja nigdy by do tego wszystkiego nie doszło. Teraz gdy mnie już nie ma, twoim zadaniem jest się opiekować Kimberly. Ona jest teraz najważniejsza w twoim życiu i strzeż jej jak oka w głowie. To bardzo dobra dziewczyna. I właśnie się tu zjawiła…
Była tu tylko aby mi podziękować za ocalenie życia i aby przekazać mi, że wszystko czego dowiedziała się na temat chłoptasia, który siedział z nią w celi, przekazała policji, a oni zamknęli gnojka za sprzedaż dragów. Jeszcze raz dzięki za wszystko i do zobaczenia tam po drugiej stronie… Hehehe. Znowu jak w taniej telenoweli.

Tom

P.S. Dbaj o nią! Nie zapomnij!

 

Idiota! To jedyne co przyszło mi do głowy gdy to czytałem. Po moich policzkach spływały łzy. Jak on śmiał żartować w tym liście. Jedyne co podtrzymywało mnie na duchu to fakt, że nawet gdy umierał, nadal był szczęśliwi. Jeszcze raz przeczytałem P.S. i stwierdziłem, że drań ma rację. Nie na darmo stracił życie. Wstałem i zacząłem biec ale tym razem miałem cel. Kim! Jak ja mogłem ją wtedy tak zostawić? Ona tam płakała, a ja się nawet nie obejrzałem czy wszystko z nią w porządku. Biegłem ile sił w nogach, aby jak najszybciej znaleźć się przy mojej ukochanej dziewczynie.
Gdy już dobiegłem do mojego domu, w którym nadal mieszkała, otworzyłem na oścież drzwi i nie zwracając uwagi na nawoływania mojej matki zacząłem przeskakiwać po dwa stopnie, aby w jak najkrótszym czasie dotrzeć do jej pokoju. Bez pukania wpadłem do pomieszczenia, które było puste. Nikogo w nim nie było, nawet ubrań na krześle, które zostawiła po wczorajszym powrocie.
-KIM! KIMI!!!- zacząłem nawoływać.
-Wyszła.- powiedziała krótko moja mama opierając się o framugę drzwi. –Powiedziała, że musi cię znaleźć, bo nie możesz zostać w takim stanie sam.-
-Dzięki mamo.- powiedziałem i przelotnie pocałowałem ją w policzek, aby następnie jak torpeda znaleźć się na dworze. Gdybym był Kim i chciałbym mnie poszukać gdzie bym poszedł? Cały czas zadawałem sobie to pytanie. Szedłem ulicą w stronę galerii handlowej rozmyślając co jej powiem gdy ją spotkam. Nagle nie wiadomo skąd wyskoczyła czyjaś zapłakana postać i wskoczyła mi w ramiona.
-Jack…- szlochała w moje ramię. Nic nie odpowiedziałem tylko mocno ją do siebie przytuliłem i schowałem swój nos w jej włosy wciągając jej cudowny zapach. Staliśmy tak przez dobre 10 minut, dopóki Kim nie odsunęła się ode mnie  i nie spojrzała mi w oczy. Miałem wrażenie, że może przejrzeć mnie na wylot.
-Przeprasza, że cię…- przerwała moją wypowiedź soczystym pocałunkiem.
-Nieważne Jack. Najważniejsze, że cię znalazłam!- po jej policzkach nadal płynęły łzy.
-Obiecuje, że nigdy więcej cię nie zostawię…- mój głos nie był wiele głośniejszy od szeptu.

 

Miesiąc później

Termin koncertu uległ zmianie ze względu na zapalenie gardła Beyonce. Właśnie stoję w kolejce do wejścia. Na całe szczęście Jerry miał bilety z zarezerwowanymi miejscami pod samą sceną. Fakt niestety był taki, że nie mieliśmy od niego żadnych wieści odkąd wyjechał ze swoją grupą muzyczną. Resztę paczki udało się zebrać na ten koncert. Miltona zwolnili za dobre sprawowanie, Grace wyszła z pokoju po błaganiach całej naszej paczki, a Eddie… Musieliśmy iść do jego rodziców i wybłagać aby znowu mógł z nami przebywać. Na koncert zabraliśmy też siostrę, aby mogła się chociaż trochę rozerwać, po utracie swojej jedynej rodziny, którą kiedyś miała. Do całej naszej paczki brakowało tylko Jerry’ego i Tom’a. Wszystko się zmieniło, ale nasza paczka starała się trzymać razem, a raczej to co z niej zostało. Każdemu z nas brakowało tej dwójki. Wiem, że kiedyś spotkamy i jednego i drugiego drania, ale jeszcze nie tera…
-Paczcie.- zawołała Kim. Wszyscy jak jeden mąż odwróciliśmy się i naszym oczom ukazał się Jerry, który w rękach trzymał wielki bukiet czerwonych róż a na ramieniu spoczywała mu gitara? Ale przecież on grał na bębnach… Nie ważne po co mu ta gitara, ważne było, że rozglądał się jakby kogoś szukała. Nadal patrzyliśmy na niego zdziwieni i szczerze nie dowierzaliśmy własnym oczom. Jerry i bukiet kwiatów? Na kogo on czeka… Gdy nas dostrzegł na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech, który skierowany był tylko dla jednej osoby. Podszedł do naszej paczki nie patrząc na nikogo tylko w oczy Grace, która nie odrywała od niego swoich ciemnych oczu.
-Hej…- przywitał się z nią mój przyjaciel.
-Czego chcesz?!- w jednej chwili Grace przybrała bojową minę i totalnie zmieniła swoje nastawienie.
-Chcę przeprosić…- ściszył głos Jerry.
-Nie uważasz, że trochę za późno na przeprosiny?- zapytała Grace bardziej opanowana. –Że za późno o jakiś miesiąc? Nie uważasz, że zwykłe przepraszam zrekompensuje nam to co się stało? Że dzięki jednemu słowu „przepraszam” wybaczę ci to co mi zrobiłeś i jak potraktowałeś? Jak myślisz, że to wystarczy to…- nie zdążyła nawet skończyć swojego monologu, bo chłopak objął ją w pasie i namiętnie pocałował. Było widać, że mu na niej zależy, i że żałuje tego co zrobił. Grace odwzajemniła gest. Zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła go bliżej. Jerry’emu róże wypadły z rak a gitara zjechała po ramieniu, ale ten nie przejmował się tym zbytnio. Wszyscy zaczęli bić brawa. Nie tylko moi znajomi i ja, ale również ludzie, którzy widzieli całe zajście.
-To się nazywa wejście!- krzyknąłem. Dostałem od Kim kuksańca w bok. Odwróciłem głowę w jej stronę i obdarzyłem ją dużym i uroczym uśmiechem, oczywiście nie została mi dłużna. Objąłem ją ramieniem i w zabawnym geście poczochrałem jej włosy. Zaczęła się śmiać. Gdy skończyłem jej fryzura wyglądała przezabawnie.
-Ej!!!- powiedziała śmiejąc się w niebogłosy. Jerry obejmował Grace w ten sam sposób jak ja Kim. To oznaczyło tylko jedno, znowu są razem.
Gdy na koncercie wszyscy zaczęli bić brawo, piszczeć, śpiewać i tańczyć. Wrażenia były nie do opisania. Razem z Kim tańczyliśmy w rytm piosenki, Gdy usłyszałem jej cichy głos, który dźwięczał przy moim uchu.
-Nigdy cię nie zostawię i nie przestanę kochać.- to było jedyne co słyszałem przed namiętnym pocałunkiem.
-Iiiii….-

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Żartowałam z tym na początku nie mam serca was tu zostawiać. Podjęłam taką decyzję. Nie mam serca was tak po prostu opuścić. Mam tego bloga ok. roku i nadal nie umiem się z nim rozstać. Jesteście ciekawi co dalej? Ja jestem strasznie ciekawa co wymyślę, bo szczerze nie mam nawet pomysłu na dalsze losy bohaterów.
Z takich ważniejszych spraw. Kilka słów organizacyjnych. Jak wiecie rozdziału nie było bardzo długi czas. Nie wiem jak to będzie wyglądać teraz ale mam propozycję. Będę ustalać ostatecznie terminy dodawania rozdziałów. Np. co dwa tygodnie. Jak dam radę napisać coś wcześniej to, to dodam.  Co wy na taką systematyczność? Jak macie jakieś pomysły albo propozycje co do notek to możecie je pisać tutaj w kom. Lub na mojego mila kath@spoko.pl Nie miała bym nic przeciwko małej pomocy jednej osoby. Wicie taki mały team.  Jakby ktoś chciał mi pomóc to też niech pisze na mila. Będę bardzo wdzięczna. Jeśli będzie więcej chętnych to zrobimy konkurs, co wy na to?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Po raz kolejny przepraszam.

30 mar

Chyba was troszeczkę zwiodłam. Nie ma rozdziału ani żadnej informacji na jego temat. No to może zacznę od informacji:

  • Rozdział miał pojawić się dawno temu ale się nie pojawił. Pytanie brzmi: „czemu?”. A no temu, że nie mam czasu na pisanie. Mam nawet problem aby znaleźć czas na odrobienie lekcji i naukę. Rozdział XXI ma aktualnie parę zdań i to dosłownie. W tym tygodniu mam trochę luzu więc obiecuję nadrobić ten zaległy rozdział. Pojawi się najpóźniej w piątek. Co wy na to?
  • I to była ta miła informacja. Z gorszych rzeczy to tylko tyle, że chyba jednak kończę z pisaniem bloga. Rozdział XXI jest raczej już ostatnim rozdziałem na blogu. I tutaj znowu brzmi pytanie: „czemu?”. Dlatego, że jak sami widzicie, nie ma już tej systematyczności w dodawaniu rozdziałów co kiedyś, a poza tym mam wrażenie,  że nikt tego bloga nie czyta. Jeśli jest inaczej powiedźcie mi o tym.  Nie ma żadnych komentarzy i lekko mnie to smuci.

To tyle z mojej strony. Do zobaczenia w następnej notce.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział XX – Na Pomoc!

10 lut

Jestem, jestem, jestem! Rozdział dedykuję Siostrze Krwi, której właśnie podkradam internet i Olivi B.N oraz Lunie Mar Moon, która ostatnio bardzo miło zaskoczyła mnie swoim komentarzem. Wielkie dzięki za cierpliwość z waszej strony. Kocham was. Miłego czytania :***

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Oczami Jack’a

Obudziłem się cały zalany potem. Nie wiem nawet co mi się śniło ale wiem, że ten sen nie należał do najmilszych. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę 7:30. Ale wcześnie… I wtedy coś sobie przypomniałem. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem do swojej toalety. Dzisiaj ratujemy Kim! Jak ja mogłem o tym zapomnieć. Wszedłem pod prysznic i wziąłem zimną kąpiel, która sprawiła, iż obudziłem się do końca. Szybko ubrałem się w naszykowane wcześniej ubrania i ruszyłem do kuchnie gdzie jeszcze nikogo nie było? Jak to, przecież dzisiaj ważny dzień! Mamy Uratować Kim! Tak być nie może… Jak ja mam być spokojny jak tu nikt nie chce współpracować? Musze obudzić Tom’a, bo najwyraźniej zapomniał o akcji ratunkowej i nie zdążył jeszcze wstać. Wparowałem do jego pokoju i to co tam zastałem spełniało moją wcześniejszą przypuszczenia a mianowicie: czemu go nie ma w kuchni. Mój brat smacznie sobie spał jak gdyby nigdy nic!
-Moja dziewczyna siedzi sobie w zimniej celi, nie wiadomo gdzie, a ty tak sobie po prostu śpisz pod ciepłą kołdrą?!- wydarłem się na mojego bliźniaka.
-Mmm- zaczął mamrotać coś nie zrozumiale pod nosem, czym jeszcze mnie bardziej wkurzył.
-Jest 8:15 a ty jeszcze śpisz? A kiedy masz zamiar uratować Kim?- tak się zdenerwowałem, że ze złości chciałem zabrać mu nakrycie, jednak jak już to zrobiłem mój brat wylądował na ziemi.
-Odbiło ci czy jak? Ludzie tu spać próbują!- tym razem to on się po mnie darł.
-He he he he. Ale masz fryzurę! –zacząłem się śmiać z jego totalnego nieładu, który panował na jego głowie.
-Z czego się tak śmiejesz? Debil z ciebie, wiesz?-
-Jak spojrzysz w lustro to zrozumiesz o co mi chodzi!- nadal nie umiałem powstrzymać śmiechu. Tom przewrócił tylko teatralnie oczami i ruszył do łazienki.
-CHOLERA!!! CO TO JEST!!!- usłyszałem jego wrzaski dochodzące z łazienki i po prostu wybuchnąłem śmiechem na całego. Tarzałem się po podłodze, gdy nagle do pomieszczenia weszła zła mama.
-Co tu się wyrabia?- wiecie, która jest godzina? Normalni ludzie jeszcze śpią!- wydarła się po mnie. Ale dzisiaj nerwowa atmosfera panuje w tym domu. Od razu spoważniałem i podszedłem do mojej rodzicielki.
-Nie ma spania do nie wiadomo której! Nie dzisiaj! Kim jest gdzieś uwięziona i ja mam zamiar ją zaraz stamtąd wydostać!- krzyczałem radośnie a moja mama nie umiejąc się dalej na mnie złościć uśmiechnęła się pod nosem, myśląc, że nic nie zauważę. W tym czasie z łazienki wyszedł już ogarnięty Tom.
-Dobra skoro ci tak na tym zależy siadaj a wytłumaczę ci cały plan.- i jak powiedział tak też zrobił. Po szczegółowym wytłumaczeniu strategii na ten dzień zeszliśmy do kuchni gdzie zastaliśmy Layle jedzącą płatki z mlekiem i czytającą gazetę, znając życie zawierała artykuły o modzie i innych dziwnych, babskich sprawach.
-Nie musisz się bać co do planu. Będziesz mógł go bez przeszkód wykonać, bo będzie przez cały dzień świeciło słońce i nie będzie wiał wiatr.- powiedziała nadal wpatrzona w swoje pisemko.
-Dzięki siostra.- powiedział Tom i zajął miejsce obok niej.
-Ale wiesz, że nic nie wypali jak będziesz działał sam?- zapytała go a ja nie wiedziałem o co jej chodzi.
-Jak to sam? Mówiłeś, że mamy ją uwolnić razem! Taki był plan!- podszedłem do niego i chwyciłem go za koszulę. –Nie chce odzyskać dziewczyny a stracić brata. Co ci głupku wpadło do tej porąbanej czupryny, co?- pytałem się retorycznie Tom’a. –Sam jeden nie dasz rady, choćby nie wiem co się działo nigdy cię nie puszczę tam samemu!-
-Ty nic nie rozumiesz. Tylko mnie tam wpuszczą, bo tylko ja „jestem u nich w bandzie”. Nie wpuszczą ani ciebie ani jej!- pokazał na siedzącą obok nas dziewczynę. –To jedyny sposób aby ją ocalić! A wy za bardzo się przejmujecie.- wstał od stołu chwytając po drodze jabłko i ruszył do swojego pokoju.
-Mamy zamiar mu na to pozwolić?- zapytałem po chwili nadal wpatrzoną w czasopismo Layle.
-A co mamy zrobić? I tak go nie powstrzymasz, jest strasznie uparty tak samo jak ty. Nie dasz rady przekonać go do zmiany decyzji! Jak się na coś uprze to zapomnij.- powiedziała obojętnie Layla.
-Ciebie to w ogóle nie rusza.- powiedziałem zdziwiony.
-A co ma mnie ruszać? On?- zapytała patrząc na mnie i wskazując na drzwi. –To dziecko, które nie da sobie nic wmówić ani wytłumaczyć. Nie pozwoli ci siebie narażać, bo stałeś się dla niego byt ważny. Taka jest prawda i nic w niej nie zmienisz.- wróciła do czytanie nie patrząc na mnie ani razu więcej.
Cały dzień mi schrzanił tą całą swoją strategią! Czy on do jasnej cholery nie rozumie powagi sytuacji? Jak wejdzie tam sam to w końcu dowiedzą się, że coś kombinuje i skończy się to tragicznie.
Pogrążony w przemyśleniach udałem się do pokoju, natykając się po drodze na ojca, który nie za bardzo zwracał na mnie uwagę, gdyż rozmawiał przez telefon.
Nie potrafiłem nic wymyślić. NIC! Nie mam zielonego pojęcia jak mojego upartego brata przekonać do zabrania minie ze sobą na tą „misję”. Przez jakieś 15 minut siedziałem i kombinowałem odbijając małą piłeczka od sufitu, aż nagle do pokoju weszła moja siostra.
-On już pojechał ratować Kim.- oznajmiła spokojnie. –Wyjechał jakieś 5 min temu.
-Cooo zrobił?- zerwałem się na równe nogi i w popłochu chwyciłem pierwszą lepszą bluzę i popędziłem do garażu. Gdy już siedziałem w jednych z szybszych aut w naszej kolekcji samochodów sportowych, uświadomiłem sobie, że nie wiem dokąd jechać. Wtedy w pomieszczeniu zjawiła się ubrana i pijąca jak dziecko sok pomarańczowy z kartonika Layla.
-Może ci pomóc?- zapytała z uśmiechem na twarzy, gdy opuściłem szybę auta. Popatrzyłem na nią spode łba i otworzyłem na oścież drzwi pasażera.
-Wsiadaj. Pomożesz mi nie tylko się tam dostać ale i uwolnić obydwojga z łapsk tych zdzir.- powiedziałem ruszając z piskiem opon i włączając się do ruchu ulicznego.

20 min później

          Właśnie staliśmy pod tym starym domkiem, który wyglądał jak jakaś totalna ruina niezdolna do zamieszkania. Layla wyjaśniła mi, że właśnie takie wrażenie miał on sprawiać, jaki i również, że z opowieści Tom’a, dom ten w środku wygląda naprawdę czadowo. Nie mogłem teraz o tym myśleć, bo przyglądałem się swojemu bratu, który stał pod drewnianymi, pożal się Boże drzwiami. Czekałem na dalszy rozwój sytuacji. Rozglądał się dookoła szukając czegoś zawzięcie. Gdy skierował swoje spojrzenie na coś co znajdowało się nad nami uśmiechnął się pod nosem i wyciągnął nie małych rozmiarów pistolet, przymrużył jedno oko i wystrzelił. Okazało się, że magiczne urządzenie służy do mocowania liny. Jeden z końców sznura został przyczepiony do drzewa nad nami a drugi mój kochany brat przymocował do dachu. Najprawdopodobniej wspiął się po pnączach, który zdobiły jedną ze ścian drewnianego domku. Przez cały czas zastanawiałem się jakim cudem nas nie widzi.
-Layla powiedz mi czemu on nas jeszcze nie zauważył?- zapytałem podejrzliwie patrząc na swoją sąsiadkę.
-Nie ukrywam mam coś z tym wspólnego.- powiedziała uśmiechając się chytrze.
-Zgaduje, że mi nie powiesz- stwierdziłem.
-Nasza agencja wyposażyła mnie o takie małe urządzenie maskując. Przypinasz ją do rzeczy, która ma stać się niewidoczna dla oka i bum – nie ma jej. Za sprawą jednego przycisku zlewa się ona z otoczeniem.-
-No tak, ale ja cię nadal widzę.-
-Fakt.- śmieje się jakbym powiedział coś strasznie oczywistego i zabawnego. –To działa trochę inaczej niż ci się wydaje. Osoba, która staje się niewidoczna widzi wszystko to co jest normalne i to co jest zamaskowane. Spędzili na tym trochę czasu aby to tak działało i szczerze powiedziawszy jesteśmy królikami doświadczalnymi.- uśmiechnęła się pod nosem na widok mojej twarzy. –A teraz skręć na ten jakże cudowny parking i wchodzimy do środka bo nasz brat zaraz nam zniknie. –
Jak powiedziała tak też zrobiliśmy. Zaparkowałem niewidocznym wozem obok
 samochodu Toma (to czarne) i wysiadłem z mojego lamborghini. Layla poszła w moje ślady i również opuściła sportowy samochód. Bardzo powoli (już widoczni dla innych) udaliśmy się do drewnianej szopy. Moja siostra miała rację, wnętrze powalało na kolana. Ciemny kolor parkietu idealnie przełamywał biel ścian i mebli. Kolumna na środku pokoju wspaniale pasowała do otoczenia.  Ślicznie urządzone pomieszczenie było wyposażone w dwie kanapy. Jedna na przeciwko średniej wielkości komina, a druga ustawiona naprzeciwko dużego telewizora. Całość dopełniało biurko i stolik przy jednej z kanap. Okna wychodziły na ogromy ogród, który znajdował się z drugiej strony chatki, która w rzeczywistości byłą ogromną willą. Z przodu dom wyglądał jak waląca się szopa, jednak za ogromnymi drzewami kryl się wielki biały pałac. Jestem ciekawy kto to wszystko projektował. Mimo wszystko szacunek. Aby dom zmylił widza i wyglądał tak nieestetycznie a z drugiej taka piękna, biała forteca.
Po krótkiej chwili znaleźliśmy białe, drewniane drzwi, które prowadziły do piwnicy. Wymieniliśmy się z Laylą spojrzeniami i powoli jak zawsze ruszyliśmy schodami w dół. Im bliżej zbliżaliśmy się do długiego korytarza, tym wyraźniej słyszeliśmy znany mi bardzo dobrze głos. Kłóciła się z Tomem o coś bardzo dla niej istotnego. Ta czerwono włosa laska coraz bardziej mnie denerwowała. Najpierw robiła sceny z rozstania a teraz kłóci się z moim bratem? Chwila, chwila… Roksana robiła sceny z rozstania a teraz kłóci się z moim bratem! To wszystko jej sprawka. Ona chce się zemścić za to, że ją zostawiłem po tym jak sama wpakowała mi się do łóżka. Jakiś totalny absurd! Ona jest chora psychicznie! Właśnie miałem zamiar tam wparować jak oszalały gdy powstrzymała mnie ręka mojej siostry,
-Uspokój się! Chyba nie chcesz aby się dowiedzieli, że tu jesteśmy?- zapytała szeptem. Nie czekając na moją odpowiedź ciągnęła. -Pomyśl o Kim.-
Tym małym szczegółem sprawiła, że wróciło mi opanowanie i znowu zacząłem myśleć logicznie. Najważniejsza była Kimi i o niej teraz powinienem myśleć. Nie zwracając uwagi na kłótnie dotyczącą długiej nieobecności Tom’a w tym oto lochu. Szedłem najostrożniej jak tylko mogłem aby nie poruszyć nawet najmniejszym kamyczkiem i nie zdradzić swojej obecności tutaj. Mijaliśmy kolejne cele ale nigdzie nie było mojej dziewczyny i jej pięknych blond włosów. Pomyślałem o wołaniu jej ale to by była najgłupsza rzecz jaką bym teraz mógł zrobić. Powstrzymałem się więc i szedłem dalej nie otwierając ust. Za swoimi plecami słyszałem opanowany oddech mojej towarzyszki, gdy nagle moje uszy wychwyciły zupełnie inny dźwięk, który nie należał do żadnego z nas. W korytarzu rozchodził się znowu głos Roksany, która ewidentnie mówiła o Kimberly.
- Musicie obciąć jej te „piękne” blond włosy, które tak bardzo kocha Jack. Może wtedy da jej spokój i znowu wróci do mnie!-  słowo „piękne” wypowiedziała z takim jadem w głosie, że omal jej nie odpowiedziałem, że naprawdę są przepiękne. Powstrzymało mnie jednak mocne szarpnięcie Laly, która pociągnęła mnie do pierwszej lepszej celi. Ukryliśmy się w niej i czekaliśmy aż jej wredna-wysokość-czerwone-włosy-która-rozkazywać-musi-wszystkim-i-wszystkiemu sobie pójdzie. Gdy nas minęła z tymi swoimi farbowanymi kłakami od razu opuściliśmy cele i dyskretnie ruszyliśmy za nimi. Co dziwne nie było z nimi Toma.
Nagle usłyszałem przeraźliwy pisk, który należał do jednej z dziewczyn. Niedługo potem dowiedzieliśmy się z jakiego powodu ten wysoki dźwięk opuścił usta jednej z nich.
-Ona znikła! Nie ma jej!- wrzeszczała czerwono włosa osiemnastolatka. –Gadaj kto ją stąd zabrał!- darła się wniebogłosy.
-Nie wiem. Dostałem w głowę i strąciłem przytomność. Ostatnie co pamiętam to rozmowa z Kim.- wyjaśnił spokojnie męski głos.
-Łżesz! Po prostu łżesz!- nadal podniesionym oraz piskliwym głosem wypowiadała się Roksana. –Gdzie jest Tom? On musi ją znaleźć w innym wypadku wróci do Jack’a i wszystko mu wyśpiewa!- wrzasnęła i wybiegła z celi jakiegoś blondyna pozostawiając za sobą oniemiałą trójkę.
Otworzyłem usta z niedowierzaniem gdy ujrzałem dwie dziewczyny, które przez cały czas towarzyszyły mojej byłej „dziewczynie”. To są Sandra (jej niebieskie włosy są trochę dalej) i Sonia – jej dwie najwierniejsze przyjaciółeczki. No tak mogłem się tego spodziewać, one zrobią wszystko co im tyko karze Postanowiłem się nim nie przejmować i odnaleźć Tom’a, który zapewne stoi za zniknięciem Kim z celi. Pokazałem Layli żeby szła za mną a ona bez słowa protestu podążała moim śladem. Te korytarz nie miał końca a przynajmniej tak się wydawało. Szliśmy nim jakieś dobre 10 minut i końca nie było widać.
-Chyba trzeba byłoby się rozdzielić. W ten sposób szybciej go znajdziemy w tej dziurze…- nie dała mi dokończyć nawet zdania.
-Tak a przy okazji stracimy siebie nawzajem. Zaufaj teraz ty mi i podążaj za mną, Ok?- zapytała. Ja na znak kiwnąłem głową i zacząłem tym razem to ja podążać za nią. Odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie truchtem. Po drodze szeptem wyjaśniła, że tak szybciej znajdziemy się przy wyjściu.  Nic nie odpowiedziałem na jej wyjaśnienie, po prostu dalej biegłem za swoją starszą siostrą, Po jakiś 4 minutach byliśmy przy wyjściu gdzie wrzała dyskusja pomiędzy trzema, farbowanymi dziewczynami.
-Musimy ją znaleźć! Ona jest najważniejsza!- krzyczała po nich Roksana wymachując przy tym bronią. Dwie pozostałe również miały przy sobie czarne pistolety i wyglądały bardziej przestraszone niż zadowolone z faktu, iż trzymają to w ręce.  –Jak jej nie znajdziemy…-
-Wiemy. Poleci do Jack’a i wszystko mu wyśpiewa. Już raz to mówiłaś.- przypomina jej niebiesko włosa Sandra. Sonia tylko zachichotał jednak gdy zauważyła groźne spojrzenie Roksany kierowane w jej stronę od razu przestała rechotać jak tępa idiotka.
-Skupcie się! Musimy ją…- i w tym momencie zadzwonił mój telefon. W jednej chwili wszystko do koła zwolniło. Spojrzenia trójki idiotek skierowały się w naszą stronę a my zostaliśmy pociągnięci w lewo. -Słyszałyście to?- zapytała podejrzliwe jasnooka porywaczka.
-Chyba taaak- powiedziała z przerażeniem w głosie Sonia.
-Idź to sprawdzić Sandra.- zaoponowała Roksana.
-Sama idź mądralo, ja się nie ruszę!- odpowiedziała drżącym głosem jej koleżanka.
-Masz idiotki broń! Czego ty się boisz?- ich kłótnia stawała się coraz cichsza a tupot naszego biegu coraz głośniejszy. Gdy odwróciłem głowę w stronę naszego wybawcy zobaczyłem Tom’a. W tamte chwili zdałem sobie sprawę jak bardzo cieszę się na jego widok.
-Mówiłem wam coś na temat wchodzenia na teren tego domu!- wrzasnął, nadal szepcząc, co trochę dziwnie brzmiało.
-A ja mówiłem ci coś na temat wyruszania na ratunek Kim samemu! – odgryzłem się. Nagle sam się zatrzymał i popatrzył przed siebie zaciskając mocniej zęby.
-Kimberly jest już na górze, jeśli chcesz…- nie dokończył
-Miło wiedzieć.- usłyszałem za plecami znajomy, wredny głos.
-Super…- wycedził Tom.
-Widzę, że postanowiłeś nas zdradzić sukinsynu!- wrzasnęła w stronę mojego brata farbowana brunetka.
-Ależ spokojnie Soniu, w swoim czasie odpowie za swoją zdradę, ale może jeszcze nie teraz. – wymuszony spokojny ton głosu tak m nie zdenerwował, że aby się na nią nie rzucić musiał mnie powstrzymać żelazny uścisk mojego bliźniaka.
-Nie warto Jack.- wyszeptał mi do ucha.
-Ty go nazwawszy sukinsynem? A ty dziwko masz się za kogoś lepszego?! Porwałaś mi dziewczynę tylko po to aby się zemścić po tym jak sama wpakowałaś mi się do łóżka! Jesteś żałosna!- wrzeszczałem na całe gardło. Nie moglem się powstrzymać aby wypomnieć tej suce co zrobiła i gdzie tak naprawdę jest jej miejsce.
-Jack?- usłyszałem cichy głos dochodzący znowu zza moich pleców. Obróciłem głowę i moim oczom ukazała się wychudzona blondynka, ubrana w za luźne ciuchy, której oczy były czerwone od płaczu i po prawym policzku płynęła pojedyncza łza. Tym razem nie czekając na ripostę rudej zdziry rzuciłem się w stronę mojej ukochanej Kim. Wziąłem ją w ramiona i wtuliłem swój nos w jej włosy. W tej chwili zapomniałem o bożym świecie do puki w jaskini nie rozległ się wystrzał z pistoletu i w jednej chwili do piwnicy nie wpadło milion ludzi. Obróciłem głowę i spojrzałem na ziemię, na której sączyła się kałuża krwi. Gdy zobaczyłem do kogo ta czerwona maź wymieszana z pyłem należała, przestraszyłem się i opadłem na kolana, a po moich policzkach popłynęły niechciane łzy. Na ramieniu poczułem bardzo dobrze znaną mi dłoń Kim, która starała się dodać mi otuchy. Layla na kolanach trzymała głowę mojego  niedawno odzyskanego brata. Moje serce przekuło 1000 noży. Podszedłem do leżącego Tom’a i plączącej siostry, a moja miłość kroczyła za mną również roniąc łzy.
-Kim…- zaczął kaszleć ale po chwili przestał i próbował kontynuować. -Musisz wszystko czego się dowiedziałaś od Stefana przekazać policji…- i znowu kaszel.
-Ciii- uciszała go, płacząc Layla. -Pogotowie jest w drodze.- nadal płakała.
-Trzymaj się bracie.- mówiąc to uścisnąłem jego dłoń w pocieszającym geście, gdy ratownicy podnosili go z podłogi na noszach.
Objąłem Kim ramieniem i wyprowadziłam z tej całej popapranej dziury. Te trzy wariatki zostały zabrane przez policje, a moja siostra wsiadła w moje auto i pojechała do szpitala nakazując mi abym się nie martwił i zajął się teraz swoją dziewczyną.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie po bardzo ale to bardzo długiej przerwie.  Przepraszam, że rozdział pojawia się co dopiero teraz ale nie miałam internetu! Wybaczcie mi! Na pewno wam to wynagrodzę jeśli obiecam, że może nawet jeszcze w tym tygodniu pojawi się kolejny rozdział. Wasza Kath:***

 P.S Rozdział 2 746 słów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ogłoszenia Parafialne

04 lut

UWAGA, UWAGA!

Czytają ludzie, którzy mnie jeszcze nie zostawili i mają zamiar czytać dalej moje opowiadanie!

Na wstępie chce was najmocniej przeprosić! Nie było mnie tu ponad miesiąc a nowy rozdział nie pojawił się tutaj od bardzo ale to bardzo dawna.
WYBACZCIE MI!

Wiem, że z mojej strony to raczej nie jest fair ale obiecuję się poprawić.

Najprawdopodobniej w najbliższym czasie, czyli ok. poniedziałku będzie kolejny rozdział.

Mogę wam tylko zdradzić początek następnej notki czyli rozdziału …., który brzmi tak:

Biegłem, po prostu biegłem, bo nie widziałem innej możliwości.

No i tyle wam mogę zdradzić. Hehe. Czy ja jednak nie jestem wredna?

Ale na powarznie to naprawdę przepraszam za moją nieobecność. Jestem wam wdzięczna za tyle wejść na mojego bloga, bo jak go zakładałam nie spodziewałam się aż tylu wejść.

Bardzo ale to bardzo WAM dziękuję. To WY mnie motywujecie do dalszego pisania i to WY jesteście w tym wszystkim najważniejsi.

Co do dalszego pisania nie podjęłam jeszcze decyzji. Jak widzicie sami moja aktywność prawie spadłą do zera i nie jestem pewna czy jest sens kontynuować moją przygodę z pisaniem.

Rozdział 21 może być ostatnim rozdziałem jaki się tu pojawi.

Podkreśliłam słowo ‚rozdział’, ponieważ nawet jeśli zadecyduję, że to koniec to nie mam zamiaru opuszczać tego dzieła, bo są tu moje wzloty i upadki.

Ten blog ma dla mnie wartość sentymentalną i na pewno nie zostawię go tak o po prostu!

Nie jest to pożegnanie tylko wyjaśnienie całej sprawy. Mam nadzieję, że chociaż trochę wam to wyjaśniałem.

WASZA na zawsze Kath :***

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Odskocznia II – Halloween

02 lis

Obiecałam dedykacje i oto one!
Dla:
*Olivi B.N
*Siostry Krwi (zobaczymy czy ci się spodoba element TVD i TO)

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Oczami Kim!

 

Jakaś totalna masakra. Jest 31 października a ja siedzę w jakiejś dziurze u babci z dala od przyjaciół. Z okazji Halloween mieliśmy wystąpić na koncercie. Mieliśmy już nawet stroje a tu w ostatni dzień trzeba było wszystko zmieniać, bo moim rodzicom ubzdurało się odwiedzić naszą kochaną babcię! Zamiast mnie solówkę dostała Klara – mój odwieczny wróg, który cały czas flirtuje z moim chłopakiem.
-Skarbie zejdź na dół! Babcia chce z tobą porozmawiać!- usłyszałam wołania mojego taty. No super co jeszcze?
-Idę!- odkrzyknęłam i z niechęcią zeszłam powoli z łóżka.
Tak jak myślałam moja babka siedziała w bujanym fotelu i robiła coś na drutach, naprzeciwko niej siedzieli moi rodzice popijając ciepłą i smacznie pachnącą herbatę.
-O co chodzi babciu?- wymusiłam się na miły ton i uśmiech. Jestem ciekawa co ta staruszka ode mnie chce.
-Rozmawiałam z twoimi rodzicami i wiem, że to przedstawienie jest dla ciebie bardzo ważne dlatego ubieraj się i wskakuj do samochodu bo twój tata cię tam zawiezie!- powiedziała spokojnie moja babcia uradowana ale wiedziałam, że nie ma nic za darmo.
-A co muszę zrobić?- zapytałam podejrzliwie.
-Dobrze się bawić skarbie.- powiedziała moja mama.
-Wy mówicie serio?- zapytałam coraz bardziej szczęśliwa.
-Tak. Coś ci się należy z tego święta nie?- tym razem to tata się włączył.
-Naprawdę? Dziękuję, dziękuję, dziękuję!- zaczęłam skakać z radości.
-Zbieraj się bo nie zdążysz, na własny koncert.- powiedziała babcia. Wiedziała, że kryje się pod tym jakiś podstęp ale nie oddam Klarze tej satysfakcji ze śpiewania no moim koncercie!Jak najszybciej ubrałam się w kostium i pobiegłam do samochodu, gdzie zastałam całą rodzinkę.
-Zgaduje, że to właśnie mam znieść za podwózkę na koncert?- zapytałam domyślając się o co w końcu chodzi.
-Skarbie, nigdy nie chcesz dla mnie nic zaśpiewać a ja w końcu chcę usłyszeć twój anielski głos.-  powiedziała moja babka. Nie zostało mi nic innego jak wsiąść do tego auta wariatów.
Mój tata ruszył do przodu i po godzinie byłam pod lokalem, w którym odbywało się całe zdarzenie. Bal miał się zacząć o 19:00 a na moim zegarku widniała 16:00. Jak najszybciej wysiadłam z pojazdu i wbiegłam do pomieszczenia, gdzie na scenie stała Klara w moim stroju całowała się z Jack’a? Stałam jak wryta, nikt nawet nie zauważył mojego przybycia. Mój własny chłopak mnie zdradził? To najgorsze Halloween w moim życiu!
-Jak ty do cholery mogłeś! Ja tu przyjeżdżam aby wystąpić a ty całujesz się z moim wielkim wrogiem?- i co dopiero wtedy wszystkie oczy skierowały się w moją stronę. Klara patrzyła na mnie ze swoim uśmieszkiem na ustach a Jack z wielkimi oczami już biegł w moją stronę. Nie czekając aż się do mnie zbliży wyszłam z lokalu i wstrzymując łzy minęła auto,  którym znajdowała się moja szurnięta lecz kochana rodzinka. Słyszałam za swoimi plecami wołanie Jack’a, który prosi mnie abym się zatrzymała. Nic to nie dało, wręcz przeciwnie zaczęłam biec do mojego ulubionego miejsca. Wiedziałam, że i tak mnie znajdzie jednak tylko tam czułam się bezpiecznie.
Gdy dotarłam na miejsce, weszłam na drzewo i pozwoliłam słonym, długo powstrzymywanym łzom płynąć po moich policzkach. Słyszałam jak ktoś się zbliża, nie były to kroki dziewczyny. Były ciężkie i stanowcze, odbijały się echem od ziemi lecz były bardzo ciche. Znałam je zbyt dobrze. Zebrałam się w sobie i postanowiłam nie dawać mu tej satysfakcji.
-Idź sobie! Chce zostać sama.- powiedziałam wrednym głosem. Znowu powstrzymywałam łzy i starałam się zamaskować drżący głos.
-Ja wiem, że to źle wyglądało, ale to nie tak Kim.- bronił się nieudolnie Jack
-Wszyscy tak mówią i jeszcze nigdy nie widziałam aby to była prawda. Spadaj stąd i zostaw mnie w świętym spokoju!- wydarłam się do siedzącego już obok mnie chłopaka. Kładka na gałęzi była mała, jednak bez problemu mieściliśmy się na niej we dwoje. Zrobiliśmy ją w dzieciństwie i tak została aż do dzisiaj.
-Że też w Halloween chcesz mieć święty spokój?-  powiedział chichocząc. –W „święto szatana i wszystkiego co złe”?- ten jego ironiczny głos zawsze mnie rozśmiesza i tym razem też mu uległam. –A jednak udało mi się wywołać uśmiech na tej pięknej twarzyczce.- powiedział uśmiechając się.
-Nie pozwalaj sobie!- warknęłam odzyskując powagę.
-Kim znasz mnie jak nikt inny. Wiesz, że to co widziałaś to nie tak. Ile razy próbowałem się jej pozbyć? Jest wredna, brzydka i jest twoim wrogiem, myślisz, że mógłbym Ci to zrobić?- zapytał retorycznie. –Zastanów się, proszę. Słońce kocham cię jak nikogo innego i wiem, ze ty p tym doskonale wiesz.- powiedział to i objął mnie swoim ramieniem mocno do siebie przytulając. Nie wierzyłam mu! Ani trochę.
-Zostaw mnie!- starałam się go odepchnąć od siebie ale to nic nie dało. Użyłam trochę większej siły ale zamiast go odepchnąć poczułam jak spadam. ‘No to już po mnie’ pomyślałam. Czas zwolnił a ja czekałam na zetknięcie z ziemią. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Poczułam jedynie bardzo dobrze znane mi silne ramiona osoby, która niedawno trzymała mnie w swoich objęciach. Ale jak on…?
-Jesteś cała?- zapytał miękki głos z nutką przerażenia.
-Nic mi nie jest. Ale jak ty… Byłeś tam a teraz jesteś tu, to nie możliwe.- wrzasnęła i uwolniwszy się z jego ramion wycofałam się pod drzewo.
-Zeskoczyłem.- bronił się Jack.
-Zbyt wolno. Upadła bym na ziemię, tym bardziej jak byś schodził. Co tu się stało?- zapytała ale nie wiem czy chce znać odpowiedz.
-Coś ci się przewidziało. Nic się nie stało. Po prostu cię złapałem. Szedłem, żeby ci wszystko wyjaśnić ale zamiast zobaczyć ciebie zapłakaną, siedzącą na drzewie, nagle znalazłaś się w moich ramionach.- głupek. I on myśli, że się na to nabiorę? Lepiej będzie jeśli udam, że ma racje.
-Ok., niech będzie Ale dla twoich wiadomości koniec nami.- powiedziałam ostro i wyminąwszy tego kłamcę ruszyłam do baru. Nie dam tej suce triumfować, nie na mojej warcie. Zaśpiewam, choćby się waliło lub paliło. Jestem Kim Crawford i nigdy się nie poddaję.
Doszłam do budynku, gdzie zastałam zmartwiona Grace, która próbowała się z kimś połączyć.
-Hej, do kogo dzwonisz?- zapytałam jak gdyby nigdy nic.
-Boże, Kim nic ci nie jest.- wyłączyła telefon i mocno mnie przytuliła, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi. –Jak się czujesz?- zapytała
-Znakomicie.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Byłam świetną aktorką.
-Pogodziłaś się z Jack’iem?- zapytała zdziwiona.
-Z kim?- zapytałam głupio. –A tak z tym palantem, z którym zerwałam przed momentem? Nie, raczej nie.- znowu się uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę Klary. –A ty zdziro, wypchaj się tym fagasem i daj mi w końcu święty jedyny spokój!- wrzasnęłam na cały regulator z uśmiechem słodkiej idiotki na twarzy.
-A żebyś wiedziała, że tak zrobię.- chyba myślała, że mnie to ruszy, ale się myliła. Ominęłam ja zgrabnie i weszłam na scenę i zaczęłam śpiewać jedną z moich piosenek na rozgrzewkę, aby pokazać, że jednak zaśpiewam i nie mam zamiaru się poddać. Jarry chwycił za gitarę elektryczną i zaczął grać. Milton poszedł w jego ślady i usiadł za kibordem. Wszystko e sobą idealnie współ grało gdy doszły chórki czyli Grace i Julia. Śpiewałam wczuwając się w piosenkę, nie zwracając uwagi o czym jest.  Gdy skończyłam swoją rozgrzewkę usłyszałam oklaski i niezadowolony głos Klary: ‘Uuuuu’. Musiałam się nieźle powstrzymywać aby nie wybuchnąć śmiechem…
Godzinę przed występem przebraliśmy się w nasze stroje i zrobiliśmy próbę generalną bez świadków i oklasków. Lokal był pusty ponieważ gospodarz kazał wszystkim wyjść jakieś 2 godziny wcześniej. Dobra teraz jeszcze tylko do końca ozdobić salę i przyszykować całe oświetlenie. Całe szczęście lampkami zajmują się chłopaki a my dekoracjami, problem w tym, że Klara też tu jest i nie odstępuje Jack’a  na krok. Strasznie mnie to denerwuje ale udaję, że wszystko jest ok. Z drugiej strony chłopak stara się jej nie zauważać a nawet pozbyć się jej. Ta zdzira jednak nie reaguje i dalej się do niego ślini i łazi za nim wszędzie. Uczepiła się go jak rzep psiego ogona.

 

 

Kim

Kim

 

Jack

Jarry

Jarry

 

Julia

Julia

Grace

Grace (bez szarfy)

Milton

Milton

Tematyką całego koncertu były potwory jednak cały zespół musiał przebrać się za zombie, bo właśnie tego wymagała dekoracja sceny, czyli cmentarz z mnóstwem dymu i kościotrupów. Zaczęliśmy przygotowywać miejsce naszego wystąpienia, stawialiśmy nagrobki i sprawdzaliśmy czy maszyna, która miała robić dym dział. Chłopcy poustawiali światłą i wzięli się za ustawianie stołów.
Wszystko było już skończone tylko jedna mała rzecz nie dawała mi spokoju. A mianowicie krzywo zawieszony wielki napis: „Strasznego Halloween”. Moim zdaniem do kitu no ale co mogę poradzić na koncepcję gospodarza. Nie czekając aż ktoś przyniesie drabinę zaczęłam biec w stronę Jack’a, gdy była parę kroków od niego wrzasnęła.
-Podrzuć mnie!- i wtedy nastolatek się odwrócił i zamiast mnie podrzucić złapał w swoje objęcia i mocno do siebie przycisnął, tak że nasze usta dzieliły milimetry, czułam jego słodki zapach i płytki oddech.
-Nie wytrzymam dłużej bez ciebie przy moim boku.- powiedział i wpił mi się w usta. Złożył namiętny pocałunek, który był przepełniony namiętnością i czymś jeszcze. Strachem? Nie zastanawiając się dłużej oderwałam się od niego i z całej siły uderzyłam go w twarz. Nie wąchając się przyciągnęłam go za koszulkę do siebie i zbliżyłam swoją twarz do jego ucha.
-Jeszcze jeden taki numer a powyrywam ci wszystkie kłaki z twojej głowy. A teraz mnie podrzuć i idź do swojej Klary się pomiziać.- powiedziałam nad wyraz spokojnie. Puściłam go i grzecznie odsunęłam się o parę kroków aby mieć jakieś miejsce do rozbiegu. Gdy stanęłam na miejscu, odwróciłam się na pięcie i spojrzałam na mojego pomocnika, który szykowała się do wybicia. Zaczęłam biec  gdy już miałam wbiec na Jack’a wybiłam się tak aby moja noga wylądowała na jego rękach a on mógł zwiększyć siłę odrzutu. Gdy to nastąpiło zrobiłam salto w tył chwytając za krzywy róg i ciągnąc go delikatnie za sobą w dół. Gdy wylądowałam wyciągnęłam ręce w górę i podziwiałam swoje dzieło. Było perfekcyjnie. Nie zważając na oklaski i krzywą minę Klary ruszyłam do łazienki aby poprawić swój wizerunek. Gdy wychodziłam zdawało mi się, że kogoś widziałam a byłą pewna, iż w toalecie nikogo wcześniej nie było. No nic znając życie tylko jakieś głupie przewidzenie.
Impreza zaczyna się za 10 min a ludzie już się zbierają. No tak nasza kapela Sweet Monsters robiła niezła furorę w naszym liceum. Mamy trochę głupią nazwę i mamy zamiar ją za niedługo zmienić, bo była to nazwa wymyślona przez Julię i Grace, gdy jeszcze tylko my 3 w niej śpiewałyśmy i nie było nić prócz głupiego wycia w pokoju.
W tłumie zobaczyłam moją rodzinę poprzebieraną w różne stroje.

Babcia Kim (tylko strój)

Babcia Kim (tylko strój)

Mama Kim (tylko strój)

Mama Kim (tylko strój)

Tata Kim (tylko strój)

Tata Kim (tylko strój)

Siostra Kim (bez szpilek i też tylko strój)

Siostra Kim (bez szpilek i też tylko strój)

Z nich wszystkich najstraszniej wyglądała moja babcia a najbardziej słodko moja pięcioletnia siostra w stroju wróżki. To raczej nie jest impreza dla takich małych dzieci jak ona no ale nie mam zamiaru się z nimi kłócić szczególni, że dzięki temu mogę tu wystąpić. Pomachałam im tak aby tylko oni widzieli i weszłam za kurtynę. Dziewczyny strasznie się denerwowały a ja wręcz przeciwnie, byłam z siebie dumna i pewna siebie. Chłopcy starali się pozbyć Klary i jej przyjaciółki Lary, która robiła dosłownie wszystko co jej kazała Klara. Innymi słowy robiła za dziewczynę na posyłki na nie przyjaciółkę. Trochę mi jej było szkoda no ale sama chciała.
-I co denerwujesz się?- zapytał nie wiadomo skąd Eddy.
-Co ty tu robisz?- przytuliłam kolegę z zaskoczenia. –Nie miałeś być w Europie?- zapytałam. (przypominam akcja dzieję się w Ameryce)
-Miałem ale przyjechałem na 2 tygodnie po resztę rzeczy i postanowiłem, że jak mi pozwolicie to ten ostatni raz zagram z moją kapelą.- powiedział zadowolony z siebie Eddy.
-No jasne. Fajna niespodzianka.- powiedziałam jeszcze raz go przytulając.
-Eddy! Eddy! Eddy!- usłyszałam głosy naszej paczki. –Co ty tu robisz?- zapytali chórem.
-Przyjechałem na 2 tygodnie i postanowiłem was zaskoczyć i jeszcze raz zagrać w moim ulubionym zespole. Oczywiście jeśli pozwolicie!- powiedziała uradowany Eddy.
-No jasne. Masz.- powiedział Jack i rzucił mu jedną ze swoich gitar.
-Dzięki stary.- odpowiedział murzyn i skinął w podziękowaniu mojemu byłemu chłopakowi.
-Proszę o uwagę! Czas zacząć naszą halloween’ową zabawę. Przez cały wieczór będzie nam towarzyszył zespół Sweet Monsters.- no i to był znak dla nas, że mamy wyjść na scenę. Wszyscy gdy nas tylko zobaczyli zaczęli piszczeć, krzyczeć i bić brawo. Czułam się jak ryba w wodzie.
-Cześć Seaford! Czas zacząć naszą straszną zabawę!- krzyknęłam a tłum jeszcze bardziej się rozszalał. Z głośników zaczęły płynąć pierwsze nuty naszej piosenki pt.„Fearless”. W odpowiednim momencie do muzyki dołączył mój głos i wszystko razem świetnie współgrało. Zagraliśmy jeszcze parę piosenek, gdy nagle przez oka z lewej strony wskoczyli jacyś kolesie ubrani na czarno.
-Nikt się nie rusza!- powiedział jeden z nich i wszyscy zamarli. Chciałam się ruszyć, chociaż kiwnąć palcem ale nic się nie działo. Stałam jak zaklęta. Facet omiótł salę wzrokiem całą salę u uśmiechnął się szyderczo. –Jak ja to kocham. Wszystko zawsze tak jak chce.- powiedział do swoich towarzyszy jeden przebytych. –Jestem Damon i mam zamiar was posmakować razem ze swoimi towarzyszami. Jak macie coś przeciwko to się ruszcie.- powiedział i zaśmiał się złowieszczo.
-Zapomnij oni są nasi!- warknął koleś stojący pomiędzy owłosionymi postaciami. Musieli wejść przez okna, które za ich plecami zostały wybite. No to świetnie teraz i po mojej prawej stronie oka są rozbite.
-Oooo, uroczo. Paczcie koledzy nawet psiaczki się chcą przyłączyć.- powiedział z ironią Damon.
-Nie pozwalaj sobie Salvatore. Jestem przedstawicielem tej rasy i nie mam zamiaru się poddać. To święto wszystkich potworów ale tylko jedni mogą tu rządzić.- powiedział czarnowłosy.
-Tak i będziemy to my.- do pomieszczenia weszły jakieś kobiety trzymające w rękach świece. Mamrotały coś pod nosem a zgromadzone postacie zaczęły zwijać się z bólu. Co dziwne Klara i Jack również. Co tu się wyrabia.  Jack wymienił spojrzenie z jedną z młodych dziewczyn stojącą za staruszką, która niedawno przemawiała. Podeszła do tej kobiety i wyszeptała parę słów, których nie byłam w stanie zrozumieć. Do pomieszczenia weszły dwie nowe postacie, jedna blond włosa a druga o kasztanowych lokach swobodnie powiewających na lekkim wietrze.
-Ale czemu te nerwy. Przecież możemy podzielić się łupem.- powiedział ciemno włosa dziewczyna. Wyglądała na jakieś 16/18 lat. –Damon a ty co? Nie rób mi wstydu, wy przestańcie czarować i postarajmy się dogadać.- ten uroczy ton w jej głosie był wkurzający ale jak na zawołacie kobiety przestały wypowiadać niezrozumiałe słowa a wraz z ich brakiem inni powstali ziemi i ruszyli w kierunku nowo przebytych dziewczyn.
-Mamy propozycje. Ja jestem Caroline, przedstawicielką wilkołaków. Ona wampirów jeszcze potrzebujemy kogoś od was. – powiedziała blondynka. W tym momencie podszedł do mnie Jack i kazał mi się ruszyć i iść za sobą. Zauważyłam, że reszta naszych przyjaciół i moja rodzina również zmierza za nim. Nie mogłam nic zrobić również poszłam za moim byłym. To było denerwujące czułam się jak marionetka, która nic nie może zrobić.
-Co ty sobie wyobrażasz? Jesteś nowo powstała i takie bzdury wygadujesz?- usłyszałam krzyk nie poznanego jeszcze głosu.
-Nie warz się tak do niej mówić!- wrzasnął głos, który jako pierwszy zakłócił nasz koncert. Kłótnia stawała się coraz cichsza a głosy szarpaniny i wrzasków mieszały się z odgłosem naszego maszerowania.
Gdy dotarliśmy do domu Jack’a właściciel kazała nam wejść do środka i się rozgościć co dziwne wszyscy weszli bez protestu tylko ja stałam i czekałam aż inni się ulotnią.
-Co tu się do jasnej cholery wyrabia!?- wrzasnęłam chcąc usłyszeć wyjaśnienia. –Najpierw z niewyobrażalną szybkością łapiesz mnie gdy spadam, potem na naszym koncercie pojawiają się nikomu nieznane postacie i jakieś baby, które mamroczą po nieznanym mi języku, manipulacja przez którą czuję się więźniem we własnym ciele. Żądam wyjaśnień i to natychmiast!- wrzeszczała mu prosto w twarz.
-Chcesz wyjaśnień?- zapytał a ja niepewnie kiwnęłam głową, potwierdzając zadanie pytanie. –Prawa jest taka, że istnieje coś zupełnie innego niż ludzie, Jest parę gatunków tych mistycznych stworów. Wszyscy myślą, że nie istnieją, że to tylko czyjaś wyobraźnia ale to nie prawda. Wszystkie wasze „potwory”  istnieją. Wampiry, wilkołaki, czarownice, a nawet duchy. Żyją pośród was, ludzi a wy nawet o tym nie wiecie. Czasem współpracują i dzięki takiej współpracy wampiry nie palą się na słońcu. Najlepszym tego przykładem jestem ja i Klara. Jesteśmy wampirami, pijemy ludzką krew i mamy dodatkowe umiejętności. Umiemy hipnotyzować ludzi, rozkazywać im, potrafimy szybciej się przemieszczać, wnikać w wasze sny i je zmieniać. Umiemy wiele.- wytłumaczył mi Jack a ja wybuchłam śmiechem.
-I ty myślisz, że w to uwierzę?- zapytałam przez śmiech.
Jack rzucił się na mnie odsłaniając swoje kły. Wokół oczu pojawiły mu się ciemne żyły a same tęczówki zmieniły kolor na czerwone. Krzyknęłam z przerażenia. Chciałam się ruszyć ale hamował mnie jego żelazny uścisk.
-Teraz mi wierzysz?- zapytał się odsuwając się ode mnie ale nadal trzymając mnie za ramiona. Nawet nie mrugnęłam. Patrzyłam się na niego osłupiona nie mogąc wypowiedzieć nawet słowa ze strachu. –Nie musisz się mnie bać. Nie mam zamiaru nic ci zrobić, nigdy bym cię nie skrzywdził. To dlatego Klara robiła wszystko abyśmy się nie spotykali. Myśli, że nasze rasy nie powinny się ze sobą zadawać. To wbrew zasadom ale ja nie mogłem, za bardzo cię kochałem i nadal kocham. Nie pozwolę aby komukolwiek stałą się krzywda, w szczególności tobie.- powiedział to takim głosem, że mu uwierzyłam. Po paru minutach ciszy postanowiłam jeszcze o coś zapytać.
-Co się tam tak w ogóle stało?- zapytałam bojąc się własnego przyjaciela.
-Byłaś świadkiem sprzeczki pomiędzy 3 gatunkami. Zawsze w halloween sprzeczają się kto ma prawo do świętowania. Strasznie się wkurzają o to, że ludzie świętują ich święto. Damon chciał tylko spożyć swój posiłek tak samo jak Elena, to ta brunetka, która próbowała ich pogodzić i znaleźć kompromis. Tyler chciał się tylko pobawić tak jak reszta wilkołaków, bo za niedługo ma wrócić ich przywódca stada Klaus i będzie od nich czegoś chciał. Jest ich takim mentorem, który rozkazuje a oni jak wierne pieski muszą się słuchać. Czarownica, która mówiła za całą resztę to Shila babcia mojej koleżanki Bonnie, to ona stała za swoją babką i szeptała jej do ucha o mnie.  Czarownice próbują chronić ludzi i przeważnie im to wychodzi. To jest zadanie jakie sobie wyznaczają, jednak są i takie, które pomagają wampirom takim jak Elena. Ona nie reagowała na ich czary bo ma specjalny naszyjnik chroniący przed czarami i pierścień chroniący przed słońcem. Też mam taki, dlatego mogłem się z wami spotykać. Tylko na tym mi zależało. Ale może kiedy indziej o tym dlaczego chciałem dołączyć do świata ludzi, co?- zapytał patrząc mi w oczy. –Jestem wampirem i wiem co Damon kombinuje. Chce przejąć całe miasto i przemienić go w miasteczko wampirów. Innymi słowy większość ludzi w nie pozamienia a resztę zostawi na danie główne, ale to tak w wielkim skróci.  Musiał zauważyć moje zniknięcie tak jak i was wszystkich, mam pewien plan jak zapewnić wam bezpieczeństwo ale wam się nie spodoba.- skwitował i pociągnął mnie do swojego domu. Usadził na kanapie i powoli zaczął wyjaśniać wszystko jeszcze raz. Wszyscy reagowali tak samo jak ja, tylko nie Jarry, który już musiał o tym wiedzieć, gdyż siedział i miał minę zbitego psa. Gdy wszyscy zbledli i patrzyli na mnie w osłupieniu powiedziałam:
-Nie miałam pojęcia, więc nie patrzcie tak na mnie.- słowa ledwie przechodziły mi przez gardło. Nie mogłam noc więcej powiedzieć, wstałam i wyszłam mając nadzieję, że nikt za mną nie pójdzie. Myliłam się.
-Gdzie idziesz? To niebezpieczne.- Jack próbował mnie przestraszyć, zniechęcić do spaceru czy starał się mnie zatrzymać mnie przy sobie? W myślach zadawałam sobie tylko to pytanie. Nie zwracając na niego większej uwagi szłam w stronę swojego domu. Nic nie mówiłam i miałam nadzieję, że mój towarzysz również zamilknie. Doszłam do swojego domu i bardzo powoli popchnęłam już i tak uchylone drzwi. Wszędzie panowała ciemność i cisza, dzięki której mogłam usłyszeć własne bicie serca. Podłoga pod moimi krokami zaczynała skrzypieć a z nie zakręconego kranu w kuchni zaczęły kapać krople zimnej wody, powodując głuchy odgłos upadania płynu. Miałam wrażenie, że brakuje jeszcze straszniej melodii i potwora, który rzuciłby się na mnie ze schodów, aby był to tandetny horror, gdzie grałabym główną rolę. Przeszłam jeszcze parę kroków nie zapalając lamp i bardzo dokładnie rozglądając się po pomieszczeniu, nie było śladu Jack’a jak i innego potwora. Stałam pod schodami gdy nagle usłyszałam jakiś dźwięk  i w mgnieniu oka pod moimi nogami zobaczyłam postać martwej kobiety z kawałkiem drewna zatopionym w piersi. Z zaskoczenia lekko pisnęłam i zrobiłam parę kroków w tył. Przeraziłam się jeszcze bardziej gdy poczułam czyjeś ciało za swoimi plecami.
-Nie bój się, to tylko ja.- powiedział głos i mocno objął mnie w pasie. Poczułam na raz ulgę i wstręt jaka towarzyszyła mi dotykając tego siedemnastolatka.
-Nie warz się mnie tak straszyć!- warknęłam i z całej siły walnęłam go w twarz. Nawet nie drgnął. Co tu się do diabla wyrabia.
-Dom już jest czysty. Możesz zrobić to co chciałaś.- powiedział nie wzruszony całą sytuacją.
Zgrabnie wyminęłam wampira i ruszyłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i rozmyślałam o wszystkim o czym powiedział mi Jack. Wampiry, wilkołaki a nawet czarownice istnieją. Te pierwsze chcą nas pozabijać i zrobić z Seaford dom wampirów, kolejni chcą się zabawić przed powrotem swojego pana a te kobiety mają zamiar nas chronić? To jakiś totalny absurd. Jeszcze zabawniejsze jest to, że każdą z tych istot mogą być osoby z mojego środowiska.
-Ooo. Jeszcze jedna mała, piękna istotka, która będzie idealnie pasowała do mnie jako wampirzyca.- usłyszałam za sobą ochrypły głos jakiegoś mężczyzny. Odwróciłam się momentalnie jednak okazałam się zbyt wolna, bo zostałam przyciśnięta do ściany z taką siłą, że wszystko zaczęło mnie boleć.
-Wal się Kol, ona jest moja.- powiedział Jack.
-Jeszcze jedna niespodzianka. Jack Brewer – mój towarzysz, który przed 5 laty prosił mnie abym go zmienił. No, no, no. Znalazłeś sobie niezłą ofiarę. Jak ta ślicznotka ma na imię?- zapytała z chytrością w głosie wampir.
-Postaw ją- warknął nieprzyjemnie Jack.
-Jestem pierwotny, nic mi nie zrobisz.- odpowiedział z kpiną w głosie Kol.
-Nawet tym?- zapytał z przekąsem mój były chłopak, pokazując pewnemu siebie mężczyźnie jakiś zdobiony kawałek drewna.
-Skąd go masz?- tym razem głosie tego całego pierwotnego słyszałam przerażenie.
-A dostałem w prezencie. A teraz spadaj stąd a nic ci nie zrobię.- powiedział z przekonaniem Jack. Kol postawił mnie na ziemi i z niewyobrażalną szybkością znikną. Z tą samą prędkością nastolatek pojawił się obok mnie i posadził na łóżku. Po raz kolejny tego dnia byłam strasznie przerażona. –Już jest dobrze, słyszysz? Jest OK.- mówił cały czas Jack gdy zaczęłam płakać prosto na jego koszulę. Mam plan jak ocalić całe miasto jednak nie obejdzie się bez poświęceń i czarownic.
Wróciliśmy do domu z nowymi strojami dla moich przyjaciół. Ja i Jack byliśmy już przebrani.

Kim

Kim

Jack

Jack

Grace

Grace

Jarry

Jarry

Julia

Julia

Milton

Milton

Eddy

Eddy

Ja już nawet wiedziałam co chce zrobić i szczerze go podziwiałam. Twarz miałam wysmarowaną jego krwią aby zamaskować zapach ludzkiej krwi, która płynęła w moich żyłach. Reszta znajomych i rodziny musiała również nałożyć swój kamuflaż w postaci maski z krwi. Wyglądaliśmy obłędnie. Gdyby nie ta krytyczna sytuacja pomyślałabym, że może wygrać konkurs na najlepsze kostiumy. Czarownice już zebrały się w salonie Brewera i mamrotały oś pomiędzy sobą a następnie podały jakiś przedmiot Jack’owi.
-Ochroni cię przed czarami.- powiedziała ta sama starsza kobieta co wcześniej w klubie. –Wy za to dostaniecie od nas pierścienie, które ochroną was przed śmiercią. Dopóki macie je na swoich palcach nic wam nie grozi w wrócicie do świata żywych.- wytłumaczyła i podała każdemu z nas nowe ozdóbki.
-Nie ma czasu do stracenia. Wszyscy wszystko rozumieją?- zapytał nas Jack. Wszyscy kiwnęli głowami i ruszyli za nim.
Doszliśmy do jakiegoś opuszczonego budynku. Brewer wystukał coś a drzwi same się otworzyły. Bez zastanowienia wszedł do środka a my podążaliśmy za nim jak wcześniej Klara. Spotkaliśmy po drodze parę wampirów ale omijali nas szerokim łukiem i szli dalej. Niestety naszych bijących serc nie dało się zagłuszyć i to był mały problem. Rozwiązaniem był nasz plan.
-Damon! Przyprowadziłem ci nowych ludzi do zmiany!- wrzasnął Jack na całe gardło, gdy znaleźliśmy się w wielkiej sali. Zawołany wampir z uśmiechem na twarzy odwrócił się do nas i z błyskiem w oku pojawił się przed nami.
-Czemu ich jeszcze nie zmieniłeś?- zapytał zaciekawiony mężczyzna. Jego partnerka (Elena) stałą za nim i bacznie się nam przyglądała.
-Bo wiem jaką masz z tego przyjemność.- powiedział spokojnie Jack.
-Tak to prawda. Jednak jeszcze większą ma z tego Elena. Kochanie idź sprowadź ich na ścieżkę nieśmiertelności.- dziewczyna posłusznie podeszła do mnie i utkwiła we mnie swoje spojrzenie. Położyła mi swoje lodowate ręce na karku i dalej świdrowała mnie wzrokiem, tak jakby chciała coś we mnie dostrzec. Nie czekając ani chwili zdjęłam jej pierścień z palca i czekałam na śmierć, która nie nadeszła. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam zwijających się z bólu naszych przeciwników i Jack’a wbijającego kołki tylko 6 wampirom. A mianowicie Damon’owi, Elenie i dwóm gościom których nie znam i jakiejś blondynce. Na samym końcu podszedł do Kol’a a ja w tym momencie zauważyłam, że  reszta wampirów, również skamieniała. I wtedy wszystko stało się jasne. Kol był pierwotnym tak jak ci, których zabijał Jack. Gdy zabije pierwotnego cały ród, który stworzył ten wampir wyginie.
Biegłam co sił w nogach aby go powstrzymać ale jestem zbyt wolna. Chłopak zatopił ostrze w piersi przeciwnika a ten momentalnie skamieniał. Podbiegłam do Jack’a i uwiesiłam mu się na szyi. On wiedział, że się domyśliłam.
-Ty idioto!- krzyczałam przez łzy. –Kocham cię a ty mnie zostawiasz?!- wrzeszczałam rozjuszona.
-Spokojnie. To było jedyne wyjście.- mówił z rozpaczą w głosie. -Beze mnie będzie ci lepiej. Znajdziesz zwykłego chłopaka, zakochasz się i będziesz wieść normalne życie.- tłumaczył mi zalety tego, że zaraz go stracę.
-To nie prawda. Nie prawda! Kocham cię słyszysz?!- co dopiero wtedy zrozumiałam swój błąd sprzed paru godzin. Ja mu wierzyłam ale nie dopuszczałam do siebie myśli, że mówił prawdę. Moja duma mi na to nie pozwalała.
Wpiłam mu się w usta z taką namiętnością z jaką jeszcze nigdy się nie całowaliśmy. Widziałam, że jest to nasz ostatni pocałunek, nasze ostatni chwile. I wtedy to się stało. Poczułam jak robi się zimny i sztywny, odeszłam od niego, padłam na kolana i zalałam się jeszcze większymi łzami. Słyszałam tylko cichy głos mamy:
-Kim! Kim!- otworzyłam oczy i z ulgą uznałam, że to był tylko zły sen.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Naprawdę przepraszam miała być wczoraj jest dzisiaj! Naprawdę przepraszam Mogę powiedzieć, że odcięli mi Internet i nie skłamię. Mam nadzieję, że odskocznia się podoba i długość jest odpowiednia aby wynagrodzić brak rozdziału. Co do rozdziału: mam zaczęty ale niestety w najbliższym czasie się nie pojawi. Niestety zbliżają się olimpiady i muszę się wziąć w garść! Postaram się coś napisać w czasie wolnym ale nic nie obiecuję. Pozdrawiam Kath :***

 

P.S 4 342 słów

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Urodzinki Viki!!!

25 paź

Dzisiaj masz Viki urodziny i chce się cieszyć razem z tobą tym dniem. Dlatego mam dla cb 3 filmiki, na których znajdziesz:

Obiecałam jeszcze tekst piosenki, ale najpierw zobacz filmiki

Ej, nie rób mi tego. Chociaż jestem od CB rok młodsza, to uwierz że mi też jest ciężko. Właśnie wróciłam i nie zamierzam się poddać przez lenistwo, ogrom obowiązków. Zawsze mamy noc i weekendy. Wierzę że dasz radę, uwielbiam Cię czytać. Twoje opowiadania wciągają i dają inspirację. Nie raz czytając twoje opowiadanie, wpadłam na pomysł na następny rozdział swojego.
Jesteś, byłaś i masz zostać ^^ czekam na rozdział <3

Te słowa mnie motywują i zawsze będą! A fragment, który się wyróżnia nie jest skierowany do mnie, ale do CB!

Jest jedną na milion.Oo
Huu
Jest jedną na milion.

1. Czasem strasznie wzruszasz mnie.Ale wiem, że to nie jest twój cel.
Czasem strasznie mylę się.
Ale wiem, że ja kocham Cię.

ref. Jest jedną na milion
Pokochał Cię światI ja wiem, że nie zostawisz nas tak.
Jest jedną na milion.
Pokochał Cię świat.
I wiem, że się tak łatwo nie poddasz.

2. Twoje blogi są wspaniałe.
I ja wiem, że ty o tym dobrze wiesz.Nie pozwolę odejść Ci ta,
Bo wiem, że radę dasz!

Nie da się zapomnieć takiej jak ty
Bo nikt nie zastąpi nam Cię.
Dobrze wiem, że nigdy nie zostawisz mnie
Zbyt bardzo kocham Cię!

ref. Jest jedną na milion.
[...] x2

3. Wiem, że wszystko jest możliwe,
Gdy jesteś ze mną tu.
Nie pozwolę odejść Ci,
Bo jesteś moją muzą.
Myślałam, że wszystko skończy się,
Ale teraz wiem, że nie poddasz się,
A ja nie pozwolę odejść Ci
.

ref. Jest jedną na milion.
[...] x2

Jest jedną na milion.
O tak
Jest jedną na milion.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!

P.S Przepraszam, że filmy nie są wstawione ale nie dało się ich tutaj dodać. Mam nadzieję, że to w niczym nie przeszkadza. I jeszcze raz miłych urodzin Olivia B.N lub Viki. Nie wiem jak kto Cię tam zna!!!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział XIX – Nowe-stare wspomnienia

22 wrz

To co rozdział dla wszystkich, którzy czekali na dalszy ciąg tej opowieści. Szczególnie dla Olivi B.N. i Siostry Krwi. Jeśli ktoś jeszcze czekał byłabym wdzięczna jeśli by się ktoś tym podzielił w kom. Miłego czytania :***

 

Oczami Jack’a
Rano wstałem o ósmej i zszedłem do kuchni aby zrobić sobie kawę i siedząc na kanapie przemyśleć wszystko co się ostatnio wydarzyło. Gdy tak siedziałem i myślałem o Kim, porwaniu i o wszystkim tym co powiedział mi Tom, nie mogłem uwierzyć, że on chce jej pomóc. Nie wierzyłem w to a raczej nie dopuszczałem do siebie tej myśli. Na samym początku naprawdę chciał się na mnie zemścić prze zabicie mi dziewczyny, ale potem stwierdził, że to nie ona mu w tym wszystkim zrobiła krzywdę. Zastanowił się nad tym chwilę a potem niby dowiedział się, że jest w ICH kryjówce. Jestem tylko ciekawy o co mu chodziło z tym: „ich”. Tak to podkreślił, że miałem wrażenie, iż mam znać te pozostałe osoby, a ja nawet nie wiem czy to dziewczyny czy chłopcy… Skąd mam ich znać? To jest teraz mało istotne, najważniejsze jest bezpieczeństwo Kim! Tak to jest sprawa, która jest na pierwszym miejscu. Rozmyślałem tak jeszcze przez dobre 10 min, gdy usłyszałem zamek w drzwiach i do salonu weszła moja mama. Byłą cała mokra a z włosów lały się strugi wody.
-Mama?- zatkało mnie… -Nie miałaś być przypadkiem z tatą na Hawajach?!- zapytałem zdziwiony.
-Miałam ale wezwali go pod pretekstem jakiegoś ważnego przypadku i oto wróciłam, a tata siedzi w szpitalu i raczej szybko stamtąd nie wróci.- powiedziała z uśmiecham na twarzy.
-Mamuś… Hmm… wiesz jest sprawa… Tak jakby mamy goś…
-Cześć Mamo.- powiedział kobiecy głos, który od niedawna już znałem. Lizy oderwała oczy ode mnie i spojrzała w miejsce, z którego dochodziły te dwa słowa. -pamiętasz mnie jeszcze?- zapytała z nadzieją moja siostra.
-Matko święta, ty wróciłaś.- pierwszy raz widziałem że płacze ze szczęścia, takiego szczęścia jakiego nigdy wcześniej nie widziałem u innej osoby. Podbiegła do Layly i mocno ją do siebie przytuliła, a dziewczyna z lekkim zaskoczeniem powoli odwzajemniła uścisk.
-Nie wróciła sama…- powiedział cichy głos podobny do mojego.
-Co… Co… Co ty tu robisz?- jak go zobaczyła automatycznie odskoczyła od naszej siostry i cofnęła się do mnie. -Wynoś się! Słyszysz zostaw nas w spokoju!- wydarła się na Tom’a.
-Mamo spokojniej on chce nam tylko pomóc znaleźć Kim. Nie ma złych zamiarów.- zacząłem ją uspokajać.
-Nie wież mu! To nie jest prawda. On chce ci zrobić KRZYWDĘ!- tym razem to ja oberwałem.
-Wątpię w ten fakt. Moim zdaniem naprawdę chce pomóc. Myślisz ze jeśli chciałby mnie zabić to jeszcze bym żył? Spał tu całą noc i jestem cały! Jeśli chciał by mnie zabić, zrobił by to już dawno temu.- wytłumaczyłem matce o co chodzi ale wiem, że jej nie przekonałem. Cała była sztywna i podenerwowana.
-Ile… Razy… Mam… Ci… Powtarzać… Że… On… Nie… Chce… Abyśmy… Byli… Szczęśliwi… Przez… To… Ze… On… Był… Nieszczęśliwy… Przez… Nas…- za każdym razem robiła przerwę na wdech. Nie wiedziałem co mam robić, ale nie musiałem się nad tym zastanawiać. Layla podeszła do mamy i pociągnęła ją do kuchni.
-Ręczę za Tom’a. Zostawmy ich na chwile samych, jak coś się będzie działo będzie niezły hałas… mamo.- zawahała się tylko przy ostatnim słowie.
-To co robimy?- powiedział Tom z rogalem na twarzy. -Mam wolne do jutra, więc co dopiero jutro będziemy mogli ją uwolnić.- dodał wiedząc gdzie chciałbym się teraz udać.
-Idę do góry…- wymamrotałem.
-O nie, odzyskałem brata i nie pozwolę mu się tym wszystkim zadręczać.- powiedział chwytając mnie za łokieć.
-Dobra. To mam w takim razie pytanie.- puścił moje ramię i zaczął machać ręką w pośpieszającym geście. -Na co ty byś miał ochotę wiedząc, że twoja dziewczyna, z twojej winy, na twoich urodzinach została parowana a ty nie możesz nic zrobić?- powiedziałem strasznie opanowanym tonem.
-Jak bym wiedział gdzie jest, i mam osobę, która wie jak ją stamtąd wydostać i wiedziałbym że porywacze nic jej nie zrobią, usiadłbym na kanapie i pograł z bratem w GTA lub jakąś inną grę..

 

Oczami Lizy (mama Jack’a)
Czemu tam jest tak cicho? Czemu się nic nie dzieje? Może jednak coś się stało?!
-Spokojnie. Jack by się bronił, co by narobiło hałasu.- uspokajała mnie moja zaginiona córka.
-Może i masz racje… Ale przez tyle lat się go obawialiśmy, wiedzieliśmy, że kiedyś przyjdzie i nie będzie za ciekawie. Tak się go boimy, naszego własnego syna.- mówiłam z drżącym głosem.
-Uspokój się! On się naprawdę zmienił jak poznał całą tą paczkę od Jack’a, jak poznał Kim, jak poznał własnego brata. Mi też się zrobiło tak jakoś lepiej jak go zobaczyłam.- powiedziała ze szczerym uśmiechem na twarzy.
-Tak długo cię nie widziałam. Strasznie dorosłaś. 12 lat to jednak sporo czasu…- zamyśliłam się nad wspomnieniami z przeszłości. W mojej pamięci pojawiła się mała dziewczynka o kasztanowych kręconych włosach.
-Tak jednak sporo czasu minęło. I tyle się zmieniło. Cały czas was obserwowałam. Takie miałam zadanie. Widzisz należę do tajnej agencji to oni się nami zajęli jak uciekliśmy z domu. Wytrenowali nas w każdej sztuce walki i przygotowywali do każdej misji. Mieliśmy przygodę jak nie jeden aktor w filmie akcji.-
-Nie powinno się…-
-Zabije cię!- usłyszałyśmy straszny krzyk z salonu. Obydwie momentalnie rzuciłyśmy się biegiem do pokoju z którego dobiegał hałas. Jednak nie zastaliśmy nic niepokojącego.
-Coś ci nie wyszło…- powiedział jeden z bliźniaków.
-Jack jesteś zbyt dobry. Ja chce jeszcze raz!- tym razem to Tom powiedział, w taki sposób, że miałam wrażenie, iż siedzi przede mą mały chłopczyk, który prosi o lizaka.
-No dobra niech ci będzie…- Jack ze zrezygnowaniem w głosie odpowiedział bratu. -O cześć mamo… Coś się stało?- zapytał mnie mój starszy syn.
-Nie nic… usłyszałyśmy parę słów i się zaniepokoiliśmy ale jak widzę wszystko jest w należytym porządku…- powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Nic mu nie będzie. Nie mam zamiaru go zabijać. Jak poznałem jego i całą tą paczkę na samym początku w ogóle nie myślałem, że tak bardzo można być zżytym. Przekonałem się o tej zażyłości dopiero, gdy Kim leżała w szpitalu i się nie ruszała a wszyscy siedzieli przy niej i się zamartwiali. Gdy Jack starał się zatamować krwawienie z jej głowy, gdy Grace zamartwiała się, że to jej wina, jak Jarry pocieszał swoją dziewczynę, gdy to Julia zachowała zimną krew i ruszyła po pomoc, jak nieświadomy Milton wzywał karetkę a ja celowałem w niego z pistoletu! Ale przełomowym momentem było spojrzenie Jack’a gdy kazałem mu wybierać pomiędzy Krupnikiem a Crawford. Ten żal, ta rozpacz, ten smutek nie dają mi spokoju aż do teraz. Zdałem sobie wtedy sprawę, że to wszystko to moja wina. To ja sprawiłem przykrość mojemu własnemu bratu i jego przyjaciołom. Do dzisiaj nie umiem się pozbyć tamtej sceny z przed moich oczu. Muszę się jakoś zrewanżować i zdobyć zaufanie mojej rodziny. Tamte parę minut sprawiło, że moje mniemanie o zemście za niesłuszne oskarżenia przeminęły, ulotniły się, a ja zdałem sobie sprawę, że to nie jego wina. Przypomniałem sobie, iż to on zaczął mnie jako jedyny wtedy bronić, wszyscy inni się odwrócili a on bronił swojego brata. Wszystkie wspomnienia wróciły, wszystkie dobre chwile spędzone z moim bliźniakiem… Chce odzyskać brata i nic mi w tym nie przeszkodzi. Nawet wasza bezmyślność w przeszłości.- mówił to z taką szczerością w głosie jakiej nigdy dotąd u nikogo nie słyszałam. Ugięły się pode mną kolana, a z oczu popłynęła jedna niechciana łza. Podeszłą do mojego wydziedziczonego syna i mocno go do siebie przytuliłam.
-Przepraszam… Przepraszam, za wszystko co cię spotkało z mojej winy. Wiec, że rozstanie się z dwojgiem dzieci było dla mnie niezmiernym bólem i utratą wszystkiego co miałam w życiu. Ubolewałam nad stratą przez wiele lat, dopóki nie przyszedł pierwszy list z groźbami…- tym razem to ja postanowiłam się otworzyć. -Wtedy zaczęłam się bać. Tak się zaczęłam bać o własne jedyne dziecko, które zostało ze mną, że przewyższyło to nad uczuciem pustki. Wiedziałam, że nie mogę pozwolić sobie na odebranie jeszcze jednego skarbu. Tak cholernie się wtedy bałam.- z moich oczu zaczęły płynąć świeże łzy, których nie byłam w stanie dłużej powstrzymywać.
-To i tak jest moja wina.- odezwał się nowy głos. -Gdybym odłożył wtedy ten pistolet do sejfu na pewno nikt by go nie ukradł i wszystko byłoby w porządku. To ja jestem wszystkiemu winny i to ja powinienem was wszystkich przeprosić. Własnej żonie odebrałem dwójkę dzieci, a ostatniego syna naraziłem na niebezpieczeństwo. Wydziedziczyłem jedyną córkę i brata mojego starszego synka. To było podłe. Nie powinienem tego robić, chociaż zależała od tego moja kariera. Przepraszam.- mój mąż przyznał się do błędu i przeprosił wszystkich. Nie myślałam, że to kiedykolwiek się wydarzy.

 

Oczami Jack’a
Wszystkim nagle zebrało się na czułe wyznania i przeprosiny, nie żebym miał to gdzieś ale nie jestem fanem tak ckliwych chwil. Mój ojciec podszedł do mojego brata i uściskał jak mężczyzna mężczyznę, za to moją siostrę jak jedyną córkę, którą zresztą była.
-Byłbym wam niezmiernie wdzięczny jeślibyście mi wybaczyli i zamieszkali na nowo z nami.- skierował te słowa do Tom’a i Layly.
-To my bylibyśmy zaszczyceni będąc znowu waszymi dziećmi…- powiedziała moja siostra.
-Zawsze nimi byliście!- upomniała ją moja mama.
-To co idźcie wybrać sobie pokoje a potem idziemy na zakupy. musimy wam powybierać nowe ciuchy i zapełnić waszą garderobę.- powiedział z uśmiechem mój tata.
-My z Jack’iem musimy coś załatwić. Jestem pewien, że Layla ucieszy się idąc z mamą sam na sam na te zakupy…- powiedział Tom.
-Tak ja też jestem tego pewien.- zawtórowałem mu głośno. -To co? Obok mojej twierdzy jest świetny pokój, który może należeć do ciebie co ty na to?- zapytałem swojego brata i ruszyliśmy do góry.
-Już nie muszę spać na kanapie w salonie?- zapytał z rogalem na twarzy Tom.
-No co ty… Żartujesz?- dołączyłem do niego i również zacząłem się śmiać.
-A jakby inaczej!- już powoli dochodziliśmy do nowego pokoju chłopaka, którego do niedawna uważałem za zło konieczne a teraz, mam nadzieję, że będziemy dobrymi przyjaciółmi.

36
(To co żółte ma być czerwone)

img5179_1b

-Żartujesz nie? To ma być mój pokój?- zapytał mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Nie podoba ci się?- zapytałem z lekkim przerażeniem w głosie.
-Co ty… Jest genialny!- wykrzyknął i rzucił się na łóżko.
-Masz największy pokój w domu! Ciesz się. Jestem ciekaw co tam nasza siostra wybrała…-
-Jestem pewien, że coś z niebieskim…- powiedział to od niechcenia.
-Lubi niebieski?- zapytałem jak głupi.
-Tak. Kocha go, bo kojarzy jej się z morzem i wolnością. Ta dziewczęca dziwnota.- czemu on gada jak popieprzony…
-Dziwnota? Nie ma takiego słowa…-
-Od dzisiaj jest! Lubię wymyślać nowe słowa a ty nie?- zapytał mnie z rogalem na twarzy.
-Czasami ale nie za często.- zacząłem tłumaczyć z uśmiechem na twarzy. -To co idziemy sprawdzić jedyny niebieski pokój w tym domu?- zapytałem swojego brata jak już opanował głupawkę, którą u niego wywołałem stwierdzeniem o dziwnych słowach.
-Jasne sam jestem ciekaw co wy tu jeszcze macie.-
-A nic wielkiego. Własny basen, siłownie, boisko do kosza, sale do tańca, parę tajnych pokoi spory garaż i sporo pokoi. Poza tym w każdym pokoju  jest łazienka i telewizor. Mamy też SPA, pokój gier i studio nagrań… I coś tam jeszcze było ale już nie pamiętam. Z większości rzeczy nie korzystam…- powiedziałem lekkim głosem, a Tom’a aż wryło (dosłownie) stanął na środku holu i przyglądał mi się z wielkimi oczami. -No co?-
-Ja przez 12 lat mieszkałem w jednym pokoju z dwoma łóżkami 3m na 2m z siostrą a ty mi wyjeżdżasz z tymi wszystkimi bajerami? Jesteście obrzydliwie bogaci!-
-Poprawka, jesteśmy. Teraz to i do ciebie należy!- powiedziałem z uśmiechem na twarzy. W dalszej drodze towarzyszył nam śmiech i głupawka. Gdy zatrzymaliśmy się przed pokojem Layly do naszych uszu dobiegały nuty piosenki, dzięki której wezbrały w moich oczach łzy.
-Ej nic ci nie jest? Faceci nie płaczą!- szturchnął mnie Tom.
-Ta piosenka… To piosenka, którą zaśpiewała Kim, jak się dowiedziała, że jej mama może nie przeżyć…- powiedziałem hamując łzy.
-To jest ulubiona piosenka Layly.- wytłumaczył mi mój brat. Wziąłem się w garść i wszedłem do pokoju, który strasznie podobał się Kim jak tu u mnie była. Zdaje mi się, że Layla i Kimi dogadywałyby się jak siostry.

 

wn?trze dla nastolatki projekt wn?trz aran?acja

wnetrze pokoju aranzacja dla nastolatki

nowoczesna-lazienka

-Wow… Siostra pokój idealny dla ciebie. Mały i taki niebieski.- skierował te słowa do naszej siostry.
-Odwal się Tom. Wiesz, że lubię takie małe pokoje. Jest skromy i naprawdę piękny. Nie lubię ogromniej przestrzeni…- tłumaczyła się Layla.
-Masz podobny gust do Kim… Jej też podobał się ten pokój.- powiedziałem zwieszając głowę. Siostra podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła, dodając tym samym otuchy.
-Nic jej nie będzie. Tom na pewno ma już jakiś plan, który na stówę zadziała.- jej pocieszenia nie miały takiego efektu jak zamierzała. Zdałem sobie sprawę, że ja się tu świetnie bawię a moja dziewczyna siedzi zamknięta w celi i nie może nic zrobić. Jestem najgorszym facetem na ziemi. -Nic jej nie będzie. Błagam cię uwierz nam.- Layla podjęła kolejną próbę uspokojenia mnie.
-Ja się tu siwienie bawię, śmieję i wygłupiam a ona siedzi sama w celi i na pewno nie jest jej teraz do śmiechu!- powiedziałem to co mi leżało na sercu.
-Jack nie żartuj sobie. Myślisz, że chciała by żebyś się teraz o nią martwił czy abyś na chwilę się rozerwał? Odkąd ją porwali nie robisz nic innego tylko się zamartwiasz. Wyluzuj, jutro już będziesz mógł ją przytulić, pocałować i spędzić z nią cały dzień. Zaplanuj coś na jutro a my z Laylą zajmiemy się planem. Dochodzi 16 więc trzeba się w końcu z to zabrać.- i te słowa miały jakikolwiek sens…
-Dzięki bracie.- powiedziałem i przytuliłem go po bratersku. -Jestem wam strasznie wdzięczny.- powiedziałem trzymając w objęciach moją siostrę.
-Idź się zrelaksuj w tym swoim basenie i spróbuj wpaść na coś romantycznego!- usłyszałem głos chłopaka, który dochodził za zamkniętych drzwi niebieskiego pokoju. Oni naprawdę są spoko i naprawdę wszystko chcą naprawić.

 

Oczami Tom’a!
Jak Jack wyszedł zacząłem szukać w głowie jakiegoś rozsądnego planu działania na jutro. Musimy wydać tą bandę polucji, uwolnić Kim i jeszcze wyjść z tego cało.
-Wiesz, że to jest nie bezpiecznie ONI ci nie odpuszczą tej zdrady.- Layla skwitowała tylko to co już wiedziałem.
-Tak wiem. Muszę coś wymyślić aby to wszystko było w porządku. Muszę wyjść z tego cało i jeszcze uwolnić Kim i wydać ICH policji. Jest ich chyba z 12 ni licząc tych trzech laluń.-
-Musisz na siebie uważać. Jak coś ci się stanie Jack’owi pęknie serce i naszej nowo odzyskanej rodzinie też. Już nie wspominam o sobie.- po policzkach mojej siostry zaczęły płynąć gorzkie łzy, które natychmiast otarłem.
-Uspokój się. Wiesz, że nigdy nie dam się złapać tej bandzie palantów.- starałem się ją pocieszyć ale chyba nie za dobrze mi to wychodziło.
-Po prostu na siebie uważaj, ok?- zapytała mnie z nadal mokrymi oczami.
-Obiecuje, przysięgam, że na pewno będę na siebie uważał.- powiedziałem to co chciała usłyszeć. W mojej głowie powstał idealny plan ucieczki Kim, wydania policji porywaczy i wyjście z całej, tej chorej sytuacji z życiem! Jestem geniuszem, po prostu jestem geniuszem!  Sprawdziłem zegarek i to, że zobaczę tam 22 się nie spodziewałem.
-Ja lecę siostra do siebie. Zrobiło się późno a jutro ważny dzień dla dosłownie wszystkich! Dobranoc.- cmoknąłem ją w policzek i wyszedłem zagaszając za sobą światło. Ruszyłem żwawym krokiem do swojego pokoju i jak tylko się tam znalazłem padem na łóżko i zasnąłem.

I tak oto prezentuje się nowy rozdział. Jeszcze nie postanowiłam co zrobię z blogiem ale wiem, że nie chcę nikogo zawieść. Jeśli jednak blog zostanie na pewno nie będzie tutaj dodawane za często notek, ponieważ jak już wspomniałam mam masę pracy, ponieważ chcę się dostać do dobrego liceum aby potem drzwi do szkoły aktorskiej był choć trochę bardziej dla mnie otwarte. Chciałabym podziękować Wiki za wsparcie w ostatnich komentarzach i jestem pewna, że ty też niebawem wstawisz notkę ;). Tak naprawdę rozdział miał być w weekend ale tak trochę się rozchorowałam i oto jest. Wiem, że nie ma perspektywy Kim ale wątpię aby się jak na razie pojawiła. Jeśli jednak za jakieś dwa rozdziały blog się zakończy, nie zostawię was. Będę pisać jakieś odskocznie albo nowe opowiadanie. Nie miałabym serca aby zostawić to cudo tak ot tak. Nie odejdę ale nie wiem czy blog zostanie… Nie narzekam na małą liczbę czytelników czy nawet komentarzy bo wiem, że mi to wystarcza. Jestem wam naprawdę wdzięczna. Mam tylko prośbę ten kto czyta niech komentuje, bo przynajmniej wiem, ilu nas jest. Dziękuję też za tyle wyświetleń. Do następnego, Kath :*

P.S. Rozdział ma 2 600 coś stron w sumie ze zdjęciami 9 stron w wordzie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tak wiem…

18 wrz

tak wiem długo mnie nie ma, za co naprawde przepraszam. Zaczęłam naukę w 3 klasie gimnajum i jeśli mam być szczera nie spodziewałam się takiego napływu obowiązków. Egzaminy, boierzmowanie, samorząt szkolny do którego startuje… Naprawdę prepraszam.
Mam dwie wiadomości: złą i dobrą… Zaczne od złej…:
-Jest mi naprawdę ciężo to napisać ale raczej blog zostanie niebawem zakończony… Najprawdopodobniej za 2 rozdziały + epilog… Zobaczymy co na to powiecie i jesli ktoś się przjmie to może jakoś to rozwiąże.
-Dobra jest taka, że w najbliższy weekend napisze rozdział.
Całusy wasza Kath :*

P.S. sorki za błędy ale pisane na przerwie w szkole :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stęskniliście się?

19 sie

Hejka skarby wy moje. Tym razem bez rozdzialu, bo nie mam za bardzo do tego głowy ani czasu. Nie wiem jak wam mijają wakacje i chciała bym się dowiedzieć. Wiecie ta ciekawoś… ;) Jak wam mija czas, bo ja tak cholernie tęsknie za wami i tym blogiem. Brakuje mi wzruszających komentarzy Wiki i ciekawych tez Siostry Krwi. Brakuje mi Jack’a i Kim… Tak cholernie za wami tęsknie. Wakacje bez chwili na pisanie i czytania waszych komentarzy są lekko dołujące… Brakuje mi tego ale nie mam na to teraz czasu. Mam pewne koncepcje co do rozdzialow ale nie wiem nadal kiedy ta historia się skończy. Przykra wiadomość jest taka, że raczej niebawem… Ale ten kto kocha moje opowiadanie niech się nie martwi bo mam coś, czym mogła bym się z nim podzielić.
No nie ważne, chciałam zadać wam tylko jedno pytanie a wyszło jak zwykle… Więc: jak mijają wam wakacje?
Wasza Stęskniona Kath :***
P.S. sorki za błędy ale pisane na tel…

image

image

image
image

image

image

image

I tak w skrocie to zdjeci z moich wakacji ;)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział XVIII – Historia

03 sie

Słuchać przy tym.

Oczami Kim!

Nie mogłam spać, bo po mojej głowie krzątały się różne myśli. Najbardziej bałam się tego że już nigdy nie zobaczę chłopaka na którym mi zależy, przyjaciół i rodziny. Przez ten cały czas Stefan nie obudził się i nawet na moment nie otworzył swoich oczu. Strasznie się o niego martwiłam… Krew, która leciała mu z nosa już dawno zastygła i zrobiła się czarna. Nie wyglądało to zbyt ciekawie no ale nie miałam mu czym tego zmyć. Nie wiem ile czasu myślałam na temat czemu jestem w tej celi gdy do pomieszczenia wszedł Brewer.
-Witaj ponownie Kim! Spałaś dobrze?- zapytał z wymuszoną uprzejmością
-Daruj sobie! Coś wyście mu zrobili?!- zaczęłam się po nim drzeć palcem wskazując leżącego na ziemi chłopaka.
-O… biedak się jeszcze nie obudził?- zapytał ze sztuczną troską w głosie.
-Co on wam takiego zrobił?- zaczęłam się dopytywać stojącego nade mną brata mojego chłopaka.
-Nie mówił ci?- tym razem zdziwienie w jego głosie było prawdziwe. Pokręciłam tylko przecząco głową i patrzyłam na bruneta z wyczekiwaniem. -Jasne a jakby mogło być inaczej…- prychnął i popatrzył ze szczerym politowaniem na blondyna, który leży w moich ramionach.
-Ja nadal nie wiem co on ci zrobił i dlaczego tu jesteśmy.
-My?- popatrzył na mnie z rozbawieniem. Po raz drugi pokiwałam w jego towarzystwie głową. -To są dwie różne sprawy!- warknął.
-Możesz w końcu powiedzieć o co ci do cholery chodzi?- wrzasnęłam na niego po długiej chwili ciszy.
-Jak przestaniesz się po mnie drzeć to opowiem ci dlaczego tu jesteś a jak będziesz miała siły i ten łajdak się nie obudzi to jego historię też ci przedstawie.- popatrzył na mnie z góry a ja zachęciłam go gestem dłoni do kontynuowania monologu. -Jesteś tu, ponieważ gdy mój brat cię poznał jego życie nabrało sensu i stał się szczęśliwy. Do dzisiaj nie wie dlaczego się tak często przeprowadza…- śmieje się gdy to mówi i patrzy w bok. -Jest to bardzo złożony schemat i nie wiem czy go zrozumiesz…- i znowu patrzy na mnie z politowaniem. -Tak naprawdę nawet lubię tego gościa i jeśli mam być szczery to nigdy bym nie zabił anie nie planował w jaki kol wiek sposób okaleczania go fizycznie. Jest tylko przedmiotem do sprawienia przykrości komuś innemu tak jak ty! Jack musi mi pomóc w skrzywdzeniu naszych rodziców za to co mi zrobili w przeszłości. Znając życie znasz tę historię z pistoletem?- pyta mnie bardzo poważnie a ja aby mu nie przeszkadzać znowu kiwam głową. -To bardzo ciekawa i nieprawdziwa wersja!- strasznie się zezłościł. -Bo widzisz pistolet ojca zaginął w tajemniczy sposób. Nie nie mogę tak zacząć. Opowiem ci to od początku.- mówi bardziej do siebie niż do mnie. -Nasz ojciec wrócił do domu z ciężkiej służby, więc zapomniał włożyć broń do specjalnego sejfu. My w tym czasie bawiliśmy się plastikowymi pistoletami na te strzałki zakończonymi przyssawkami. -zamknął oczy i uśmiechnął się pod nosem. -To były fajne czasy.- powiedział po raz kolejny do siebie a ja nie wierzyłam w to co słyszę… Tom Brawer opowiada o swojej przeszłości z radosną i ciepłą barwą głosu… -Ale wracając. Bawiliśmy się dopóki Jack nie wszedł na ulicę i prawie rozjechałoby go auto gdyby nie to że go pociągnąłem do siebie. Niestety w mojej ręce nadal była ta pieprzona zabawka i wystrzeliłem tym gumowym pociskiem w jakąś staruszkę. W tym samym czasie dostała kulką z pistoletu mojego ojca, który ukradł jakiś facet w czarnym płaszczu i ciemnych okularach… Ja i Jack ruszyliśmy biegiem po ojca i to mój brat wszystko opowiadał. Powiedział całą prawdę ale mój ojciec musiał trochę pozmieniać fakty bo inaczej zabrali by mu odznakę. Powiedział, że to ja zabrałem ten pistolet i nie ratowałem brata tylko chciałem mu zaimponować strzelaniem z prawdziwej broni. W praktyce nie mam nic do ciebie ani Jack’a ale jeśli on jest szczęśliwy to i moi rodzice są szczęśliwi…- wzdycha. Na taką szczerość z jego strony się nie spodziewałam. -Podsumowując muszę cię tu trzymać aby Jack był smutny i samotny bo tym samym sprawię ból moim rodzicom.- kończy spokojnie swoją wypowiedź.
-Po trupach do celu.- szepczę ale wiem, że i tak to słyszy.
-Dokładnie mała. Szybko łapiesz!-
-Nie dokończyłeś wątku z przeprowadzkami Jack’a i waszych rodziców.- upomniałam go.
-No tak zapomniałem, że ty musisz wszystko wiedzieć…- wzdycha. -Możesz mi wierzyć albo i nie ale nie jestem zadowolony z rzeczy, które robię. W rzeczywistości jestem tylko marionetką w ręku dziewczyny, która boi się przed tobą ujawnić.- czemu nie może przejść do sedna sprawy?
-Kochasz ją?- nie wytrzymałam a on na te słowa śmieje się i patrzy na mnie jak na idiotę.
-Nie dlaczego przyszło ci to do głowy?- pyta rozbawiony.
-W sali, w której mnie przepytywaliście miałam wrażenie, że jesteście parą. Wiesz te słówka: ‚Gdzie ty słońce byłeś?”
„O widzę, że mój anioł nie chce wyjść z ukrycia?”- cytuję ich słowa.
-No tak… Zapomniałem… Nie jesteśmy parą i nigdy nie byliśmy, kiedyś było blisko ale się jakoś od siebie oddaliliśmy. Teraz jesteśmy bardzo dobrymi towarzyszami broni.- uśmiecha się do mnie zalotnie. Siedzi na podłodze obok mnie i patrzy się na Stefa.
-To co z tymi przeprowadzkami?- pytam szeptem, ponieważ nadal nie chce mi tego powiedzieć.
-Nasi rodzice ociekają przede mną bo wiedzą co mogę zrobić Jack’owi i jego przyjaciołom. Specjalnie za nimi jeżdżę i straszę och tandetnymi groźbami…- mówi i jego twarz wykrzywia grymas.
-Nie jesteś z siebie dumny co?- pytam.
-A ty byś była?- kiwam przecząco głową. -No i masz odpowiedź ale jak pomyśle co dzięki naszym rodzicom Layla (zjechać na sam dół) i ja musieliśmy wycierpieć wzbiera w mnie gniew!- znowu ten sam Brewer.
-Kto to ta Layla?- pytam nie wiedząc o kogo może mu chodzić.
-No tak Jack nie wie o naszej siostrze… Layla to nasza starsza siostra. Opiekowała się mną. Odeszła razem ze mną wtedy jak ojciec oskarżył mnie o kradzież broni i wydziedziczył. Chcieliśmy zabrać Jack’a ze sobą ale nasza kochana matka przeczuła co się dzieje i wywiozła go. Nie mieliśmy szans aby go odnaleźć. Wyobrażasz sobie 7latke z pięcioletnim chłopakiem szukającym ich brata po całym świecie?- zapytał mnie z uśmiechem na twarzy.
-Nie- sama się uśmiechnęłam jak to sobie wyobraziłam. -Powiedziałeś „opiekowała”, już tak nie jest?- tym razem to ja zadałam pytanie.
-Nie, odkąd rok temu zacząłem planować zemstę. Widzisz Layla nie jest typem człowieka, który chowa urazę… Nadal kocha rodziców i nie chce mieć nic wspólnego z ich krzywdą. Cały czas obserwuje Jacka, ciebie, naszych rodziców i waszych przyjaciół. Nie pamiętasz zajścia w Paryżu z twoją prawie śmiercią ale widziałem ja wtedy za oknem. Nie wiedziała co ma robić. Nie chciała się ujawnić ale nie pozwoliłaby ci zginąć i mi na popełnienie głupstwa. Gdybyś widziała jej smutek, rozczarowanie, nienawiść i niedowierzanie malujące się w jej pięknych oczach.- na wspomnienie tamtej chwili jego brązowe tęczówki przykryły powieki i odchylił głowę do tyłu. Wyglądał tak jakby żałował tamtej chwili, ale gdy na nowo otworzył oczy to dziwne uczucie mi minęło, ponieważ jego spojrzenie stało się lodowate i pełne wściekłości. -Ten dureń się nadal nie ocknął a ty znając życie nie chcesz mi tak odpuści i masz zamiar zaraz upomnieć się o jego dzieje?.- zapytał nadal z tymi samymi uczuciami co wcześniej a jego ton głosu przeszywał mnie i mroził od środka. Pokiwałam tylko głową, bo nie umiałam wydusić z siebie ani słowa. Coś mi się to strasznie dużo razy przy nim zdarza. -To zupełnie inna historia on tu nie siedzi dlatego, że chcemy komuś przez niego sprawić ból. Nie mówił ci bo znając skurczybyka boi się, że przestaniesz go lubić i wiesz co moim zdaniem ma rację. Ten koleś w przeszłości był gorszy ode mnie. Zabijał bez celu, gwałcił niewinne kobiety, wszczynał bójki, handlował dragami i namawiał nieletnich do ich sprzedawania i brania. Mógłbym wymieniać w nieskończoność. Miał nie jeden raz problemy z prawem i to ja go z tego bagna wyciągnąłem. Bylem jego pomocną ręką zawsze gotową aby go ocalić. To dzięki mnie przestał robić to co wyprawiał ze swoim życiem i wziął się za uporządkowanie swojego sumienia. Nie jestem pewian czy wiesz ale nie zabiłem tych dzieciaków co są w liście gończym. To tylko taka przykrywka abym mógł robić za złego, niewyżytego nastolatka i wariata aby utrzymać opinię oraz szacunek w świecie kryminalnym. To tylko taki myk w pracy.- chichocze cicho. Te jego zmiany nastrojów mnie przerażają. -Wracając do historii tego niedojdy. Byliśmy najlepszymi kumplami, zawsze razem gdzie kol wiek byśmy byli, co kol wiek by się działo… No przynajmniej j tak mi się wydawało. Pewnego dnia mieliśmy złapać kolejnego dilera i wsadzić go do pudła. Tak wiem dziwnie to brzmi ale to ci wytłumaczę potem. Gdy już go namierzyliśmy i siedzieliśmy dosłownie 10m od niego Stefan stwierdził, iż się wycofuje, i że mi nie ma zamiaru pomagać w tej brudnej robocie. Wyszedł z budynku i cały plan wziął w łeb.- popatrzył na mnie znacząco tak jakby miał nadzieję, że tylko tyle mi wystarczy.
-Kontynuuj, nadal nie wiem co on tu robi! A dlaczego się wycofał?- zapytałam.
-Za uwarzył, że jest ich czterech w dodatku uzbrojonych po zęby i się chłopak wystraszył. Gdy wstał i wyszedł mnie namierzyli i zaczęli strzelać z broni. Oberwałem parę razy ale to nie było nic poważnego parę powierzchownych zadrapań. Uciekł jak tchórz zostawiając mnie na pastwę losu. Powiedział sobie, że nic się nie stało, każdy ma prawo się wystraszyć. Po tej akcji odpuściłem temu kolesiowi. Jednak potrzebuje informacji, które on posiada aby złapać jednego ze złoczyńców. Zbierał je przez calutki rok. Widzisz, może i jestem popieprzony i staram się zemścić na rodzinie za pomocą brata i jego dziewczyny ale pracuje razem z policją i namierzam dla nich przystępów. Te trzy dziewczyny też nimi są dlatego tu  jestem. Staram zdobyć ich zaufanie i zgarnąć je w odpowiednim czasie. Na tym polega robota moja i mojej siostry. Odnalazł nas tajny zarząd do spraw kryminalnych i zaproponował nam robotę szpiega. Szkolili nas przez 5 lat nie odpuszczając nam nawet jednego treningu ani jednych zajęć teoretycznych. Przez te lata uczyli nas wytrwałości i lojalności, posłuszeństwa i dyscypliny aby po upłynięciu szkolenia wysłać nas w ręce złoczyńców. Tak dobrze słyszysz 10latka i 12latkę wysłali w ręce zbirów. Musieliśmy sobie jakoś radzić, zdobywać ich zaufanie a w odpowiednim momencie zaatakować i ich powstrzymać. To na kogoś takiego szkoliłem Stefana i to on miał być moim towarzyszem broni. Po tamtej akcji uciekł i znowu wrócił do dawnych nawyków. Teraz posiada te cholerne informację, których niezwłocznie potrzebuje a on nie chce mi ich ujawnić.- zakończył kolejny swój monolog brat mojego chłopaka.
-Mam rozumieć, że pomimo, iż jesteś bandytą i mnie więzisz wbrew mej woli i starasz się zemścić na rodzicach to jesteś gliną w wieku 17 lat i pracujesz dla policji?- wypowiadam to pytanie po 10 minutowej ciszy. Muszę to wszystko przyswoić.
-Na to wygląda…- mówi szeptem. W tum samym czasie blondyn na moich nogach zaczął się wybudzać. -No nareszcie się budzi. Zostawię was samych na pewno chcecie obie szczerze porozmawiać.- powiedziawszy to wyszedł.
-Gdzie ja jestem?- zaczął zadawać pytania Stefan. -Co ja tu robię? Co ty tu robisz? – no tak siedzimy w jednej celi…
-Nie ważne co tu robisz ani co ja tu robię musimy sobie pogadać!- starałam się opanować aby się na niego nie rzucić i nie dać mu w twarz.

3 godziny potem.

Super nic sobie nie wyjaśniłam ze Stefanem! Siedzimy w dwóch różnych kątach celi. Próbował się usprawiedliwiać i wyjaśniać całą tą chorą sytuację ale nie za bardzo  mu to wychodziło. Rozmyślałam tak może przez jeszcze parę minut gdy do celi wparował Brewer cały mokry i zdyszany. Nic nie mówiąc wziął mnie za łokieć podniósł i wyszedł razem ze mną. Nic nie mówiłam tylko podążałam za nim w ciemnościach.
-Musimy pogadać sami na osobności, bez żadnych światków. Musisz być cicho potem ci wszystko wytłumaczę.- nic z tego nie rozumiałam ale postanowiłam się go słuchać. Gdy doszliśmy do tajemniczego, ciemnego pomieszczenia, w którym nie miałam okazji jeszcze przebywać. Gdy zamknął drzwi posadził mnie na jakimś łóżku i patrzył na mnie ze zmieszaniem i niepewnością w oczach.
-To o co tu do cholery chodzi?- pytam w końcu.
-Potrzebuje twojej pomocy.- wydusił w końcu z siebie.
-CO?!- nie wierzyłam w to co usłyszałam.
-Musisz mi pomóc.- powiedział to bardzo spokojnie i wyraźnie.
-Dlaczego miała bym ci pomóc?- pytam z rozbawieniem. -To ty mnie porwałeś i więzisz wbrew mojej woli i …-
-To nie ja… Jezu mogłem ci tego nie mówić. Dobra trzeba ci to powyjaśniać. To nie ja cię porwałem nawet nie miałem takiego zamiaru. Powiedziałem tak bo chciałam zdobyć zaufanie tych trzech. Kazały mi tak powiedzieć aby całą wina zeszłą na mnie i abyś nie podejrzewała jednej bardzo dobrze ci znanej osobie a może nie tobie ale Jack’owi.  Ja nie miałem z tym porwaniem nic wspólnego. Gdy tu przyjechałem strasznie się zdziwiłem, że tu jesteś. To prawda chciałem cię zabić aby pogrążyć w żałobie brata ale gdy spotkałem Layle wyrzuciłem ten rodzaj zemsty z głowy. Nie chce krzywdzić ani ciebie ani Jack’a ani waszych przyjaciół. To nie wy zaleźliście mi za skórę ale moi rodzice.- kolejne szczere wyznanie z jego ust…
-Powiedzmy, że ci wierzę w czym mam ci pomóc i co z tego będę miała?- no co może pomorze mi się wydostać.
-Musisz mi pomóc wydobyć z ust Stefana potrzebne mi informację a jak to zrobisz to pomogę ci się wydostać i znaleźć w ramionach Jack’a. Zgoda?- zapytał z nadzieją.
-Mam tylko zdobyć potrzebne ci informacje i ty pomożesz mi stąd zwiać?- kiwa tylko głową. -I ty się jeszcze pytasz?- wstaje i mocno go do siebie przytulam. Gdy go puszczam jego mina mówi sama za siebie. Jest zadowolony ale i zażenowany jednocześnie. -Przepraszam…- szepcze.
-Nic się nie stało ale na przyszłość tego nie rób.- ostrzega mnie.
-To jakie informację ma wydobyć od twojego byłego przyjaciela?- pytam ostrożnie.
-Potrzebuje dowiedzieć się gdzie ukryty jest klucz do skrzynki w której chowa akta swoich pracowników i gdzie ona się znajduje… Mam nadzieję, że ci się uda.- no super takiej ciężkiej sprawy to się nie spodziewałam. -Możesz to zrobić jutro. Zbliża się 24 a ty wyglądasz na wyczerpaną. To jest mój pokój postanowiłem, że musi ci być niewygodnie w celi to przenocujesz tutaj. Dla pewności jednak muszę cię zamknąć, sprawi ci to problem?- zapytał mnie.
-Nie robi mi to różnicy i tak bym się stąd nie wydostała muszę ci pomóc, bo dałam słowo a ja traktuję to poważnie.- odpowiadam i kładę się spać. Słyszę tylko odgłos zamykanych drzwi i odpływam w objęcia morfeusza.

Oczami Tom’a (wiem sama się nie spodziewałam, że to zrobię)Dobra to może jednak mi się przyda ta blondynka, którą dziewczyny w zemście porwały. Kim jest naprawdę bystra, mądra i piękna. Ma takie śliczne oczy i uśmiech i we wszystkim wygląda przecudnie. Czemu ja ją chciałem zabić? Muszę wykonać telefon i się spotkać z jedną osobą

ROZMOWA TELEFONICZNA
Tom: Cześć, może będę miał te informacje na jutro jeśli dobrze pójdzie a potem to z górki z zapuszkowaniem tej trójki.
Nieznajomy: To dobrze. Wiem, że Stefan potrafi być nieustępliwy, nieźle go Brewer wyszkoliłeś.
T: Tak wiem i czasem tego żałuję.
N: Nie masz czego w końcu to twój przyjaciel żołnierzu.
T: Były. Zapomniałeś, że nas zdradził?
N: Nie nie zapomniałem!
T: To dobrze. Ja muszę kończy i skoczyć jeszcze coś załatwić.
N: Bez odbioru żołnierzu!
KONIEC ROZMOWY

Szybko chowam telefon do kieszeni i ruszam pędem do drzwi wyjściowych. Niestety na drodze staje mi Jedna z tych wstrętnych babsk.
-A ty dokąd?- pyta wściekła.
-Na spacer. Mam zgodę szefowej więc musisz mnie puścić.- pokazuje jej świstek z podpisem, niestety to jedyny sposób na wydostanie się z tego domu.
-To zmienia postać rzeczy.- mówi i odsuwa się na bok. Wychodzę i wsiadam do mojego auta. Mam cel, do którego muszę się dostać.

SMS OD TOM’A
Za 5 minut pod domem Jack’a!

Wysyłam wiadomość i ruszam dalej nie oglądając się za siebie. Gdy parkuję przed domem mojego brata Layla już na mnie czeka.
-Jak ja się cieszę, że zmieniłeś zdanie.- cieszy się uradowana.
-Ja też się z tego powodu cieszę a teraz chodź trzeba z nim pogadać…- mamroczę tuląc swoją siostrę.
-Jest sam rodzice pojechali do Paryża.- oświadcza.
-Tym lepiej.- burczę i ruszam w stronę domu mojego brata. Gdy staję przed drzwiami dzwonię a po 2 min otwiera mi Jack.
-Co ty tu do cholery robisz? Gdzie jest Kim!?- drze się po mnie i dociska mnie do ściany domu.
Jak dasz mu wszystko wytłumaczyć to sam się przekonasz…- mówi Layla za co jestem jej wdzięczny.
-A ty to kto? Kolejna wariatka, która chce mi zawrócić w życiu?- pyta się jej nasz brat.
-O dziwo jestem twoją starszą siostrą. Mam na imię Layla…- odpowiada. Jack jak na zawołanie mnie puszcza a ja zwijam się na podłodze i próbuje nabrać powietrza. -Daj mu wszystko wyjaśnić i wytłumaczyć a dowiesz się gdzie jest twoja ukochana Kim.- mówi spokojnie nasza siostra. Jack wprowadza nas do salonu i karze usiąść. Nie owijając w bawełnę tłumaczę mu wszystko tak jak Kim.
-To nie możliwe!- krzyczy na mnie Jack po skończeniu mojej wypowiedzi.
-Ale to szczera prawda to ona porwała Kim w zemście i chce ją tam trzymać ja staram się je złapać i od niedawna uwolnić Kim.- próbuję na spokojnie.
-Jest już późno przenocujcie u mnie a jutro się tym zajmiemy.- odpowiada już spokojny Jack.
-Nie ma sprawy Jack, cieszę się, że poznałeś prawdę.- mówię do niego i po bratersko go ściskam. Zaprowadził nas do różnych pokoi a ja od razu poszedłem spać.

`~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nie wiem jak wam ale mnie ten rozdziała bardzo się podoba. Wiem długo go nie było ale mam nadzieję, że choć odrobinę się zrekompensowałam. Dzięki Olivia B.N za miłe komentarze pod KAŻDYM rozdziałem.  Wszyscy bohaterowie są uzupełnieni. A wiadomość mój drugi blog zostanie usunięty w najbliższym czasie. Pozdrawiam Kath :*

P.S. Rozdział ma 2 921 słów. (WOW)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział XVII – Rozpacz

13 lip

Rozdział dla Siostry Krwi.

Obudziłem się ze spoconym czołem i całą mokrą koszulką. Nie pamiętam co mi się śniło ale pamiętam, że ten sen do najmilszych nie należał. Potrząsnąłem głową i ruszyłem wolnym krokiem do łazienki aby przemyć twarz i wtedy ją zobaczyłem. Stała zamiast mojego odbicia w lustrze i mi się przyglądała z zaciekawieniem. Kolejny raz tego dnia potrząsnąłem głową i wszystko wróciło do normy. ‚Ja wariuję, ja najnormalniej na świecie wariuje!’ powiedziałem w myślach i chlupnąłem sobie zimną wodą w twarz na ocucenie. „Nie martw się o nią znajdą ją” mówiło moje serce jednak rozum kazał mi jej szukać. Ubrałem się i spojrzałem na zegarek stojący na szafce nocnej, który wskazywał 4:30 nad ranem. Super najpierw Kim w snach, potem Kim w lustrze a teraz bezsenność… Wariuje to złe określenie ja zbzikowałem… Musze ją szybko odnaleźć bo inaczej wyślą mnie do wariatkowa, a tego bym nie chciał.
Wyszedłem ze swojego pokoju ruszając w stronę garażu, w którym stało moje żółte porsche. Chwyciłem szybko kluczyki i ruszyłem przed siebie tak aby nikt mi nie przeszkadzał przez cały dzień. Żadnej policji, przyjaciół, rodziców a tym bardziej wspomnień. Jednak jestem świadomy, że tego ostatniego się nie pozbędę. Jechałem w nieznane jak najdalej o Seaford gdy nagle moim oczom ukazała się niewielka chatka z drewna, postanowiłem do niej zajrzeć, tak tylko z ciekawości. Zjechałem na pobocze i zgasiłem silnik, wysiadłem z auta i ruszyłem szybkim krokiem w stronę budynku. Z grzeczności zapukałem jednak nie usłyszałem żadnej odpowiedzi, więc postanowiłem wtargnąć do domu nieznajomych. Gdy popchnąłem drewniane deski zbite ze sobą,które miały robić za drzwi, przy lekkim pisku moim oczom ukazało się drewniane wnętrze chatki. Z wrażenia otworzyłem buzie na oścież. Wyglądało tu lepiej, niż w moim domu co do niedawna wydawało mi sie nie możliwe. Białe ściany w salonie dopełniały fioletowe meble i wielki obraz z kwiatami. Na kanapach leżały białe, włochate poduszki, a na szklanym stoliku stały te same kwiaty co zostały przedstawione na płótnie wiszącym na ścianie. W kuchni było jeszcze piękniej. Drewniane obicia mebli świetnie komponowały z jasną podłogą i białymi ścianami. Wielki stół z 6 krzesłami świadczy o tym, iż pokój pełni też funkcje jadalni. Nie zgłębiam się w szczegóły ale dom wyglądał w środku jak nowy i musiał go urządzać ktoś z świetnym gustem. Patrzyłem tak na te wszystkie meble, dodatki, ściany i wielkie okna z zachwytem, jednak moje cudowne chwile przerwał męski wrzask dochodzący z pod moich stup. Piwnica! Schodzić na dół czy wiać? Lepiej jest się oddalić, bo jak policja tu wpadnie to jeszcze zostanę w coś wpakowany. Jak pomyślałem tak też zrobiłem. Opuściłem dziwną, drewnianą budowlę i ruszyłem w stronę auta jednak na mojej drodze stanęła blond piękność.
-Ja tu jestem!- mówiła spokojnie ale i z nutką zawodu.
-Wariujesz Jack! Uspokój się i idź dalej ona jest tylko wytworem wyobraźni!- szeptałem do siebie postawiłem jeden krok do przodu, w jednym momencie Kim zniknęła a ja mogłem spokojnie dojść do swojego samochodu. Otworzyłem drzwi siadając za kierownicą i opalając silnik, z ciekawości spojrzałem na zegarek, na którym widniały 3 cyfry oddzielone od siebie dwukropkiem. 6:35 to tę godzinę wskazywał  przedmiot na mojej ręce i wyświetlający się w górnym rogu mojego GPS. Nie jest źle, nadal wcześnie ale da się przeżyć! Ruszyłem przed siebie nie zważając na to gdzie jadę, zatrzymałem się dopiero przy jakimś punkcie widokowym gdzie wysiadłem z samochodu i postanowiłem zostać tutaj przez chwilę. Stanąłem na jakimś wzgórzu i podziwiałem cudowne widoki i w tym momencie brakowało mi u boku pięknej blondynki, która utraciła pamięć i wywróciła moje życie do góry nogami. Jedna samotna łza spłynęła mi po policzku zostawiając po sobie słony ślad. Nie przejąłem się nią, ponieważ wiedziałem, że nikt tego nie widzi. Nie mogłem sobie pozwolić na kolejne beczenie przed przyjaciółmi czy rodzicami, jedyną osobą, która może mnie widzieć w takim stanie jest Kimi, moja Kimi, której ze mną nie ma przez moją głupotę.

Oczami Kim!

Obudził mnie przeraźliwy krzyk Stefana, którego gdzieś wzięli wieczorem, znając życie znowu wróci ledwo przytomny. Nie słyszałam nic prócz jego wrzasków z bólu, tak mi go było szkoda! Usiadłam na łóżku i czekałam, aż go tu wprowadzą. Po ok. 15 minutach drzwi do mojej celi otwarły się a do środka wszedł wysoki mężczyzna o niewyobrażalnych mięśniach. Przestraszyłam się go! Nieznajomy podchodził coraz bliżej a ja się cofała do puki nie napotkałam na swojej drodze zimnego muru. ‚I co teraz?’ zapytałam siebie w myślach.
-Nie uciekałbym na twoim miejscu i tak musisz tam iść.- powiedział te słowa bardzo spokojnie jednak słowo”tam” zaakcentował. Zdziwiła mnie moje zgoda na jego słowa… Ma rację nie obejdzie się bez wyjścia gdzieś w nieznane. Pokiwałam tylko osiłkowi na znak zgody i ruszyłam za nim. Facet trzymał mnie kurczowo za ramię ale jakoś nie bolało to aż tak bardzo, inaczej ból był do zniesienia. Mężczyzna otworzył przede mną metalowe, ciężkie drzwi i posadził na krześle. Co tu się dzieje?!
-Gdzie jest Tom Brewer?- zapytał mnie tajemniczy głos, który dochodził z ciemnego rogu pokoju, panowały w nim takie ciemności, bo całe światło jakie tam było skierowali na mnie, co strasznie oślepiało.
-Powinien być w areszcie w Paryżu.- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-W Paryżu? Powinien być? Nie ma go tam!- wydarła się po mnie ta dziwna kobieta, która ma brązowych włosy. One są dziwne jedna ma ciemne,w dodatku farbowane druga czerwone, ale koło nich stała jeszcze inna postać. Też kobieta ale nie mogłam stwierdzić kto to ani jak wygląda. Jedynie posturę: szczupła, niska kobieta, może nastolatka. Tak mój wzrok lepiej już widział, bo światło lekko zelżało.
-Mów gdzie ten debil jest!- wrzasnęła czerwonowłosa.
-Ale spokojnie ona wszystko nam powie, w swoim czasie.- powiedział do dziewczyny opanowanym głosem czarna postać kobiety.
-Nic wam nie powie!- powiedział dobrze znany mi głos. -Bo ja jestem tutaj.-
-Jack?- zapytałam z nutką nadziei.
-Nie szmato nie jestem Jack tylko jego cudowny brat Tom. Mówi ci to coś?- zapytał z uśmieszkiem na twarzy.
-Tak, ale niewiele.- przyznałam.
-Byłoby mi cię żal gdyby nie to, że jesteś dziewczyną mojego „kochanego” brata!- mówił spokojnie ale ostatnie słowo wywrzeszczał mi prosto w twarz. Kolejny raz tego dnia strasznie się przestraszyłam.
-Gdzie ty słońce byłeś?- zapytała ta smukła sylwetka pod ścianą.
-O widzę, że mój anioł nie chce wyjść z ukrycia? Boisz się tej małej, zgrabnej blondynki.- opisując moją osobę podszedł do mnie i objął mnie ramieniem, sprawiając, że moje ciało stykało się z jego.
-Nie boję się jej tyko tego, że mnie rozpozna!- powiedziała z nutką wściekłości osoba pod ścianą.
-Tom zostawcie swoje amory na potem teraz my tą dziewczynę do załatwienia .- powiedziała ciemnych włosa.
-Dobra luzuj. Nic się przecież nie dzieje mamy masę czasu i tak jej tu nie znajdą.- powiedział opanowanym głosem brat mojego chłopaka.
-Debilu policja jej szuka, Jack jej szuka i nawet przyjaciele z ojcem tego rudego!- rzucała się czerwonowłosa.
-Może ale ten domek wygląda jakby się miał zaraz rozlecieć.- zauważył sprytnie Tom.
-I tak go sprawdź jak tylko się na niego natkną.- powiedziała farbowana laska.
-Dobra czy moglibyście mnie zaprowadzić do celi i omówić swoje strawy dotyczące mnie beze mnie?- zapytałam z nutką nadziei.
-Ty suko siedź cicho!- wrzasnęła czerwonowłosa. A ponoć to ja mam problem z utrzymaniem swoich emocji na wodzy.
-Odprowadź ją… Jak wydzicie ta mama niewinna istotka ma więcej oleju w głowie niż wy razem wzięte.- powiedział tom z dumom i spojrzał na mnie łaknącym wzrokiem. – A pomyśleć, że chciałem ją zabić…- westchnął Brewer. To robiło się coraz dziwniejsze: sny, Jack, Tom i 3 tajemnicze dziewczyny. Ten sam koleś co wcześniej mnie zabierał wrzucił mnie do celi, w której leżał nieprzytomny Stefan.
-Stef nic ci nie jest! Obudź się!- wrzasnęłam na chłopaka. -Co ja robię w tym pokoju?- zapytałam sama siebie.
-Pan Brewer kazał cię tu przyprowadzić nie wiem po co ja tylko wykonuje jego rozkazy.- odpowiedział nieznajomy muskularny facet.
-Miło słyszeć.- powiedziałam w sarkazmie.

Tym czasem u Miltona!
Super Jack gdzieś znowu zniknął. Zawsze jak jest potrzebny to go nie ma! Grace pojechała na zawody zdobywać swoje stypendium a Jarry jak to dobry chłopak pojechał z nią, żeby jej kibicować. Wydaje mi się jednak, ze z tych zawodów będzie klapa. Całe Seaford wie o zaginięciu Kim i wszyscy są strasznie przejęci jej zniknięciem. Usłyszałem dźwięk mojej komórki, który informował mnie o przyjściu wiadomości tekstowej.

SMSJest towar do dostarczenia młody. Trzeba to zrobić teraz inaczej wiesz co się stanie twojej Julii?!

No i genialnie czy oni się po prostu nie mogą odpierdzielić od mojego życia? Zawsze szantażują mnie tym samym, żebym tylko rozwoził za nich dragi a ja tego nie chce. Myślą, że syna komendanta nie zamknął a jednak jak by tylko mnie zobaczyli mój ojczulek zadba o to abym zgnił w więzieniu. Ta cała chora sytuacja mnie przerasta. Dragi, Kim, Jack , Tata i jeszcze kłótnie z Julią. Może i nie zachowuje się jak zepsuty dzieciak przy znajomych ale w rzeczywistość mam masę problemów. Żyć nie umierać. Idę zawieść ten towar do odbiorcy bo inaczej zrobią coś mojej Juli. Zawsze mojej…

Oczami Jack’a!
Czas się przenieść, bo już się namyślałem o sensie istnienia. Nie ni żart myślałem tylko o Kim i niczym innym i cały czas o niej myślę ale dochodzi już 12:20, więc siedzę tu dobrych perę godzin a w brzuchu burczy mi strasznie. Muszę coś zjeść bo inaczej nie wytrzymam. Jechałem w stronę domu gdy natknąłem się na jakąś restauracyjkę! Może jednak nie będzie trzeba będzie wracać do domu? pomyślałem. Wysiadłem z auta i ruszyłem w stronę budynku. Gdy otwierałam drzwi usłyszałem dźwięk dzwonka nad moją głową.
-Witamy w naszych skromnych progach.- przywitała mnie radośnie jakaś kobieta.
-Dzień dobry.- odpowiedziałem grzecznie. Wyglądało tu w miarę spoko gdyby nie to, że nie było tu nikogo oprócz mnie i tej dziwnej kobiety.
-To co pan sobie życzy?- zapytała kobieta z bananem na twarzy.
-Menu?- zapytałem zmieszany.
-Naturalnie! Bardzo serdecznie przepraszam, proszę sobie wybrać miejsce a ja zaraz do pana kogoś przyśle.- powiedziała uradowana właścicielka. Czuję się tu strasznie nieswojo. W karcie dań nie widniał za bogaty zestaw posiłków.

Menu

  • ZUPY
  • zupa grzybowa
  • zupa pomidorowa
  • zupa ogórkowa
  • rosół
  • DANIA GŁÓWNE
  • frytki z kurczakiem i ogórkami w śmietanie (nie łatwiej było napisać mizerią? zapytałem sam siebie w myślach)
  • ziemniaki ze schabowym i ogórkami
  • ziemniaki z jajkiem sadzonym i ogórkami
  • NAPOJE
  • Herbarta owocowa
  • Herbata z cytryną
  • Kawa
  • Soki

Bardzo bogate menu. Fajnie, że są ceny no nic mam sporo kasy przy sobie więc dam rade, tym bardziej, że kolosalnych sum się nie spodziewam. Podeszła do mnie jakaś młoda brunetka w czerwonym fartuszku.
-Cześć jestem Klara a ty?- zapytała uprzejmie z uśmiecham na twarzy.
-Jack…- odpowiedziałem zaskoczony.
-To co zamówisz Jackkk- one mnie przerażają.
-Zupę pomidorową, frytki z kurczakiem i mizerią oraz herbatę owocową.- powiedziałem lekko przestraszony.
-Już się robi przystojniaku.- zapiszczała i odbiegła a ja zostałem sam ze swoimi myślami. W głowie siedziała mi tylko jedna dziewczyna i nie skupiałem się na innych. Dręczyły mnie tylko same pytania: Czy Kim nic nie jest, gdzie ona jest, czy wszystko z nią w porządku, czy oby na pewno jej nie zabili, czy gliny znaleźli jakieś poszlaki? Rozmyślałem nad wcześniej zadanymi w głowie pytaniami dotyczącymi pewnej bardzo bliskiej mi osoby. Martwiłem się o nią strasznie, gdyż nie wiedziałem czy jeszcze kiedykolwiek ją zobaczę. Z moich rozmyśleń wyrwała mnie ta dziwna kelnerka, która podała mi moje zamówienie.
-Smacznego słodziaku. – powiedziała zalotnie się uśmiechając.
-Dzięki?- odpowiedziałem patrząc na nią bardzo dziwnie. Zacząłem jeść swój wcześniej zamówiony posiłek. Gdy zjadłem zapłaciłem i wyszedłem kierując się do swojego auta jednak na drodze stanęła mi ta kelnerka.
-Hej Jack mam pytanie.- powiedziała bardzo pewna siebie.
-Mam się bać?- zapytałem z nuta przeżarzenia.
-Raczej nie… Pójdziesz ze mną na randkę?- gdy to usłyszałem te słowa co mało się nie udusiłem.
-Co proszę?- odpowiedziałem z wielkimi oczami i oszołomieniem malującym się na mojej twarzy.
-Umówisz się ze mną?- powtórzyła pytanie zadanie szybciej.
-Nie zrozum mnie źle ale mam dziewczynę i jestem w niej cholernie zakochany i nie jestem tobą zainteresowany.- mina jej zrzedła.- Jesteś super dziewczyną i na pewno znajdziesz kogoś bardziej odpowiedniego dla siebie niż ja.- odpowiedziałem. -Ja muszę już iść.- powiedziałem i szybkim krokiem (prawie biegnąc) udałem się do auta szybko odpaliłem silnik wyjeżdżając na drogę z piskiem opon. Jechałem i jechałem aż zobaczyłem, że zbliża się 19:15 co mnie strasznie przeraziło. Nie wiem kiedy nie wiem jak nie wiem co ja robiłem przez cały dzień ale wiem, że było mi to potrzebne. Wszedłem do domu przez wejście do piwnicy, bo musiałem zaparkować te cudowne auto.
-Gdzieś ty był?!- wydarli się moi rodzice. nie zważając na nich ruszyłem do swojego pokoju.
-Musiałem pomyśleć.- odburknąłem w połowie schodów. Położyłem się  w łóżku i nadal rozmyślając o blondynce zasnąłem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

To ostatni rozdział na najbliższe dwa tygodnie. Widzimy się może za te 14 dni z nowym rozdziałem. Nadal nie uzyskałam odpowiedzi ile ma być rozdziałów, jakbyście m mogli odpowiedzieć to była bym wdzięczna. Do zobaczenie Kath :*

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Urodzinki!

13 lip

Ludzi Leo ma dzisiaj urodziny, więc wszyscy razem zaśpiewajmy mu sto lat!!! Na ty cztery!!! Nie no żart i tak nie usłyszy ani tego nie przeczyta, więc chyba nie ma to sensu. Jednak jestem osobą wychowaną i zawsze powtarzam zawsze trzeba solenizantowi składać życzenia, nie ważne jak i czy je otrzyma, liczą się intencje.
Mogła bym mu życzyć wspaniałych przyjaciół, dobrej roboty na przyszłość, kochających i rozumiejących go rodziców ale on to wszytko ma, wpadłam jednak na pomysł co może mu się przydać!

Drogi Leo,
 
Chciałabym Ci życzyć wszystkiego co najlepsze: zdrowia, powodzenia w miłości i takich tam podstawowych rzeczy. Jednak wiem, że w twoim wypadku było by tego mało, więc chcę ci jeszcze powiedzieć parę słów, które sprawią aby ten dzień był jeszcze piękniejszy. Byłabym zaszczycona mogąc Tobie życzyć jeszcze raz. Życzę Ci mniej natrętnych dziennikarzy i więcej życia osobistego, dużej ilości normalnych fanek i cudownej dziewczyny, więcej filmów i wspaniałych seriali, w których granie sprawi Ci przyjemność a nie udrękę.
Pamiętaj aby zawsze robić to co się kocha, bo inaczej życie nie miałoby sensu!
 
Twoja wierna fanka
Kath :*
 

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dobra ludzie to tyle ze spraw urodzinowych. Małe info: nie jestem pewna czy dam radę wstawić dzisiaj rozdział, choć bardzo się staram i jednak powinnam dać radę. Jest też sprawa moich wakacji i opuszczenia bloga (niestety) Dzisiaj jadę na kolonie do stadniny pojeździć konno z czego bardzo się cieszę, jednak przez 2 tygodnie mnie nie zobaczycie, na co nawet ja się smucę. Potem mam 2 dni na wypranie rzeczy i jadę z babcią do rodziny w góry na tydzień, jakby tego było mało od razu po powrocie do domu przepakowuje walizki i jadę z mamą nad morze na 2 tygodnie i tu sytuacja się powtarza bo od razu po powrocie jadę z tatą na 2 tygodnie. Podsumowując nie wiem czy wstawię cokolwiek przez te 7 tygodni, bo mam napięty grafik. Jest mi cholernie smutno, że nie zobaczymy się przez tyle czasu. Szkoda mi, że nie zobaczę już komentarzy Siostry Krwi i Olivii B.N, które tak bardzo kocham i motywują mnie do pracy. Naprawdę jest mi smutno i czuję się jakbym miała odejść na zawsze, bo prawie płacze to pisząc. Nie jest jednak prawdą, że zostawiam to wszystko i idę przed siebie, nie, zdałam sobie sprawię ile to wszystko dla mnie znaczy. Te moje wypociny stały się częścią mojego życia i trudno mi będzie się z nimi rozstać. Wasza na zawsze Kath :*

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział XVI – Czas działać.

09 lip

Dedykacja dla Siostry Krwi, która pomogła mi z początkiem i dla Olivi B.N, która motywuje mnie swoimi wzruszającymi komentarzami. Słuchać przy tym.

Gdy otworzyłem swoje hipnotyzujące oczy usłyszałem stykanie do „drzwi wejściowych” do siłowni, co mnie bardzo zdziwiło, bo o tym pokoju wiedziały tylko 2 osoby + moi rodzice ale tylko teoretycznie. Wracając, o siłowni za szafą wiedziałem ja i Kim a ona raczej nie mogła tu przyjść. Właśnie Kim porwali ją a ja sobie siedzę w siłowni i patrzę w sufit zamiast ją ratować. Wtedy ściana się otworzyła a za nią stała blond piękność stojąca w białej sukni ze związanymi rękami.
-Jack ratuj oni chcą mnie zabić…- powiedziała na wyraz spokojnie jak na osobę, której grozi śmierć.
-Kimi to ty?- zapytałem ją ze strachem wyczuwalnym w moim głosie.
-Teoretycznie to tak ale w praktyce to jestem tylko twoim wymysłem w śnie…- wytłumaczyła mi a ja lekko odetchnąłem z ulgą. Nie wiedziałem co mam robić więc stałem i milczałem gdy zjawa cały czas się na mnie patrzyła. Czy ten chory sen nie mógł się skończyć? -Jack obudź się stary!- powiedziała Kim tak jakby nie swoim głosem. -Musisz złożyć zeznania!- mówiła moja mistyczna miłość potrząsając mną jak workiem ziemniaków, tylko jakim cudem skoro miała związane ręce. -A może on nie żyje?- zapiszczał ten sam głos co na początku nadal ustami Crawford.
-Czemu ty mówisz różnymi głosami?- zapytałem oszołomiony.-Widzisz żyje i mówi przez sen…- powiedział już trzeci głos, który przybrała blondynka. -Trzeba go obudzić.- po tych słowach Kim przestała mną trzasnąć i odeszła nadal mi się przyglądając. -Musisz mnie ra…- nie dokończyła bo poczułem wodę na swojej twarzy i automatycznie zniknęła a na jej miejsce pokazali się moi kumple.
-Co wam odbiło i jakim cudem wy tu jesteście?!- wysyczałem w ich stronę.
-Szafa była otwarta a ciebie nie było w pokoju, więc postanowiliśmy wejść tutaj.- wyjaśniła mi całe zajście Julia.
-Dobra a po co po mnie przyszliście?- nadal byłem na nich wkurzony i nie mogłem zrozumieć czemu mnie obudzili z tego snu, ale wiedziałem, że muszę być spokojny i ukryć swoje emocje.
-Policja chce abyś złożył zeznania w sprawie porwanie Ki..- mówił Milton ale mu przerwałem.
-Nie ma opcji, nie będę im opowiadał o tym jak to przeze mnie jakiś psychopata porwał mi dziewczynę.- powiedziałem podnosząc się na równe nogi i kierując się do pokoju wyciągając przy okazji ciuch.
-Wiesz, że cię to nie ominie i tak czy siak musisz je złożyć…- Milton dale szedł w zaparte.
-Może ale wiem, że to nic nie da i, i tak będziemy musieli jej szukać na własną rękę, bo policja nie kiwnie palcem. Bez urazy Milton.-  ostatnie zdanie skierowałem do rudzielca bo jego tata pracuje jako glina.
-Wiesz, że to nie prawda!- krzyknęła Grace. -To poważna sprawa! Porwali nam przyjaciółkę i jak sam nie pójdziesz na komendę to będę musiała cię zaciągnąć siłą!- czy ja już nie mogę w spokoju się przebrać?
-Czy wy nie rozumiecie?!- puściły mi nerwy. -Kiedyś porwali mi kumpla i jak go znaleźli po tygodniu to już nie żył i pływał na dnie jeziora… Wy straciliście przyjaciółkę a ja w dodatku dziewczynę. Wy nie rozumiecie, że oni nie mają tylko tej sprawy a wiele innych i zajmują się każdą po kolei. Może i nie mam licencji na sprawy kryminalne i nie jestem gliną ale nie dam jej zginąć i pływać w jezieźe jak mojemu przyjacielowi czy to jest jasne?- wykrzyczałem te zdania prosto w ich przestraszone twarze.
-Czy ma rozumieć, że chcesz jej szukać na własną odpowiedzialność, wbrew prawu?- zapytał piegowaty chłopak, stojący opok Juli.
-Tak,  właśnie tak chcę zrobić.- powiedziałem już bardziej opanowanym głosem i wszedłem do łazienki.

Oczami Kim!
Nie wiem gdzie jestem ale wiem, że coś jest nie tak. Siedzę w ciemnym pomieszczeniu bez okien i praktycznie bez drzwi, bo otwierają się tylko w jedną stronę. Zabrali mi telefon i inne sprzęty elektryczne zostawiając mnie w samej sukience i rozwalonej fryzurze. Nie mam spinek, wsuwek, bransoletek, kolczyków i nawet szpilek. Została mi tylko moja sukienka i bielizna, która była pod kreacją. Przez całą noc śniła mi się siłownia Jack’a i nasza dziwna rozmowa. Chciałam mu powiedzieć, gdzie jestem ale tylko da swojego świętego spokoju i dla czystego sumienia bo przecież to nie możliwe aby to był prawdziwy Brewer. W tym momencie do pokoju weszła jakaś kobieta w kominiarce i czarnym stroju. Nic nie mówiąc położyła na moim łóżku jakieś ciuchy i tackę z jedzeniem. Nie miałam ochoty nawet tego tknąć a co jeśli tam coś jest?!
-Chyba sobie kpisz, że mam zamiar cokolwiek zjeść lub nawet to coś na siebie założyć.- powiedziałam patrząc na szare spodnie dresowe i ciepło wyglądającą bluzę.
-To już nie będzie mój problem.- stwierdziła krótko nieznajoma i wyszła zatrzaskując za sobą drzwi. ‚Przynajmniej się odezwała’ pomyślałam i podeszłam do przyniesionych rzeczy. Były w miarę znośne ale nie za bardzo przepadam za dresami i bluzami, ale wole to założyć niż marznąć jednak jeszcze nie teraz. Jedzenie  wyglądało naprawdę apetycznie, jednak nadal nie potrafiłam się do niego przekonać, ponieważ bałam się iż mogą być w nim jakieś prochy.
-Nic w nim nie ma. U wież siedzę tu od 2 tygodni i jestem cały i w miarę zdrowy.- powiedział jakiś nieznajomy głos zza ściany.
-Kim wy do cholery jesteście?!- straciłam cierpliwość.
-Nie denerwuj się tak mała, kroczymy po tym samym kruchym lodzie.- powiedziała tajemnicza osoba oddzielona ode mnie ceglanym murem.
-Jak mam się nie wkurzać?! Zostałam porwana, marznę…-
-Na własne życzenie…- odpowiedział nieznajomy szept.
-Przymknij się!- powiedziałam groźnie. Usłyszałam męski chichot co mnie jeszcze bardziej zdenerwowało. Siadłam na łóżku, a raczej na drewnianej desce przywieszonej do ściany i nakrytej pościelom i skrzyżowałam ręce na piersi. Postanowiłam się przebrać i związać włosy bo zauważyłam małą gumkę do włosów na spodniach. Uplotłam niezdarnego warkocza i szybkim ruchem pozbyłam się sukienki, którą przewiesiłam przez niewielkie krzesło w rogu celi. Nałożyłam na siebie skarpetki, bluzę i spodnie dresowe. Nie powiem nie wyglądało to aż tak źle. Wtedy zobaczyłam mały otwór w ścianie, który był odgrodzony od następnego pomieszczenia zardzewiałymi kratami.
-Jak masz na imię?- zaciekawiła się ta dziwnie wkurzająca osoba zza ściany.
-A co cię to interesuje?- zapytałam już spokojnie.
-Jesteśmy tu sami, nie uważasz, że fajnie by było poznać jedyną osobę, z którą można pogadać?- zapytał. -Ja np. mam na imię Stefan i bardzo miło mi cię poznać.- stwierdził mężczyzna.
-A fajnie… Jestem Kimberly ale mów do mnie Kim-  odpowiedziałam po chwili namysłu. Parę sekund po moim „wyznaniu” zobaczyłam w „okienku” twarz blondyna, który z zaciekawieniem mierzył mnie wzrokiem. Posiadał jasne włosy oraz ciemne oczy, jednak nie jestem do końca tego taka pewna bo było straszne ciemno.

stefan

-Miło mi cię poznać ślicznotko. Jakim cudem tu trafiłaś, co im takiego zrobiłaś?- tym razem to on zadawał pytania a na mnie przypadł obowiązek odpowiadania.
-Nie mam zielonego pojęcia. Byłam na imprezie urodzinowej mojego chłopak i miałam zamiar z nim zatańczyć, gdy nagle coś mnie chwyciło w pasie i uciekło razem zemną.- opowiedziałam całą historię w jak najbardziej skróconej wersji, ponieważ nie chciałam tego wspominać. -Jack musi się teraz o mnie strasznie martwić i stawać na głowie gdzie jestem…- powiedziałam bardziej do siebie niż do nieznajomego.
-Czekaj. Twoim chłopakiem jest Jack Brewer?- kolejne bezsensowne pytanie.
-A co w tym dziwnego?- odpowiedziałam z nutką goryczy w głosie.
-Teraz już wiem czemu tu jesteś…- powiedział pewnym siebie głosem. -Nasz porywacz nie znosi Brewera.- wyjaśnił widząc moją minę.
-Ale czemu? On jest taki słodki, opiekuńczy, przystojny i troskliwy, a jakbyś widział jego oczy…-
-Nie jestem gejem więc nie zagłębiaj się w szczegóły.- poprosił i parsknął śmiechem a ja po chwili do niego dołączyłam.
-Szkoda, że nie pamiętam go za dobrze…- spuściłam głowę i zaczęłam bawić się palcami u rąk.
-Jak to?- Stefan był strasznie ciekawskim nastolatkiem.
-Straciłam pamięć przez niejakiego Toma jego brata bliźniaka…- nie dane mi było skończyć, bo do mojej celi wparowała jakaś dziewczyna o czerwonych włosach.
-Kiedy ostatni raz go widziałaś szmato?- zapytała niemiłym głosem.
-Nie tym tonem moja droga bo ci nic nie powiem.- odrzekłam spokojnie.
-Jak moja matka…- szepnęła ale i tak to usłyszałam. -Dobra to możesz mi powiedzieć gdzie go ostatnio widziała, proszę?- zapytała siląc się na uśmiech i wymuszony miły głos. To było sztuczniejsze od tej laski z urodzin Jack’a.
-W Paryżu i z tego co mi wiadomo gnije w areszcie a za niedługo w więzieniu.- odpowiedziałam z chytrym uśmiechem.
-Kurwa mać w co ten debil się wpakował?- warknęła i opuściła moją celę.
-Co to było?- zapytałam niedawno poznanego chłopaka.
-Nie mam zielonego pojęcia.- wzruszył ramionami. -Zawsze wchodzą w maskach… Muszą znać tego całego Toma i nie wiedzieć o nim nic…- zaczął swój monolog.
-Tyle to ja się dowiedziałam z całej tej szopki.

Oczami Grace!
Jack za żadne skarby nie chciał iść na tą pieprzoną komendę i zeznać co się stało. Boże jaki on jest uparty, od rana go nie widziałam a gliny się o niego wypytują. Jeszcze jakby tego było mało jutro mamy zawody i żeby dostać stypendium i pomóc rodzicom muszę zagrać perfekcyjnie. Jeszcze te ciągłe awantury a znajomi się dziwią czemu nie chcę zaprosić ich do domu. Szłam właśnie uliczkami Seaford w deszczu i rozmyślałam nad sensem swojego istnienia gdy nagle nie wiadomo jakim cudem znalazłam się pod swoim domem, z którego prze okno wylatywały ciuchy, dzbanki, talerze i zastawa. Lekko mnie to przeraziło ale weszłam pewnym krokiem do domu i skierowałam się do swojego pokoju. Gdy otworzyłam drzwi pomieszczenia moim oczom ukazały się bliźniaki skulone na moim łóżku. Podeszłam do nich i mocno je do siebie przytuliłam.
-Wszystko będzie dobrze.- powiedziałam i spojrzałam na braci. Ci tylko wtulili się we mnie mocniej i zakryli w moje ramiona. Po jakiś 15 min wszystko się uspokoiło i do mojej sypialni weszła zapłakana mama.-Wszystko dobrze dzieci?- zapytała drżącym głosem.
-Bywało lepiej.- odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. Chłopcy nadal się we mnie wtulali i nie mieli zamiaru mnie puścić  i ponie kąt im się nie dziwiłam, bo to ja od zawsze spędzałam z nimi większość czasu można nawet powiedzieć, że ich wychowałam. Wszystko się uspokoiło ale chłopcy nadal siedzieli w moim pokoju i bawili się swoimi samochodami ja natomiast próbowałam dodzwonić się do Jack’a, ale nie za bardzo mi to wychodziło.

Oczami Jack’a!
Przez cały dzień szukałem jakiś poszlak, gdzie mogła znajdować by się Kimi jednak na nic nie trafiłem. Objechałem wszystkie opustoszałe budynki i lasy. Nie zostało mi nic innego jak pójście na policję i zeznanie a potem czekanie. Znowu podam się za jej narzeczonego i będą mnie informowali na bieżąco. Kierowałem się właśnie na komendę główną policji w Seaford gry nagle na moją komórkę przyszedł SMS z nieznanego numeru. No tak jeśli to jeden z moich kumpli wysłał go abym poszedł na posterunek to się lekko spóźnili. Jednak pomimo wszystko warto zobaczyć co tam ciekawego napisali.

SMS
Jeśli chcesz zobaczyć ją jeszcze żywą słońce, odwołaj zeznania w sprawie twojego kochanego braciszka, który jest mordercą.

No super jeszcze tylko takiego SMS mi brakowało. Dodałem gazu nie zważając na radary i znaki. Pędziłem jak najszybciej ulicami miasta aby dostać się do upragnionego celu jak najszybciej, jednak moje plany zepsuł mój cudowny wóz, który postanowił zatrzymać się  w połowie drogi. Silnik zgasł i nie miał zamiaru odpalić. Wściekłem się na maksa wysiadłem z pojazdu i kopnąłem w oponę przeklinając w myślach. Zamówiłem taksówkę i czekałem na nią dobre 30 min. No super tak to już bym był dawno na miejscu. Wsiadłem do taryfy i podałem miejsce na które ma mnie zawieść facet tylko dodał gazu jak powiedziałem, że jak dojadę tam w 5 minut dam mu zdjęcie mojej mamy i 200 dolców. Bylem na miejscu 15 minut potem i dałem mu upragnione zdjęcie i zapłaciłem normalni bo tak była umowa. Wszedłem jak najszybciej na komendę i ruszyłem do pierwszego lepszego gliny.
-Witam w czym mogę ci pomóc?- zapytał męski głos za mną.
-Dzień dobry, ja w sprawie porwania Kim.- odpowiedziałem
-Kimberly Crawford?- zapytał a ja popatrzyłem na niego jak na debila na co on wskazał mi drogę do jakiegoś gabinetu.
-Dobrze panie..-
-Brewer. Jack Brewer.- podpowiedziałem funkcjonariuszowi.
-Jack, masz prawo odmówienia nagrania cię czy chcesz z tego skorzystać?- te durne procedury.
-Róbcie co chcecie nagrajcie mnie, spiszcie moje słowa cokolwiek obojętnie, chce mieć to za sobą i chcę abyście jak najszybciej odszukali moją narzeczoną!- powiedziałem lekko zirytowany.
-Więc zgadza się pan na to nagranie?- zapytał.
-Tak!- powiedziałem wkurzony,
-To co ma mi pan ciekawego do powiedzenia.- doczekałem się tych słów.
-Zacznę od końca. Jak tu jechałem dostałem SMS z groźbą, w której każą mi odwołać zeznania w sprawie mojego brata bo inaczej zabiją Kimi.- powiedziałem to na jednym wdechy.
-Czy może mi pan pokazać dowód?- zapytał mnie policjant.
-A tak oczywiście, mogę nawet panu dać ten telefon, bo aktualnie cały czas do mnie wydzwaniają, więc nawet mi to jest na rękę.- powiedziałem oddając w ręce policjanta sprzęt.
-To oddamy go panu jutro rano. Byłby to jakiś problem jeśli przyszedłby pan po niego sam?-
-Oczywiście, że nie. Miałem jeszcze zeznać co się stało przed porwanie.- powiedziałem pewnym siebie głosem, jednak w środku chciałem stamtąd wybiec i zostawić to wszystko gdzieś.
-Proszę mówić.- zachęcił mnie mężczyzna. Zacząłem opowiadać całe zdarzenie od tańca dziewczyn aż po parking nie wiem jak miało im to pomóc bo identycznych rzeczy dowiedzieli się zapewne od moich przyjaciół. Policjant tylko mi podziękował i przypomniał o telefonie oraz powiedział, że mogę już iść. Oddaliłem się od tych zapchlonych glin i ruszyłem w stronę swojego domu.Musiałem się przejść, uspokoić i wszystko jeszcze raz sobie poukładać. Po ok.45 minutach wolnego marszu ruszyłem do swojego pokoju i położyłem się patrząc na zdjęcie moje i Kim. I co ja mam robić? Sam jej nie znajdę bo nie wiem nawet kto ją porwał, a policja nic nie zrobi, jednak muszę się na nich zdać i poczekać aż odkryją kto jest złoczyńcom. Jak ja nie lubię siedzieć i czekać tym bardziej, że to zawsze się źle kończy. Wspominałem wszystkie miłe chwile spędzone z Crawford, gdy nagle usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła w salonie. Moi rodzice momentalnie wybiegli ze swojej sypialni i pobiegli na dół aby to sprawdzić a ja tylko ze znudzeniem podążałem za nimi. Jeszcze tylko groźby na kamieniu brakowało. Mama podeszła do przedmiotu i chciała go wziąć do ręki ale tym razem to ja zareagowałem momentalnie.
-Nie bierz tego. Mogą być na nim odciski palców a to może się przydać aby odszukać Kimi.- powiedziałem spokojnie. Dorośli popatrzyli na mnie z niedowierzaniem malującym się na ich twarzach.
-Jak to odszukać?- zapytał mój ojciec z przerażeniem w głosie.
-No tak wy nic nie wiecie.- powiedziałem. -Kim podczas mojej imprezy została porwana i gdzieś wywieziona. Ja dostałem między czasie SMS z groźbą i teraz ten kamień. Szukałem jej na własną rękę ale jej nie znalazłem. Sprawę prowadzi nie jaki Pan Nicolas Dixon.- rodzice spojrzeli na siebie porozumiewawczo a ja w tym czasie podniosłem kamień przez chusteczkę. -Moglibyście zadzwonić po policję?- zapytałem rodziców, bo stali jak ofiary losu i nie wiedzieli co mają robić.
-Tak, oczywiście.- pierwsza otrząsnęła się moja mama. Rodzice wyszli z pomieszczenia i ruszyli do telefonu stacjonarnego. Słyszałem tylko jak moja rodzicielka się wita i tłumaczy całe zajście. Reszta mnie nie interesowała, więc odwinąłem ostrożnie papier i przeczytałem jego zawartość.

WIADOMOŚĆNie ładnie współpracować z glinami ale pamiętaj, że jej życie wisi na włosku! Jeszcze raz taka akcja a już jej nigdy nie zobaczysz! I uwierz w mojej naturze nie leży żartowanie…

Kolejna chora wiadomość. Nie przejąłem się nią za bardzo, bo wiedzą, że to ich jedyny as w rękawie abym odwołał zeznania. Jeśli ją zabiją mogą pożegnać się z Tomciem. Jezu jak ja go nienawidzę! Wszystko co złe zawsze jest z nim związane… Policja już byłą u nas w domu i zadawała kolejną kupę pytań, a ja niestety musiałem na nie odpowiadać. Po godzinie przesłuchania komendanci opuścili nasz dom i skierowali się do radiowozu a na zegarkach wybiła 22:00.
-Idę spać zmęczył mnie ten zwariowany dzień.- powiedziałem do rodziców, którzy zawzięcie o czymś dyskutowali. Położyłem się na łóżku i zagłębiłem się w rozmyśleniach o mojej miłości. Nie wiem kiedy znalazłem się w cudownym śnie.

W tym samym czasie oczami Kim.
Siedziałam tak sama od dobrych 3 godzin i czekałam aż Stefan wróci. Gdzieś go zabrali dwaj faceci w czarnych strojach i kominiarkach. Martwiłam się już czy coś my się nie stało ale wtedy drzwi od jego celi otworzyły się skrzypiąc i drażniąc moje uszy. W pomieszczeniu na podłodze leżał biedny nastolatek z podbitym okiem i rozciętym łukiem brwiowym.
-Jezu nic ci nie jest.- krzyknęłam w jego stronę ale nikt mi nie odpowiedział. -Stefan? Stefan?!- cholera jest nieprzytomny. Co ja mam robić. Czekać. Musisz czekać, aż się ocknie. Podpowiadał mi głos, który doskonale znałam a mianowicie głos Jack’a. Ta cała sytuacja robi się strasznie dziwna… Słyszę głos ukochanego, śni mi się jakby był prawdziwy, siedzę w celi, jakieś dziewczyny szukają Toma a mój porywacz nienawidzi mojego chłopaka. W skrucie żyć nie umierać… Weszłam na „łóżko” i zasnęłam, bo nie miałam za bardzo co robić.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nie uważacie, ze z tym porwaniem to jeden wielki kit? Nie wiem też czy nie zbliża się wielkimi krokami ostatni rozdział bo nikt nie odpowiedział mi w ilu rozdziałach mam zakończyć opowiadanie, więc wnioskuje, ze 20 wystarczy chociaż myślałam też o 40. Teraz to jest tylko wasz decyzja w ilu notkach to cudo zakończę. Mam też nadzieje, że nikt nie będzie płakał za tym opowiadaniem, bo teraz już wiem co to znaczy pozbyć się opowiadania, bo chce tak zrobić z drugim blogiem. Podziwiam osoby, które prowadzą więcej niż jeden blog na raz. W niedziele po południo wyprzedzam na 2 tygodnie na kolonię i będę jeździła sobie konno, więc wiąże się to z barkiem rozdziałów przez dłuższy czas.  To tylko takie małe info na temat dalszego funkcjonowania bloga. Mam nadzieję, że mimo oklepanego pomysłu z porwaniem rozdziała się podoba. Do następnej notki :*

P.S. Rozdział ma 2900 słów.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział XV- Czy wszystko co piękne zawsze się kończy?

06 lip

Są na świecie ludzie dla, których można zrobić więcej niż wszystko: Rodzina, przyjaciele, ukochana osoba. Ja mam takie swoje dwa skarby! Dzięki nim piszę dalej i się nie poddaje. To one motywują mnie sw. oimi komentarzami do dalszego działania, nie wiem czy dotarła bym do tego rozdziału gdyby nie one :*** Powiedziano mi, że ktoś mnie podziwia za wytrwałość, sposób pisania i za to, że jestem, a moim zdaniem to wasze komentarze dają mi siłę do dalszego pisania i dzięki wam mam łzy w oczach gdy niektóre z nich czytam. Staracie się mnie wspierać i wbić mi do tej pustej głowy, że jednak jestem komuś potrzebna i wiecie co… Jestem wam za to wdzięczna. Nie wiem czy pisanie tych „przepięknych” rzeczy można kiedykolwiek nazwać czymś pięknym i wzruszającym ale obiecuję, że będę starała się wierzyć w każde wasze słowo dotyczące tych moich wypocin. Dziękuję za ostatni komentarz Olivia, bo to on mnie wzruszył tak samo jak cb rozdział. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy i przyrzekam, że już nigdy nie powiem złego słowa o tym blogu. Z góry przepraszam za tyle odniesień do innych stron ale spokojnie można klikać lewym przyciskiem myszy bo samo wyskoczy w nowej karcie więc spokojnie.

ROZDZIAŁ DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY CHOĆ RAZ SKOMENTOWALI TEGO BLOGA I DALEJ GO CZYTAJĄ
 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 

Gdy rano wstałem przeciągając się jak kot na łóżku poczułem, ze czegoś mi brakuje… No tak brakowało mi jednej osoby. Tego ciepła i chichotu, tego „kocham cię” i całusa na powitanie. Ciekawe gdzie ona jest? Mmmm, ale coś ładnie pachnie. Chwila co może mieć taki aromat… hmm…. dżem… tosty… kawa. Kim robi śniadanie, no tak można się było tego spodziewać. Ubrałem jakąś ciepłą bluzę, ponieważ na dworze padało i było chłodno i zszedłem na dół. Crawford stała nad moją prowizoryczną kuchenką i słodziła nasz ciepły napój mieszając przy tym energicznie łyżeczką. Podszedłem do niej i objąłem ją w pasie, mocno do siebie przytuliłem.
-Co tam u mojego rannego ptaszka?- zapytałem blond dziewczynę, która oparła się o mnie wtulając głowę w moje ramię.
-A dobrze. A czy mój skarb chciałby się napić ciepłej kawy z mlekiem?- tym razem to ona zadała mi pytanie.
-Bardzo chętnie skoro to twoje dzieło to na pewno będzie przepyszna.- powiedziałem bardo szczerze.
-To na co czekasz skarbie? Siadaj i jedź bo mam na dzisiaj małe plany.- powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. Jestem ciekaw co też ta sprytna dziewczyna wykombinować.
-Zgaduje, że nie zdradzisz mi swoich planów na dzisiejszy, szary poranek.- nie spuszczałem jej z oczu nawet na moment. Obserwowałem każdy jej ruch, tak jakbym chciał coś wypatrzyć w jej osobie, jakbym chciał przeczytać w jej myślach co planuje.
-Nie na poranek. Na całyyyyyyyyy dzień.- odpowiedziała promiennie.
-No to tym razem zgaduje, że idziemy do galerii handlowej.- odpowiedziałem ciężko wzdychając.
-A ty skąd wiedziałeś?- zrobiła duże oczy i popatrzyła na mnie z otwartą buzią.
-Znam cię Kimi. Jutro jedziemy do Las Vegas, więc znając życie i ciebie będziesz chciała kupić jakieś nowe rzeczy aby wyglądać olśniewająco, co moim skromnym zdaniem nie ma sensu bo i tak zawsze wyglądasz cudownie.-
-Oooo dziękuję ale i tak nie wymigasz się od zakupów.- po słowach mojej dziewczyny straciłem totalnie nadzieję na odciągnięcie jej od tego pomysłu. Ten mój skromny monolog miał ją sprowadzić na drogę normalności ale nie dał rady czas na ostateczne 2 sposoby.
-Skarbie strasznie boli mnie głowa, możemy iść kiedy indziej?- zapytałem łapiąc się przy tym za głowę i przymykając oczy.
-No jasne, że nie! Przestań udawać Jack, może i cię nie znam za dobrze (z powodu amnezji jakby ktoś nie załapał) ale wiem, że ściemniać to ty potrafisz. Idziemy i koniec kropka.- powiedziała pewnym siebie głosem.
-Nie zostawiłaś mi wyboru kocie.- zrobiłem oczy zbitego psa i popatrzyłem na moją ukochaną.
-Nie!- odpowiedział krótko.
-No poseee!- mówiłem jak małe dziecko.
-Nie ma szans! Potrzebuje nowych ubrań, butów, biżuterii…-
-Jak z tobą pójdę to przestaniesz to wyliczać?- zapytałem z nadzieją.
-No jasne!!!- piszczała blondynka i skakała z radości. Po zjedzeniu śniadania i ubraniu się ruszyliśmy do mojego domu aby ubrać się w bardziej świeże ciuchy i móc ruszyć do galerii. Oczywiście Kim musiała siedzieć tam z 30 min przez co ja nudziłem się bawiąc kablem od słuchawek. Po upłynięciu pół godziny wyszła gotowa na podbój sklepów. Nie mogłem od niej oderwać wzroku, ponieważ jak zawsze wyglądała olśniewająco. Schodziła w tych swoich butach po schodach i jak ta moja Kimi musiała się potknąć i dać mi szansę ją uratować, gdyby nie mój szybki refleks i momentalna reakcja dziewczyna leżhttp://zarzadzanie.blog.pl/jack-i-kim-oczami-15-latki.blog.pl/wp-admin/post-new.phpałaby na ziemi i zamiast iść na zakupy musiałbym wzywać karetkę.
-Mój bohater…-powiedziała to i mnie lekko pocałowała, co mi bardzo odpowiadało.
-To co idziemy?- zapytałem już stojącą na własnych nogach Crawford.
-No penie…- powiedziała z tajemniczym uśmiechem. Od samego początku ten chytry uśmieszek nie schodzi jej z twarzy i już wiem, że coś kombinuje tylko co to może być? Nie mam zielonego pojęcia. Zmierzaliśmy do centrum handlowego rozmawiając i przytulając się do siebie, gdy nagle przechodziliśmy obok jednego z domów z którego leciała jedna z naszych ulubionych piosenek do której jak wariaci zaczęliśmy tańczyć w deszczu. No może nie jak wariaci tylko jak zawodowi tancerze, którzy dostali swoją jedyną szansę na pokazanie światu jak dobrze się ze sobą dogadują. No tak ktoś oglądał końcówkę step up.( ktoś jeszcze jest takim fanem step up?) gdy piosenka się skończyła byliśmy cali przemoczeni ale jakoś nam to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie po zakończeniu układu przytuliliśmy się do siebie mocno nie słysząc ani oklasków ani wiwatów ze strony nielicznych przechodniów. To była naprawdę dziwna sytuacja… No tak para nastolatków, którzy ni stąd ni z owąt zaczynają tańczyć w deszczu to musiał być naprawdę niezły widok. Omijając nadal zachwyconych gapiów ruszyliśmy w dalszą drogę śmiejąc się z zaistniałej sytuacji… Gdy weszliśmy do ogromnego centrum handlowego Kim skierowała się do pierwszego lepszego sklepu, w której ponoć zauważyła cudowną sukienkę dla siebie.
-Ona musi być moja!- wy piszczała jak tylko zobaczyła tę kreację na manekinie. -Jack co ty na to?- zapytała już wychodząc z przymierzalni.
-Wyglądasz olśniewająco skarbie.- powiedziałem z wielkim uśmiechem. -Jak zawsze…- to wypowiedziałem już ciszej.
-Tak wiem, powtarzasz to od początku dnia.- odpowiedziała mi promiennie się uśmiechając. Po upłynięciu 5 godzin wychodziliśmy przebrani w suche (nowe) rzeczy trzymając w reku mase toreb, tak w sumie to ja to nosiłem ale nie będę wnikać. Kim cały czas sprytnie omijała nasze dojo ale nie wiedziałem o co jej chodzi do póki nie wprowadziła mnie tam pod pretekstem, że musi zabrać swoją bluzę, którą zostawiła dla niej Grace czy Julia nie pamiętam.

Oczami Rudy’iego (nowość nie?)Czekaliśmy na naszą zakochaną parę w ukryciu od dobrych 15 minut. No tak wyślij Kim na zakupy może spóźnić się nawet 2h!!! To jej z pamięci nie uleciało. Po 5 minutach wszyscy usłyszeli otwierane drzwi i wyskoczyli z ukrycia.
-NIESPODZIANKA!!!! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!- wszyscy zgodnie wykrzyknęli, razem z Crawford i zaczęli śpiewać Sto lat. Brunet był lekko zmieszany i chyba nie wiedział o co chodzi do póki nie zobaczył tortu i ogromnego napisu „1000 lat Jack!”. Nie wierze zapomniał o własnych urodzinach.
-Wszystkiego najlepszego skarbie!- wykrzyknęła blondynka stojąca najbliżej solenizanta mocno go do siebie przytulając i całując w policzek zostawiając na nim ślad po szmince. Trzeba jej przyznać jest mistrzynią boskiego wyglądu, bo na taką kreację w taką pogodę nikt by nie wpadł. Trochę mnie zdziwiło, że Jack nie wpadł na to, że jest coś nie tak w jej stroju no ale cóż. Wszyscy podchodzili do nadal zaskoczonego bruneta składając mu życzenia i rozdając prezenty, przybyli też jego rodzice co wpędziło chłopaka w jeszcze większy zachwyt. Dzieciaki zaczęli tańczyć a dorośli ulotnili się momentalnie do Phila.

Oczami Jacka (Wiem, że króciutko oczami Rudy’iego ale tak jakoś wyszło)
Co tu się właśnie stało? Jakim cudem zapomniałem o własnych urodzinach? Czy zemną jest coś nie tak? No nic najwyżej tak się czasem ma. Dorośli powychodzili i zostali wszyscy moi znajomi. Miałem głupie wrażenie, że gdzieś w tłumie mignął mi Tom ale stwierdziłem, że mam przewidzenia. Podszedłem do mojej paczki i każdego z osobna mocno przytuliłem.
-Jakim cudem wy pamiętaliście o moich urodzinach a ja sam i nich zapomniałem?- zapytałem chichocząc.
-Szczerze powiedziawszy myśmy też zapomnieli to Kim sobie tak nagle przypomniała twoją datę urodzin.- powiedział Jarry za co zaraz dostał po głowie.
-Miałeś mu nie mówić.- powiedział Grace szeptem jednak na jej nieszczęście przełączali wtedy piosenkę i wszystko było słychać.
-Jesteś dla niej sposobem na odzyskanie pamięci, wykorzystaj to.- powiedziała Julia promiennie się do mnie uśmiechając tak jak reszta naszej paczki. Mój wzrok zatrzymał się na mojej blond piękność, która przygryzła dolną wargę przez co wyglądała uroczo.
-Czy pani dzięki, której każdy dzień w moim życiu jest cudowny zgodzi się zemną zatańczyć.
-Owszem ale to zaraz po naszej małej niespodziance dla ciebie!- powiedziawszy to chwyciła dziewczyny za ręce i pociągnęła na środek parkietu dając znać DJ’owi, że ma coś puścić. Zaczęła śpiewać a za chwilę i tańczyć z dziewczynami i osobami ze szkoły potem główną czynność przejęła Grace a na koniec zaśpiewały w duecie. Gdy skończyły swój niesamowity występ wszyscy do nich podbiegli a piosenka zwolniła i Kim wyszła z tłumu rozszalałych nastolatków uśmiechając się do mnie promiennie. -Teraz możemy zatańczyć.- stwierdziła podchodząc do mnie bliżej. Chwyciłem ją w tali i mocno ją do siebie przyciągnąłem. Po raz kolejny tego dnia byliśmy w centrum uwagi wszystkich, bo w pewnym momencie przenieśliśmy się na środek sali i poruszaliśmy się w rytm piosenki. Było to niezwykłe doświadczenie tak tańczyć z ukochaną osobą. Gdy piosenka się skończyła miałem zamiar pocałować moją dziewczynę ale ktoś sprytnie mi to przeszkodził.
-Hej Jacki!- powiedziała piskliwym głosem  jakaś ruda dziewczyna, znaczy się tak mi się wydawało ale te światła zmieniły Kolor włosów Kim i wszystkim innym, więc obstawiam, że były zupełnie innego koloru niż teraz. -Mam na imię Violetta ale mów do mnie Vilu (nie mam nic przeciwko temu imieniu).- ta dziewczyna mnie przerażała. Ubrana w strasznie skromny, różowy strój i masa bransoletek na prawej ręce.
-Nie żeby coś ale czy my się znamy?- zapytałem chłodno.
-Nie przystojniaku ale możemy się zaraz poznać.- Kim stałą za nią i z niedowierzaniem kręciła głową, uśmiechnąłem się do niej tak aby tylko ona mogła to zobaczyć i kontynuowałem rozmowę z nieznajomą.
-Czy jeśli poproszę cię abyś się ode mnie odczepiła i odeszła jak najdalej potrafisz zrobisz to?- zapytałem grzecznie, bo zaczęła mi działać na nerwy tym jeżdżeniem mi palcem po klacie.
-Nieeeee- powiedziała „zalotnie”. W tym momencie Kim nie wytrzymała i wkroczyła pomiędzy nas.
-Zjeżdżaj laluniu to jest mój facet!- krzyknęła na różową landrynkę.
-Tak a kto tak powiedział szmato!- wypowiedział to tak chłodnym tonem, że aż mnie zmroziło. -On nie jest nigdzie podpisany!- wrzeszczała różowo włosa. No tak znowu jesteśmy w centrum uwagi, więc podświetlili tę scenę białym światłem przez co można było zobaczyć wszystko w rzeczywistych kolorach.
-Jak ty mnie nazwałaś?!- darła się Kim.
-Szmatom! Nie słyszałaś, to trzeba iść z tym do okulisty!- wrzeszczała a wszyscy tarzali się ze śmiechy.
-Idiotko jak już to do laryngologa! Ja bym ci radziła iść do szkoły!- powiedział nadal wściekła Crawford.
-Oooo ta mądra menda się odezwała.- ‚no to teraz się zacznie’ pomyślałem.
-Przesadziłaś Brbie!- wrzasnęła Kim i wykonała perfekcyjny wykop z pół obrotu, co mnie lekko zdziwiło bi miała na sobie sukienkę i szpilki, ale dla chcącego nic trudnego nie? Ten różowy cukierek wstał i z zaciśniętymi pięściami ruszył w stronę blondynki, która uśmiechała się z politowaniem. Wściekła Violetta wycelowała porządnego prawego sierpowego ale tym razem to ja zareagowałem chwytając jej pięść w jedną rękę.
-Spróbujesz jej chociaż tknąć a osobiście wyrwę ci te różowe kłaki i spale w kominku.- powiedziałem sucho.
-Taki przystojniak z taką dziewczyną, która nawet się ubrać nie potrafi. Tylko marnujesz swój urok.- powiedziała wyrywając swoją dłoń i wychodząc. Podszedłem do swojej ukochanej i pocałowałem ją tak jak miałem ochotę zrobić to dobre 10 min temu. Dziewczynie automatycznie poprawił się humor a wszyscy dookoła zaczęli bić brawa. Wszyscy świetnie się bawili aż a pewnym momencie na stół wkroczyły procenty przyniesione przez Jarry’ego. Wszyscy oprócz mnie, Kim, Juli i Miltona w ułamek sekundy mieli nalane coś do kubków. Nawet Grace się skusiła na małego drinka. Naszym zdaniem to nieodpowiedzialnie niszczenie sobie wątroby, ale i tak nie reagowaliśmy. Wszyscy dobrze się bawili, parę osób było już pijanych i ledwo trzymało się na nogach a innym po prostu zaczynało lekko odbijać. Jarry zaliczał się i do jednej i do drugiej grupy! Stał na stole z kawałkiem pizzy i śpiewał, a raczej fałszował. W pewnym momencie zdjął spodnie i zaczął nimi kręcić nad swoją głową jak lassem. Oczywiście już nikt nie kontaktował ze światem tylko nasza 4. Całe zajście nagrywałem na telefon śmiejąc się wniebogłosy, oczywiście nikt nie zwracał na nas uwagi. Nasza paczka tarzała się ze śmiechu gdy w jednym momencie przez szklane drzwi do dojo wparowało 6 osób ubranych na czarno. Rzucili się na mnie i resztę naszej paczki. Ja walczyłem z dwoma Kim również tylko Milton i Julia mieli po jednym gościu do załatwienia. Pokonałem jednego z nich solidnym kopniakiem w twarz a drugie przez przerzucenie sobie przez ramie. Reszta mojej paczki jeszcze walczyła. Dziewczyny ledwie dawały radę w tych kieckach więc podbiegłem do Kim i powaliliśmy razem obydwóch gostków. Julia i Milton też już wykonali swoją część zadania.
-Nic wam nie jest?- zapytałem ich starannie obejmując Kimi w pasie.
-Nie parę siniaków i nic więcej.- odpowiedział Krupnik.
-Co to w ogóle było?- zapytała się Julia.
-Nie mam zielonego pojęcia, ale wiem, że to byli uczniowie z dojo czarnych smoków.- powiedziałem pewny siebie.
-A kto to taki?- zapytała się zdziwiona Crawford.
-To nasi wrogowie. Kiedy indziej ci to wszystko wytłumaczymy, bo teraz nie ma za wiele czasu.- odpowiedziała na pytanie blondynki Julia. -A tak poza tym skąd wiesz, że byli z czarnych smoków?-
-Mieli ich logo na koszulach nie zauważyliście?- zapytałem a oni tylko pokręcili głowami w zaprzeczeniu tylko Kim o czymś zawzięcie myślała.
-O czym tak myślisz skarbie?- zapytałem zaciekawiony.
-Kto to są te czarne smoki!- powiedziała nadal myśląc.
-To są…-nie zdążyłem nic powiedzieć, bo ktoś po prostu chwycił Kim i wybiegł z nią na zewnątrz. Nie zastanawiając się ani chwili ruszyłem za porywaczem ale niestety natknąłem się na czarne smoki.
-JACK!!!!- przeraźliwy krzyk Kim dodał mi otuchy i zacząłem walkę z 6 karatekami na raz po 3 min było po wszystkim ale to i tak za późno bo mojej dziewczyny już nigdzie nie było. Ja… Ja… Ja po prostu zawiodłem. Pozwoliłem ją porwać prosto sprzed swojego nosa tak po prostu.
-KIM!!! KIMI!!!- darłem się biegając w poszukiwaniu ukochanej. Całej sytuacji przyglądała się Julia i Milton, który zawzięcie z kimś dyskutował. Nic nie słyszałem. Upadłem na środku parkingu na kolana i zacząłem płakać, nie przejmując się kogutami policji ani deszczem. Ktoś mocno mną potrząsał ale ja miałem to gdzieś. Cały czas szepcząc jedno i to samo.
-Kimi przepraszam. Znajdę cię, obiecuje!- wszyscy teraz patrzyli tylko na mnie a ja najnormalniej w świecie wstałem i udałem się do swojego domu. Płakałem z tęsknoty, złości, żalu, goryczy. W pewnym momencie stanąłem, przestałem ryczeć i z całej siły kopnąłem jakieś auto w oponę. Rozległ się dźwięk alarmu co tylko zmotywowało mnie do ucieczki. Już nie płakałem tylko zaciskałem ręce w pięści. Gdy wszedłem do domu otworzyłem drzwi do swojej szafy wyciągając z niej bluzy tak aby dotrzeć do przycisków, w które wpisałem tylko mi znany kod. Fakt dom robili rodzice i ma on parę ukrytych pokoi ale o ten zadbałem sam. Była to niewielka siłownia do której wszedłem i założyłem rękawice do boksu tak aby móc wyżyć się na worku do ćwiczeń. Nie wiem ile tak ćwiczyłem ale jestem pewien, że długo. Osunąłem się po ścianie i zasnąłem ze zmęczenia.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Miał być wczoraj ale nie zdążyłam go napisać do końca i specjalnie dla was dokończyłam go o 24:30. Zmotywował mnie do tego jeden komentarz, przy którym jak go czytałam zakręciła mi się łezka w oku. Jeden mały gest, napisanie kom a może sprawić, że człowiek zaczyna wierzyć, że jednak komuś jest potrzebny. Od dzisiaj zero narzekania na brak talentu. I nie to ja cię podziwiam Wiki (jak dobrze zapamiętałam Olivia B.N) za to, że jeszcze nie zrezygnowałaś z wbijania mi do głowy, że to coś jest wspaniałe. To się nazywa wytrwałość i upór. Ja cię nie znam a wiem, że bez cb nie udało by mi się zajść tak daleko. Siostra nie komentuje ale dodaje mi sił w normalnym życiu za co też jestem jej bardzo wdzięczna. To są osoby, które omeg nazwać swoimi muzami i motywacją do dalsz
ego pisania. Dzięki dziewczyny :***

P.S. Jeszcze załatwcie mi faceta a nazwę was boginiami hehehe. A no i chciałam poruszyć jeszcze raz TEMAT z poprzedniej notki. ILE ROZDZIAŁÓW MA MIEĆ TO OPOWIADANIE? Proszę o pomoc w tym małym dylemacie…

P.P.S rozdział ma 2708 słów.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział XIV- Wszystko się może zdarzyć

04 lip

Ten rozdział dedykuje wszystkim, którzy motywowali mnie do dalszego działania albo czekali na rozdział. Jestem wam bardzo wdzięczna. UWAGA! Ważne info pod rozdziałem!

Niedawno wróciliśmy z Paryża. Od czasu incydentu w sypialni Kim nie widzieliśmy mojego brata ale miałem co do niego złe przeczucia. Faktycznie wsadzili go do aresztu ale zawsze może wpłacić kaucje i do czasu procesu siedzieć na wolności… Martwię się o moich bliskich a w szczególności o Kimi, jest dla mnie bardzo ważna. Dziewczyna nie przypomniała sobie nic przez ten cały czas, no może jakieś tam mało istotne rzeczy jak na przykład, że w wieku pięciu lat miał zrobione super urodziny. Zastanawialiśmy się jak pomóc naszej przyjaciółce dojść do siebie, ale wpadł mi tylko jeden pomysł, o którym reszta nie mogła się dowiedzieć. Mama dziewczyny nadal leżała nieprzytomna w szpitalu, a lekarze po woli tracili nadzieję na jej wybudzenie. Kimberly nie przypomniała sobie rodzicielki jednak wiedziała jakie relacje je łączyły i gdy tylko po powrocie to usłyszała wybiegła ze szpitala tak jak za pierwszym razem jak zobaczyła sytuację przed naszymi domami. Wiedziałem, że potrzebuje pobyć sama ale nie pamiętała Seaford więc i drogi powrotnej. Łatwo by się zgubiła a nocą jest tu cholernie niebezpiecznie. Starałem się dogonić moją dziewczynę ale nie było to zbyt łatwe zadanie, bo gdy naprawdę się czegoś boi albo jest zła potrafi naprawdę szybko biegać. Postanowiłem dotrzymywać jej tępa, albo po prostu biec za nią aż się nie zatrzyma. Zdziwiło mnie gdy zorientowałem się gdzie zmierzała… Crawford chciała znaleźć się w swoim ukochanym miejscu w zakazanej części parku, gdzie zawsze przebywała przed wypadkiem jak było jej ciężko. Nie wiem jakim cudem pamięta drogę ale wiem, że z powrotem sama nie wróci. Przeskoczyła przez mur szybciej rozglądając się za strażą miejską lub policją, postąpiłem identycznie jednak Kim mnie nie zauważyła i dalej biegła pod swoją ulubioną wierzbę, przed którą znajdowała się ławka a z drugiej strony niewielkie jeziorko. Nikt tu nie przychodził a Kim wiedziała,  że znajdzie tu trochę spokoju na przemyślenia. Usiadła na trawie obok ławki, nie za bardzo wiedziałem jaki jest w tym sens ale najwyraźniej ona wiedziała co robi… Blondynka patrzyła się na drzewo przed sobą po czym pierwsze łzy zaczęły spływać po jej policzkach.Dziewczyna nadal patrzyła przed siebie nie martwiąc się słoną wodą spływającą po jej twarzy i moczącą górną część jej stroju. Wyglądała przepięknie. Spodnie wyszczuplały jej nogi a zarazem luźna jak i obcisła czarna buska podkreślała jej figurę. Całość dopełniały czarne buty na lekkim obcasie i zielona torebka, którą zostawiła przy łóżku swojej mamy w szpitalu. Lekki makijaż i śliczne perfumy idealnie pasowały do mojej dziewczyny, a do niedawna piękny warkocz wyglądał teraz strasznie chaotycznie, ponieważ został on naruszony przez wiatr i parę kosmyków wypadło z plecionki, co dodawało Crawford uroku. Dziewczyna po paru sekundach rozpłakała się na dobre… Płakała i płakała, gdy nagle westchnęła i położyła się na trawie, już chciałem do niej iść, jednak zaczęła śpiewać jedną z dobrze mi znanych piosenek. Było to trochę dziwne bo Crawford nie pamiętała, ani swojego ulubionego zespołu a tym bardziej żadnej piosenki ani jak się tańczy, więc miałem prawo być zdziwiony.

I’m a big big girl in a big big world (Jestem dużą, dużą dziewczyną żyjącą w wielkim, wielkim świecie. )
It’s not a big big thing if you leave me (Nie będzie to wielka, wielka rzecz, jeśli mnie opuścisz)
but I do do feel that I do do will miss you much (Ale naprawdę, naprawdę czuję, że naprawdę, naprawdę będę tęsknić za Tobą.)
miss you much… (Tęskić za tobą.)

I can see the first leaf falling (Widzę pierwszy spadający liść)
it’s all yellow and nice (Jest cały żółty i ładny,)
It’s so very cold outside (Na zewnątrz jest tak zimno,)
like the way I’m feeling inside (Właśnie tak czuję się w środku.)

I’m a big big girl in a big big world (Jestem dużą, dużą dziewczyną żyjącą w wielkim, wielkim świecie. )
It’s not a big big thing if you leave me (Nie będzie to wielka, wielka rzecz, jeśli mnie opuścisz)
but I do do feel that I do do will miss you much (Ale naprawdę, naprawdę czuję, że naprawdę, naprawdę będę tęsknić za Tobą.)
miss you much… (Tęskić za tobą.)

Outside it’s now raining (Teraz na dworze pada,)
and tears are falling from my eyes (I łzy spływają mi po policzkach.)
why did it have to happen (Dlaczego to wszystko musiało się zdarzyć?)
why did it all have to end (Dlaczego to wszystko musiało się skończyć?)

I’m a big big girl in a big big world (Jestem dużą, dużą dziewczyną żyjącą w wielkim, wielkim świecie. )
It’s not a big big thing if you leave me (Nie będzie to wielka, wielka rzecz, jeśli mnie opuścisz)
but I do do feel that I do do will miss you much (Ale naprawdę, naprawdę czuję, że naprawdę, naprawdę będę tęsknić za Tobą.)
miss you much… (Tęskić za tobą.)

I have your arms around me warm like fire (Ramiona, którymi mnie obejmujesz są ciepłe jak ogień,)
but when I open my eyes  (Ale kiedy otwieram oczy,)
you’re gone…  (Ciebie już nie ma)

I’m a big big girl in a big big world (Jestem dużą, dużą dziewczyną żyjącą w wielkim, wielkim świecie. )
It’s not a big big thing if you leave me (Nie będzie to wielka, wielka rzecz, jeśli mnie opuścisz)
but I do do feel that I do do will miss you much (Ale naprawdę, naprawdę czuję, że naprawdę, naprawdę będę tęsknić za Tobą.)
miss you much… (Tęskić za tobą.)

I’m a big big girl in a big big world (Jestem dużą, dużą dziewczyną żyjącą w wielkim, wielkim świecie. )
It’s not a big big thing if you leave me (Nie będzie to wielka, wielka rzecz, jeśli mnie opuścisz)
but I do do feel that I do do will miss you much (Ale naprawdę, naprawdę czuję, że naprawdę, naprawdę będę tęsknić za Tobą.)
miss you much… (Tęsknić za tobą.)

Gdy skończyła byłem poruszony jej wielkim talentem i słowami tej piosenki, nie myślałem, że zna takie teksty… Podszedłem do niej i położyłem się obok, nie wiedząc co mam robić milczałem. Kim nadal nie zwracała na mnie uwagi.
Dalszą część czytać przy tym.

 

Reszty słuchać przy tym, nie zwracając uwagi na teledysk…

-To było coś pięknego…- wyszeptałem i odwróciłem głowę w jej stronę.
-Wątpię… Nic nie jest piękne i nigdy nie będzie.- powiedziała nadal patrząc w niebo. -Świat nie jest sprawiedliwy. Zabiera nam osoby, które nie są niczemu winne a morderców, złodziei i psychopatów trzyma na tym świecie.- powiedziała ze łzami w oczach.
-Nie wszystko jest takie złe jak by się wydawało.- powiedziałem bardziej do siebie niż do niej.
-Hmm…-uśmiechnęła się z kpiną.- Mówi mi to osoba, której brat jest mordercą.- wiał od niej taki chłód i pogarda, że te słowa zabolały mnie jak nie jeden miecz, który ktoś wbija ci w klatkę piersiową.
-Tak i osoba, która straciła wiarę w prawdziwą i szczerą miłość po utracie dziewczyny a jednak odzyskała ją poznając jedną blondynkę, która zmieniła jej życie.- powiedziałem to i wstałem z zamiarem odejścia.

Oczami Kim.
Czy on właśnie mówił o mnie? Czy on naprawdę na nowo uwierzył w miłość po poznaniu mojej osoby? Czemu ja tracę wszystkich, na których mi zależy? Chciałam mu coś powiedzieć ale już go przy mnie nie było, kierował się w stronę „wyjścia”. Podniosłam się i zaczęłam biec za nim ile tylko miałam sił w nogach.
-Jack! Czekaj!- krzyczałam za nim ale on się nie zatrzymywał tylko przyspieszył kroku. Jak na złość zaczęło padać a moje włosy i całe ubranie stało się mokre. Nie zważając na przemoczony strój, buty i mokrą trawę  rzuciłam się w pogoń za Brewer’em. Byłam od niego jakiś metr gdy po prostu odbiłam się od ziemi.
-Łap mnie!- może i to głupie ale wiedziałam, że nie pozwoli mi upaść.

Oczami Jacka.
-Łap mnie!- krzyknął tak dobrze mi znany głos za mną. Odwróciłem się i w moich ramionach wylądowała blond piękność, której delikatne ciało było tak lodowate od deszczu, że cała się trzęsła. Jej przyspieszony oddech i przyspieszone serce świadczyły o tym, że biegłą. -Wiedziałam, że mnie złapiesz.-
-Nie dałbym ci upaść nie ważne co byś zrobiła zawsze będę przy tobie.- powiedziałem to co kazało mi serce. Blondynka przygryzła dolną wargę i popatrzyła na mnie.
-Wiesz, przypomniały mi się jedne twoje słowa.- zrobiła kredką przerwę by zaczerpnąć powietrza. – Nie pozwolę cię nikomu zranić… Choćbym musiał cię… zostawić. Wiec, że nawet gdy nie będziemy razem zawsze będę cię kochał. Z.A.W.S.Z.E. Pamiętaj o tym. Choćbym cię unikał, ranił i byłbym w stosunku do ciebie wredny to wiec, że cię kocham.- wyrecytowała moje słowa, które powiedziałem jej pierwszego dnia w Paryżu jak spała.
-Ty… Ty… Ty pamiętasz te słowa? Ale jak…?- byłem tak zdziwiony, że zapomniałem jak używa się języka.
-Cała ta sytuacja była dziwna.- powiedziała i zrobiła skupioną minę. Zaczęła mi to opowiadać, ale przerwałem jej dwoma słowami.
-Kocham cię.- po wypowiedzeniu tych słów musnąłem jej usta ledwie je dotykając. Dziewczyna popatrzyła na mnie i kilka razy zamrugała oczami a potem rzuciła mi się po raz drugi na szyję lecz tym razem wylądowaliśmy na miękkiej trawie.
-Ja też cię kocham!- powiedziała i pocałowała mnie namiętnie, oczywiście oddałem pocałunek ze zdwojoną siłom.
-Wiesz mam taki mały pomysł. Wyskoczysz gdzieś dzisiaj ze mną?- zapytałem z nadzieją w głosie.
-No wiesz…- zaczęła się zemną droczyć.
-No proszęęęę- powiedziałem przedłużając ostatnią literę aby zwiększyć efekt maślanych oczu.
-Nooooo niech ci będzie.- odpowiedziała z rogalem na twarzy. Leżeliśmy tak jeszcze przez dobre 15 min dopóki nie usłyszeliśmy jednego z najlepszych zdań na świecie.
-Stać jesteście zatrzymani pod zarzutem wtargnięcia na teren prywatny.- uśmiechnęliśmy się do siebie i ruszyliśmy biegiem w przeciwnym kierunku do policjanta. Wrzeszczał za nami jednak byliśmy pewni, że z tym basiorem nas nie dogoni i łatwo będzie mu zwiać. Przeskoczyliśmy przez ogrodzenie i automatycznie zaczęliśmy się śmiać. Ruszyliśmy ze splecionymi rękami alejkami parku.
-Dziękuję ci Jack.- powiedziała Kim wtulając się w mój tors.
-Za co mi dziękujesz?- zapytałem zdziwiony.
-Za to, że zostałeś ze mną…- wyszeptała.
-Ale nie ma za co!- powiedziałem stanowczo.
-Wiesz, że to nie prawda Jack. Gdyby nie t nie dałabym sobie rady z tą sytuacją. Gdyby nie ty nie miałabym siły, aby starać się o przypomnienie sobie chociaż malej części mojej przeszłości…-
-Tak, ale gdyby nie ja wszystko byś teraz pamiętała. To ja zabrałem cię do Paryża, to ja naraziłem was na niebezpieczeństwo ze strony Toma…-
-Kogo?- zapytała zdziwiona nastolatka.
-No tak ty nie pamiętasz mojego chorego psychicznie brata, który jest mordercą niewinnych ludzi…- powiedziałem to tak lekko jak tyko potrafiłem.
-Aaaaa…- powiedziała przerażona. -Masz… Bardzo… Yyyy… ciekawe rodzeństwo- oświadczyła starannie dobierając słowa.
-Ja go w ogolę nie znam. Poznałem go u dziadków, bo rodzice po małym nie istotnym incydencie oddali go do domu dziecka. Jak kiedyś zostawiliście nas samych wspominał, że mam siostrę, która odwróciła się od rodziców za wydziedziczenie jednego z dzieci ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć.- zamyśliłem się jak by mogłą wyglądać ta nieznajoma i tajemnicza dziewczyna.

Koniec słuchania piosenki

-Jack… Jacka… Halo…- doszły mnie wołania Jarry’ego? A co on tu robi. -No otrząsnął się…- wypowiedział te słowa z lekkim uśmiechem na twarzy. Rozejrzałem się aby zorientować się gdzie w ogóle doszliśmy. Całą paczką znajdowaliśmy się w dojo a wszyscy patrzyli się na mnie z zaciekawieniem.
-Co was tak ciekawi w mojej osobie?- zapytałem zdziwiony.
-Wiesz… Tak jakby nie kontaktowałeś ze światem żywych przez ok 10 min to się zaczęliśmy martwić. (wiem nie poprawnie gramatycznie)- powiedział tak szybko Latynos, że ledwie go zrozumiałem.
-Jarry skarbie może trochę bardziej logiczne zdanie co?- Grace upomniała chłopaka. -Np. Martwiliśmy się o ciebie bo nie kontaktowałeś ze światem przez ok. 10 minut.- skierował te słowa do mnie i Jarrey’ego, który nie ogarniał o co może jej chodzić. Wszyscy wybuchnęli śmiechem tylko nie Mrtinez.
-Ludzie otworzyli nowy akwapark idziemy?!- wykrzyknął ni z gruszki ni z pietruszki Eddie.
-My nie możemy mamy plany na wieczór.- powiedziała Kim, patrząc znacząco na moją skromną osobę, która obejmowała ją ręką w pasie.
-No stary powodzenia w łóżku!- wykrzyknął Jarry, a ja zmroziłem go wzrokiem tak samo jak Kim.
-Jeszcze jedno słowo Martinez a nie żyjesz.- powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
-Luzzzzzz. Tylko nie bij!- nastolatek wybiegł z piskiem a Grace postanowiła go trochę uspokoić swoim towarzystwem.
-My chętnie z tym idiotą pójdziemy na basen tylko wyślij mi godzinę i jesteśmy umówieni.- wykrzyknęła brunetka w stronę Eddie’go.
-Spoczko czekaj na SMS.- odkrzyknął chłopak.
-My też się piszemy.- powiedział Milton.
-No to widzimy się w akwapark Powodzenia na randce!- powiedział ostatnie słowa i starał się uciec jednak uniemożliwiły mu to szklane drzwi, których najwyraźniej nie zauwarzył.
-Taaa…- powiedziałem rozbawiony. -My też się zbieramy. Miłej zabawy.-
-Nawzajem.- odpowiedzieli chórem Milton i Julia. Wziąłem rękę blondynki w swoją i ruszyłem w stronę miejsca, które tak bardzo podobało się Kimi.
-Jack? Gdzie my idziemy?- zapytała się zdezorientowana.
-Musisz kogoś sobie przypomnieć.- powiedziałem stanowczo z lekkim uśmiechem. Po dotarciu na miejsce weszliśmy na niewielką łąkę, na której stało pięć koni: Salto, Moon, Klara, Demo Nocy i Miranda. Ostatnia klacz jak tylko zobaczyła blondynkę od razu do niej podbiegła i trąciła nosem tak aby wsadzić swój łeb pod ramię dziewczyny. Kim z uśmiechem na twarzy bardzo mocno się na czymś skupiała i chyba wiedziałem na czym.
-To…-
-Hej Miranda.- wyprzedziła mnie blondynka. -A tamten czarny to … Demon ale nie pamiętam ja mu było dalej.- powiedziała ze smutkiem w głosie nastolatka.
-I tak dużo sobie przypomniałaś. Nazywa się Damon Nocy, Salto to ten rudy arab, Klara to ta w ciapki a Moon to kuc o długiej rudej grzywie.- przedstawiłem wszystkich po kolei. -A to jest Tren mój psiak, który dzielnie mnie chronił przed tobą.- powiedziałem wspominając tamto zajście.
-Witaj psiaku. Nie mam ci za złe taj darmowej kąpieli w ziemi.- powiedziała z uśmiechem dziewczyna.
-To też pamiętasz?- zapytałem.
-Gdy tylko mnie tu przyprowadziłeś przypomniałam sobie każdą sytuację, która tutaj miała miejsce tylko znowu nad imionami musiałam pomyśleć.- odpowiedziała nadal się uśmiechając.
-To dobrze…- odpowiedziałem z ulgą w głosie. Posiedzieliśmy jeszcze trochę ze zwierzakami i poszliśmy spać tam gdzie poprzednio.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Oliva nie czytaj nawiasów.

Wiem, że rozdział do kitu i mogę go sobie wsadzić gdzieś, ale dzięki Olivi postanowiłam coś dla was napisać. Dziękuję też Siostrze Krwi za cenne uwago dotyczące mojego stylu pisania, mam nadzieję, że zastosuje je w swoim blogu. Mimo wszystko (brak weny, beznadziejny styl pisania, wymuszone rozdziały itp.) chciała bym się dowiedzieć z jaką liczbą rozdziałów mam zakończyć ten (dupiaty, beznadziejny,) cudowny blog. Mam nadzieję, że mi pomożecie i jednak wyrazicie swoją opinie na temat zakończenia i liczby notek. Pozdrawiam wasza Kath :*

P.S 2 400 słów króciutko ale na więcej mnie na razie nie stać. Przepraszam.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Brak motywacji i motywacja…

17 cze

Jak sam tytuł wskazuje (trochę zakręcone) mam motywację bo będę miała pasek, ale z drugiej strony miałam wypadek i nie umiem nic napisać ani się na niczym skupić… Jak mój stan po wypadku się poprawi obiecuje wstawić rozdział, który wynagrodzi wam moja kontuzję i lekki wstrząs mózgu (mam nadzieje). Widzimy się jak wydobrzeje. Całusy wasza Kath :***

image

P.S. Mam nadzieję, że mnie z patelni nie potraktujecie bo moja głowa i tak już jest w opłakanym stanie… =P

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział XIII – Życie nie może trwać wiecznie, ale miłość tak

15 cze

Obudziłam się w środku nocy. Nie wiedziałam co się dzieje i gdzie jestem, jednak po chwili przypomniałam sobie, że jestem w szpitalnej sali tak jak Jack. Chwila gdzie jest Jack? Popatrzyłam na łóżko obok mnie i doznałam szoku, ponieważ było ono puste. Gdzie on mógł pójść ze złamanym nosem? Może zgłodniał i udał się do kawiarenki, a może musiał się załatwić i znajdę go w toalecie? Tak to dobry pomysł by sprawdzić ten pokój, który o dziwo wygląda przerażająco w tym świetle… Zaczęłam podchodzić do drzwi, które prowadziły do pomieszczenia. Wyciągnęłam swoją trzęsącą się rękę w stronę złotej klamki i pociągnęłam ją. Drzwi zaskrzypiały z powodu niepewnego ruchu a ja odskoczyłam od nich momentalnie. Nie wiem czego się tak bałam, bo to tylko wejście do toalety… A jednak ten mały pokoik mnie przerażał, chociaż nie było w niej żywej duszy. Odetchnęłam z ulgą i wyszłam na korytarz aby znaleźć mojego „narzeczonego”. Kierowałam się w stronę kawiarni ale niestety nie musiałam iść daleko, ponieważ zobaczyłam go z jakąś brunetką. Niestety całowali się, jednak po chwili jej usta wylądowały na jego szyi. To nie był zwykły pocałunek. Ona piła jego krew! Skąd to wiem? Na przedramieniu, na białej bluzce widniała czerwoną plamę, która swe źródło miała przy ustach tej dziewczyny. Chwila czy Jack mi jej kiedyś nie opisywał? Kim myśl! Kurwa mać, no…. Ta amnezja mnie wykończy! (sorka za słownictwo)  Kim ona była? Kimś ważnym w przeszłości dla Jacka. Tak to na pewno ale jak się nazywała? Biłam się z myślami. Alicja? Nie! Amanda? Też nie. Mhmm jak ona się nazywała! Mój mózg pracował na pełnych obrotach! Mam Ania, była dziewczyna mojego chłopaka! Tylko, z tego co pamiętam nie wspominał, że jest wampirem! Ta cała Anna oderwała się od nastolatka i popatrzyła na mnie z kpiącym uśmiechem. Nie wiedziałam o co jej chodzi, ale po chwili się przekonałam. Jack otrząsnął się i spojrzał na mnie, gwałtownie odwracając swoją głowę. Popatrzyłam w jego, jeszcze do niedawna brązowe oczy i się przeraziłam. Jego tęczówki nie były tego pięknego koloru, który mnie hipnotyzował tylko, ostrej czerwieni, która kazała odwrócić wzrok. Jednak nadal patrzyłam w jego oczy. Popatrzył na mnie i spojrzał na całe moje ciało. Miałam wrażenie, że nie podziwia mojego stroju tylko to co sobą prezentuje. Co jak co ale gruba to ja nie jestem. Krótkie spodenki i obcisła bluzka podkreślały moje smukłe ciało, co wywołało u wampira nie lada zachwyt. W mgnieniu oka znalazł się przymnie przygważdżając mnie do najbliższej ściany. Nie miałam zielonego pojęcia co robić. Krzyczeć? Po co i tak nikt mnie nie usłyszy! Wiec? Nie ma sensu, przecież mnie dogoni a na dworze jest ciemno. Pozostało mi czekać na śmierć z ręki mojego ukochanego…

Oczami Jack’a!
Obudził mnie przeraźliwy wrzask dochodzący z sąsiedniego łóżka. Chwila co ja robię w sali szpitalnej i to w dodatku w sali Kimi? Tym razem moje obawy się potwierdziły i to krzyk mojej dziewczyny wyrwał mnie z mojego, cudnego snu. Nie wiedziałem czy mam ją budzić czy zostawić ale wiem, że nie mogę pozwolić jej tak cierpieć!
-Kim obudź się! Słyszysz?! Kimberly Crawford masz się natychmiast obudzić!!!- wrzeszczałem ale to nic nie dawało.

Oczami Kim.
Ten stwór przybliżał swoje usta coraz bliżej mojej szyi. Nic nie słyszałam ale widziałam, że coś do mnie mówi. Nie wiem jaki to miało mieć sens, przecież to coś co kiedyś moim chłopakiem chciało mnie zabić. Poczułam jak coś mną tarmosi i wtedy dotarł do mnie przeraźliwy krzyk. Ktoś mnie wołał. Odważyłam się otworzyć i zobaczyłam tą piękną czekoladkę, którą tak kochałam. Rzuciłam się na szyję chłopaka i mocno go do siebie przyciągnęłam, zapominając o opatrunku na złamanym nosie.
-Boże ty jesteś człowiekiem i nie chcesz mnie zabić razem z tą brunetką!!!- zaczęłam się strasznie cieszyć.
-Ałłłł. Kim miażdżysz mi mój złamany już nos!- powiedział i lekko mnie od siebie odsunął. – Czemu miał bym chcieć cię zabić?- zapytał zdziwiony.
-Bo ty byłeś wampirem i obściskiwałeś się z tą całą Anną gdy ona cię…- nie dane było mi skończyć.
-Czekaj. Śniła ci się moja była dziewczyna, o której ci po wypadku nie opowiadałem?- zapytał zdziwiony.
-No chyba tak. Miałam problem, żeby sobie przypomnieć kto to w ogóle jest ale dałam rade, jak zobaczyłam, że cię zmienia w wampira… A ty potem chciałeś mnie zabić, wypijając moją krew.- nie wytrzymałam i się rozpłakałam.
-Ciiii. To był tylko sen! Wampiry nie istnieją… Spokojnie, nigdy powtarzam nigdy cię nie skrzywdzę, słyszysz!- zaczął mówić bardzo poważnym tonem, co sprawiło, że mu uwierzyłam i postanowiłam zaufać.
-Byliśmy wtedy na korytarzu przy kawiarence…- mówiłam dalej, bo musiałam to komuś opowiedzieć.
-Taki sam motyw był w jednym z horrorów, który razem oglądaliśmy.- powiedział Jack. W tym samym momencie do mojej sali wszedł lekarz prowadzący,l.
-Cześć dzieciaki!- powiedział zapatrzony w kartki Edward. -Jak się czujecie?- powiedział odrywając wzrok od papierów. -A po co ja się w ogóle pytam? Kim przypomniałaś coś sobie?-
-Jak można to nazwać przypominaniem to tak.- spojrzałam znacząco na Jack’a. Chłopak w odpowiedzi uśmiechnął się i mocno mnie do siebie przytulił.
-Kimi miała sen, w którym byłem wampirem z moją byłą dziewczyną, którą sobie przypomniała z moich dawnych opowieści. Ta cała scena była wzięta z jednego z horrorów, który razem z przyjaciółmi kiedyś oglądaliśmy.- powiedział za mnie, bo wiedział co w tej chwili przeżywam.

Oczami Jack’a.
Lekarz popatrzył na nas ze zdziwieniem.
-To bardzo dobrze. To znaczy, że twój mózg walczy z amnezją! Szkoda tylko, że w koszmarach…- powiedział zwieszając głowę i notując coś na tych swoich karteczkach. -A u ciebie Jack co tam słychać? Boli cię nos?- pytanie skierował do mnie a ja oderwałem swój wzrok od Crawford i spojrzałem na niego.
-Tak jest ok, tylko Kimi mocniej mnie do siebie przyciągnęła i trochę boli.- wyżaliłem się z uśmiechem lekarzowi.
-Muszę cię niestety zabrać na prześwietlenie i zmianę opatrunku bo nie chcę cię martwić ale twój nos  krwawi…- powiedział lekarz. -Tylko teraz co dopiero krew przesiąknęła przez bandaż (pozdro dla siostry krwi, która zawsze się czepia szczegółów, których nie wyjaśniam). Przerażony wstałem z łóżka i pobiegłem do toalety. Spojrzałem w lustro i Edward niestety miał rację. Zabiję Jarry’ego jeśli go spotkam.
-Zgadzam się z panem. Trzeba to na nowo opatrzyć.- powiedziała Kim z lekkim przerażeniem.
-Nie martw się o mnie. Jestem nie do pokona…- nie dokończyłem bo zrobiło mi się słabo. I prawie upadłem na podłogę gdyby nie szybka reakcja lekarz i Kim, leżałbym plackiem na podłodze. Wpadłem prosto w ramiona blondynki a lekarz wziął mnie pod ramie i zaniósł do łóżka.
-Nawet ty możesz się słabo poczuć po utracie niezłej ilości krwi (wliczając wcześniejszą akcję z drzwiami stracił jej naprawdę sporo)- powiedział Edward.
-Jedź lepiej z tym lekarzem, bo chce cię jeszcze żywego zobaczyć.- powiedziała z lekkim uśmiechem Kim. Odwzajemniłem miły gest i ruszyłem z lekarzem, prowadzony na wózku do sali w której mieli mnie opatrzyć. Gdy już dotarły do pomieszczenia lekarz ułożył mnie na specjalnym krześle i zdjął stary opatrunek wrzucając go do czerwonego kosza.
-Dzisiaj obejdzie się bez narkozy ponieważ dostaniesz tylko znieczulenie miejscowe.- powiadom mnie Edward wyciągając opakowania strzykawkę z tajemniczym płyn. Domyśliłem się że jest to znieczulenie miejscowe o której wspominam wcześniej lekarz. Nie wiem czemu ale zawsze bałem się igieł więc idziemy razem nie obyło się bez strachu w moich oczach. Lekarz widząc moją minę lekko się uśmiechnął i popatrzył na urządzenie trzymane w twoich dłoniach.
-Nie martw się to aż tak nie boli żeby piszczeć jak mała dziewczynka więc mam nadzieję że okażesz się mężczyzną i nie będziesz krzyczał ze strachu.- powiedział z rozbawieniem Edward. Po patrzyłem na niego z dezorientację wściekłość się zarazem. Nie wiedziałem co może go tak bawić w moim lęku, przecież każde się czegoś boi. Jestem ciekaw co on by zrobił na moim miejscu gdyby posadzić go na krześle i przeżywa swoje najgorsza zmartwienia.
-Niech się pan nie martwi nie mam zamiaru się drzeć!- powiedziałem oschle w stronę lekarza. Gdy już było po wszystkim wróciłem do sali o której ujrzałem swoją dziewczynę opuszczoną naszymi przyjaciółmi. Nie wiedziałem co spowodowało tą nagłą wizytę. Popatrzyłem na Jarry’ego z mordem w oczach.
-Stary tylko spokojnie przyszedłem cię tylko przeprosić. Nie wiedziałem że ktoś stoi za drzwiami więc gwałtownie je otworzyłem. Naprawdę mi przykro.- powiedział chowając się za Grac i wyciągając ręce w obronnym geście.
- Na następny raz patrz jak leziesz i uważaj na drzwi, które kiedyś mogą cię tak samo potraktować.- powiedziałem bardzo poważnie a Latynos przeraził się tak mocno, że zaczął piszczeć na co Grace zareagowała momentalnie i przycisnęła mu swoją dłoń do jego ust. Cała nasza paczka zaczęła się śmiać i tarzać ze śmiechu. Siedziałem na wózku inwalidzkim i nie wiedziałem o co im wszystkim chodzi przecież mówiłem bardzo poważnie. Lekarze i pielęgniarki usadowienie mnie na łóżku obok mojej ukochanej i powiedzieli że mam się nie przemęczać. Nie wiedziałem po jakiego grzyba muszę siedzieć i się nie ruszać jeśli to zwykłe złamanie nos. Jednak po chwili zastanowienia widziałem że jednak nie chcę przeżywać tej igły jeszcze raz. Rozmawiać jeszcze z naszą paczką przez około dwie godziny dopóki nie przywieźli nam obiadu. Co jak co ale obiad mieli tutaj dobre. Dzisiaj akurat trafiłam się kurczak z modrą kapustą i ziemniakami które były polane sosem grzybowym.
-Smacznego.- powiedziałem Kim, której na sam widok przysmaku leciała ślinka.
-Ta ta. Nawzajem!- powiedziała jedząc już ziemniaki. Zapytacie skąd my mamy tak dobre i weryfikowane jedzenie? A to dlatego, że to szpital mojego ojca i wszyscy mnie tu znają. A po drugie gdyby ich szef dowiedział się, że jego syn je byle co, to by ich wywalił. Mój ojciec ma wiele szpitali na całym świecie a jednak wybrał takie małe Seaford, za co mu teraz dziękowałem. Zajadaliśmy się obiadem, gdy nagle Kim skończyła i zaczęła wpatrywać się we mnie swoimi oczkami.
-A ty co mi się tak przyglądasz co?- zapytałem ją nie odwracając wzroku od potrawy.
-Przypomniała mi się jedna mało istotna rzecz. Ty umiesz gotować nie?- zapytała się mnie tak strasznie niepewnie, że prawie się roześmiałem.
-Nie… Pff… jaki koleś umie gotować w tych czasach…- specjalnie zacząłem się jąkać i mówić strasznie wysokim głosem.
-Wiem, że robisz to specjalnie i mnie wkręcasz.- powiedziała patrząc mi w oczy i krzyżując ręce na piersi. -Obrażam się.- odwróciła się do mnie tyłem i patrzyła się w jeden punkt na ścianie.
-Nie obrażaj się skarbie. Wiesz, że to miał być żart-  powiedziałem wstając z łóżka i mocno obejmując ją w tali położyłem swój podbródek na jej ramieniu.
-Jeśli miał być to żart to nie śmieszny- obruszyła się a ja wiedziałem jak poprawić jej humor. Odwróciłem ją do siebie i delikatnie pocałowałem. Na usta dziewczyny mimowolnie wkradł się lekki uśmiech i rumieniec.
-To co pooglądamy coś? Z tego co widziałem Jarry przyniósł nam jakieś filmy, co ty na to?- zapytałem ją z szerokim uśmiechem.
-Ok. Zgadzam się ale pod jednym warunkiem.-
-No jakim…- spytałem się jak głupi.
-Żadnych horrorów.
-No ale…-
-Nie nie ma „ale”. Nie oglądam żadnych horrorów.- powiedziała pewnym siebie głosem. Nie miałęm wyjścia puściłem jakieś romansidło i zaczęliśmy oglądać ten przejmujący film. Czemu każda miłość w tych dramatach tak się kończy? Kim pod koniec się rozpłakała a ja tylko wywróciłem oczami i mocniej ją do siebie przyciągnąłem.
-Teraz moja kolej na film.- wybrałem film z Johnem Deppem. Oglądaliśmy z rozbawieniem tę komedię do puki nie zrobiła się 23:00 i obydwoje nie zasnęliśmy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ze specjalną dedykacją dla Olivi B.N, która potrafi zmotywować groźbami… Nie no ale dzięki za motywację. Zamiast siedzieć nad książkami napisałam dla ciebie rozdział, bo siostra coś ostatnio coraz częściej narzeka. Wiem, że rozdzał do kitu i o niczym ale nic nie poradze, iż nie mam weny. Przepraszam naprawde przepraszam za takie rozdziały, naprawdę się staram ale mi nie wychodzi. Ja niestety muszę uciekać się uczyć papa.

P.S. 1893 słowa.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Odchodzę =(

08 cze

Jak sam tytuł wskazuje, mam zamiar odejść! Tak, dobrze widzicie. Nie chodzi tutaj o to, że nie mam czytelników ani o małą popularność 2 blogów. Rozchodzi się bardziej o koniec roku i ostatnie tygodnie nauki. Nie mówię, że odchodzę na zawsze czy już nie wrócę, po prostu nie mam teraz czasu na pisanie. Moją decyzję, można poprzeć także brakiem weny. Niestety taka jest prawda… Nie mam czasu, weny, a na przeszkodzie stoi jeszcze chęć zdobycia paska, bo brakuje mi tylko jednego stopnia wyżej… Jestem pewna, że zamiast siostry i olivi nikt nie będzie czekał na dalsze losy tej historii mam na nią parę pomysłów ale nie wiem czy będę kontynuowała dalszą przygodę z pisaniem… Wiem, że te dwie moje dziewczyny mnie zabiją ale mam dla was pocieszenie, a tak naprawdę 2. Jedno z nich to : WAKACJE!!! A drugie to to zdjęcie zrobione przez moją siostrę. Bardzo was przepraszam i życzę miłych wakacji. Pamiętajcie, że zawszę szanuję wasze zdanie i bardzo was kocham. Mam nadzieję, że nie żegnam się z wami na zawsze.

IMG-20140608-WA0000

 

Arrivederci!!!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział XII – Niemożliwe staje się możliwe.

01 cze

Obudził mnie przeraźliwy krzyk, który nie wiedziałem do kogo należy. Rozglądałem się po pokoju szukając przyczyny tego przeraźliwego dźwięku. Kimi leżała na łóżku a jej usta przypominały prostą linę co świadczyło o tym, że to nie ona tak strasznie wrzeszczała. Wyszedłem na korytarz i moim oczom ukazała się brunetka, którą świetnie znałam, ale to nie możliwe żeby tu stała.
-Ania?!- krzyknąłem. Lekarze zwrócili mi uwagę, ale nie za bardzo się tym przejąłem, jednak nie chciałem obudzić Kim, więc z ciszyłem głos. -Ty nie żyjesz od 2 lat. Widziałem jak umierasz na tym łóżku w szpitalu. Byłem na twoim pogrzebie. Ty nie żyjesz! Słyszysz!?- mówiłem na jednym wdechu. Ona tu w ogóle nie stoi, bo nie żyje. Ona nie żyje i ja to wiem.
-Jack? A co ty tu… Jak ty to… Znaczy się… To nie tak. Ja żyje a tobie wciskali kit bo… bo…- nie umiała się wysłowić. -Inaczej. Ja ci wszystko wyjaśnię tylko musimy usiąść, bo na korytarzu nie wypada rozmawiać.- dokończyła swoją wypowiedz już spokojnym i opanowanym głosem.
-Dobra masz 5 min, bo muszę wracać do Kimi.- powiedziałem chłodno. Czy ja zwariowałem i gadam z duchem?
-Dobra to chodź do kawiarni, która jest na 1 piętrze.- powiedziała i ruszyła we wskazane miejsce a ja ruszyłem za nią. Nie byłem przekonany co do tej rozmowy, w końcu to moja była, martwa dziewczyna.
-No to od początku.- powiedziała jak już siedzieliśmy w kawiarni. -Ja nie umarłam. Znaczy się umarłam ale się obudziłam w kostnicy. Znalazł mnie lekarz, który odwoził swojego pacjenta. Na prośbę moich rodziców przenieśli mnie do innej sali i powiedzieli tobie, że nie żyję dla „mojego bezpieczeństwa”. Urządzili nawet ten pogrzeb i wynajęli aktorów, którzy będą grali moich bliskich.- powiedziała cały czas patrząc mi w oczy. -Chciałam cię znaleźć ale mi zabronili. Ja cię przepraszam.-
-Anka ja się przez ten cały czas o to obwiniałem a ty mnie przepraszasz?! Mogłaś chociaż zadzwonić! Wiesz co się ze mną stało?! Stałem się casanovą i to wszystko twoja wina!- wrzeszczałem po niej. Co ona sobie myśli, że wróci i wszystko się ułoży, że przeprosi i wszystko będzie OK?
-Jack zostań i nie zostawiaj mnie!- błagała.
-Nie mogę! Moje dziewczyna leży nieprzytomna sali i nie mam zamiaru jej zostawiać!- powiedziałem ze wściekłością i nie czekając na jej odpowiedź wyszedłem z kawiarenki kierując się do do białej sali, w której na łóżku leżała piękna blondynka. Gdy już dotarłem, usiadłem przy niej i ująłem jej drobną rączkę w swoje. Nie wiedziałem kiedy się obudzi ale wiedziałem, że nigdy jej nie zostawię tak jak jej obiecywałem już nie raz. Musi wiedzieć, że ją kocham. Patrzyłem tak na nią i przyglądałem się jej przepięknej twarzy, na której nie widziałem uśmiechu i nie mogłem dostrzec moich ukochanych brązowych oczu. Wpatrywałem się w nią i marzyłem o tym by się obudziła. Myślałem o słowach Anki i o Tomie. Nagle jej powieki się otwarły a kolor, który tak uwielbiałem sprawił, że cały smutek ulotnił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
-Cześć.- powiedziała i wpiła mi się w usta. Byłem tak zaszokowany, że odwzajemniłem jej pocałunek. Trwaliśmy tak przez paręnaście sekund ale wszystko co dobre się kiedyś kończy. -Może to głupie ale nie wiem kim jesteś, jednak wiem, że cię kocham i to uczucie jest silniejsze od świadomości, że cię nie pamiętam.- powiedziała z przerażeniem i miłością. -Nie pamiętam nic ale jak zobaczyłam twoje oczy coś we mnie pękło.- teraz już płakała. Zaszokowała mnie tymi słowami! Ona mnie nie pamięta ale kocha? Co to ma znaczyć? Nie wiem co mam robić ale wiem, że jej z tym samom nie zastawie.
-Ciiii…. Ja ci pomogę i wszystko sobie przypomnisz. Już nie płacz. Ciiii… spokojnie. Jesteś najsilniejszą dziewczyną jaką znam. Nigdy nie pozwalasz sobie czegoś wmówić nawet jak nie masz racji i zawsze walczysz. Tym razem też się nie poddasz!- powiedziałem do dziewczyny wtulonej w mój tors. Nadal płakała ale czułem, że starała się to powstrzymać. Zegarek na mojej ręce wskazywał godzinę 12:15 więc zaraz dostanie obiad i nabierze sił.
-Jak masz w ogóle na imię?- zapytała z lekkim wahaniem w głosie.
-Opowiem ci wszystko o mnie ok? Mam na imię Jack. Jack Brawer.- zacząłem jej opowiadać kim jestem, jak się poznaliśmy i jak znaleźliśmy się w Paryżu. Oczywiście nie zabrakło wzmianki o moim bracie, przyjaciołach i o wypadku. -No i w ten sposób trafiłaś tutaj.- podsumowałem swoją opowieść.
-A więc znam cię jakiś tydzień i jesteś moim chłopakiem. Mam też przyjaciół Graka, Jared’a, Matt’a, Julie i Edwarda? A moim lekarzem prowadzącym jest jakiś Eddy?- zapytała a ja zacząłem się śmiać.
-No prawie. Nasi przyjaciele nazywają się: Julia, Milton, Eddy, Jarry, Grace a lekarzem jest Edward! Pomieszałaś parę faktów ale jest dobrze.- nadal się śmiałem.
-Nie śmiej się! To nie jest zabawne nie pamiętać swoich przyjaciół, rodziny ani przeszłości.- mówiła z udawaną złością. Wiedziałem jednak że sama chce się z tej zaistniałej sytuacji. -Nie śmiej się Jeck!- powiedziała.
-Tylko, że ja się z niczego nie śmieję!- powiedział obruszony chłopak, który przed momentem wszedł do sali. Gdy go zobaczyłem momentalnie przestałem się śmiać. Chłopak podszedł do Crawford i chciał ją pocałować jednak ona szybko się odsunęła.
-Co ty wyprawiasz?! Ja cię nawet nie znam!- warknęła w jego stronę a na mojej twarzy zagościł wielki uśmiech. -Nie wiem kim jesteś ale pamiętam swoje uczucia a mój mózg wiąże je z osobami, które widzę i wiem, że za tobą nie przepadam.- mówiła tak lodowatym tonem, że zmroziło nawet mnie. Podszedłem do niej i obiłem ramieniem tak aby kuzynek się wkurzył, jednak na nim nie robiło to żadnego wrażenia. Kim cała się gotowała, więc z tego mogłem wywnioskować, że nieźle się przy nim hamowała przed wypadkiem, bo miałem wrażenie, że go lubi. Dziewczyna patrzyła to na mnie oczami pełnymi miłości i pożądania oraz na tego debila, a jej spojrzenie wyrażało niechęć i nienawiść. Bez chwili zastanowienia wpiła mi się w usta przewieszając sobie ręce przez moją szyję. Odwzajemniłem ten gest dwa razy większą siłą a moje dłonie wylądowały na jej talii. Nie zważaliśmy już na Jeck’a, gdyż dziewczyna chwyciła końcówkę mojej koszulko i pociągnęła do góry.
-Nie możemy… Jesteśmy w szpitalu.- powiedziałem, a raczej wykształciłem pomiędzy pocałunkami.
-Nie powiesz mi… Że tego nie chcesz…- mówiła identycznie jak ja. Nie czekając na moją odpowiedz zrzuciła ze mnie mój T-shirt. Nie mogłem się powstrzymać i moje ręce pieściły teraz jej uda. Jak ona mnie podniecała. Byłem już bez koszulko a Kim chciała sobie ściągnąć górną część piżamy.
-Nie masz… Nic pod… Spodem…- znowu tak mówiłem tylko teraz towarzyszyła temu lekka zadyszka.
-O to… Chyba… Chodzi, nie?- zapytała i zaczęła dobierać się do mojego paska od spodni. Żadna z jej części garderoby nie wylądowała obok nas. Gdy usłyszałem dźwięk rozpinanego paska opamiętałem się i odskoczyłem jak oparzony.
-Wybacza ale… Ale ja ci tego nie zrobię! Masz co dopiero 16 lat i masz przed sobą całe życie. Będą lepsi na moje miejsce.- mówiłem z wielkim bólem wypisanym na twarzy.
-Czemu mówisz tylko o mnie. Też masz 16 lat i całe życie. Co się stało?- zapytała a ja nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Prawdę czy skłamać? To moja dziewczyna muszę jej powiedzieć prawdę!
-Kim nie będę cię okłamywać. Już to robiłem przed wyjazdem tutaj. W New York’u była dziewczyna, której całowanie się nie wystarcza. Widzisz ja kiedyś byłem strasznym casanovą. Nie liczyłem się z uczuciami dziewczyn, bo bałem się, że skrzywdzę je tak samo jam skrzywdziłem Ankę, która, jak się teraz okazuje, nadal żyje. Mniejsza. Jak poznałem ciebie zdałem sobie sprawę z tego jaka miłość jest ważna w związkach. Ten „wypadek” zdarzył się tydzień przed przeprowadzką. Byłem lekko pijany i szedłem do domu jednak Flora szła za mną i cały czas starała się mnie zbajerować. Alkohol zrobił swoje i weszliśmy do luksusowego hotelu i wynajęliśmy ogromny pokój z wielkim łożem małżeńskim. Gdy już się ta nasza zabawa skończyła, ubrałem się i wyszedłem kierując się do mojego domu. Jak się rano obudziłem doszedłem do wniosku, który był zapisany w jednej z książek z cyklu „Akademia Wampirów”.
„Jeśli kogoś kochasz, możesz znaleźć się w dowolnym miejscu, a i tak będziesz niewiarygodnie szczęśliwy. jeśli nie kochasz, nie zmieni tego najwspanialsze łoże w najbardziej luksusowym hotelu.” Gdy poznałem ciebie mój świat zwariował i stał się zupełnie inny. To po tej wpadce zdałem sobie sprawę, że nie jestem dobrą osobą i się zmieniłem. Tego nawet ty nie wiedziałaś. Bałem ci się o tym powiedzieć.- zwiesiłem głowę i ruszyłem w stronę drzwi. -Jak nie będziesz chciała mnie znać zrozumiem.- już miałem nacisnąć klamkę ale coś a raczej ktoś mnie wyprzedził, ponieważ drzwi otworzyły się z impetem rozbijając mi przy okazji nos. -Cholera! Uważaj jak le… Jarry?- trzymałem się za krwawiące miejsce. Kim znalazła się przy mnie momentalnie i chwyciła moje ręce tak aby mogła ocenić szkody.
-Ty idziesz po lekarz, najlepiej chirurga. Ty pomagasz mi go tam dać! Szybki, ruszaj się!- wykrzyknęła.
-Spokojnie Kim już pędzie- powiedział przestraszony Latynos i pędem wyszedł wywracając przy okazji stolik. -A ty co? Będziesz się tak gapił czy mi w końcu pomożesz?!- darła się po Eddy’m
- Ona was nie pamięta! Rozpoznaje uczucia jakie darzyła do danej osoby i nic więcej!- wytłumaczyłem już leżąc na łóżku. Idealnie w tym samym momencie przybiegł lekarz i ocenił mój stan.
-Nic mu nie będzie. Trzeba tylko założyć opatrunek i ładnie wszystko mu się zrośnie. Na szczęście nie jest to poważne złamanie i nie zostanie po nim ani śladu, więc nasz kolega zachowa swoją piękną twarzyczkę i będzie wyglądał identycznie jak przed wypadkiem.- po tych słowach odetchnąłem z wielką ulgą. Mój nosek będzie cały jakie szczęście!
-Ile będę musiał ten opatrunek nosić?- zapytałem z przeżarzeniem w głosie. Ja tak długo z czymś na nosie nie wytrzymam.
-Nie martw się z 2 do 3 tygodni.-
-ILE?????- nie mogłęm uwierzyć. Za twa tygodnie koncert a ja mam mieć coś białego przyklejonego do twarzy? Zabije Jarry’ego, zapłaci mi za to!
-Z 2-3 tygodnie- powtórzył lekarz.
-Ale ja tyle nie wytrzymam. To jakiś żart prawda?- zapytałem z nutką nadziei.
-Niestety nie za bardzo.- a jednak nadzieja matką głupich. Czemu to zawsze mnie spotyka? Na samym początku Tom, potem Kimi, jakby tego było mało to jeszcze Anka, a teraz nos? Co jeszcze, nogę złamię albo się poślizgnę na schodach i zabiję? Boże co ja ci zrobiłem?
-Jeck…- Kim nie dokończyła.
-Jack!- poprawili ją przyjaciele.
-Ej nie czepiajcie się jej ma prawo nie pamiętać!- obroniłem Crawford.
-Nie mają racje, muszą mi przypominać bo inaczej nie odzyskam pamięci. No ale wracając. Jack idź z lekarzem do gabinetu niech ci to coś opatrzy, a jak wrócisz postaramy się coś zrobić z moją amnezją, bo to się zaczyna robić denerwujące.- powiedziała patrząc mi prosto w oczy.
-Ale ja nie chcę cię zostawiać…- powiedziałem robiąc oczy zbitego psa.
-Nie mam mowy! Idziesz to opatrzyć i to bez dyskusji!- wtrącił się Milton.
-On ma racje! To wygląda pasku..- Jarry nie dokończył bo zemdlał, przez co nie chcę widzieć swojego odbicia.
-Noooo dobraaaa toooo jaaaa lepiejjjjj pójdęęęęę toooo opatrzyćććć.- powiedziałem przedłużając ostatnie litery. Dochodziła 14:30, więc jeszcze trochę czasu mam aby to coś na mojej twarzy naprawić i skoczyć do domu po album ze zdjęciami, może to coś da w sprawie amnezji Kim.
-Zapraszam pana za mną.- powiedział lekarz wychodząc z pokoju. Posłałem znajomym smutne spojrzenie i wyszedłem. W tym samym czasie do pokoju wbiegły pielęgniarki i jeden lekarz. Edward znając życie poszedł zobaczyć co tam z Kim a pielęgniarki po Jarry,ego, mam nadzieję że nic mu nie jest. Wszedłem do białego pomieszczenia i usiadłem na dziwnym fotelu. Lekarz bez słowa wyjął strzykawkę z jakimś płynem i chciał mi ją wbić w ramię.
-Co pan robi?- powiedziałem z przerażeniem patrząc na igłę.
-Jak mam ci nastawić nos wolałbym abyś był pod narkozą, bo inaczej będziesz tu wrzeszczał i darł się wniebogłosy. Wybieraj co wolisz: ból i myśl, że zaraz zginiesz czy przyjemny sen?- zapytał lekarz a ja nie mogąc nic z siebie wykrztusić pokazałem podbródkiem strzykawkę. Lekarz nie zważając na moje przerażenie wbił mi przedmiot w ręką a ja po paru sekundach odpłynąłem.

Oczami Kim!
Nie wiem co się ze mną dzieje. Wszystko zapomniałam, nic nie pamiętam. Rodziny, przyjaciół, wrogów. Umiem tylko przypisać uczucia do danych osób, przez co potrafię rozróżnić kto jest moim przyjacielem a kto nie. To wszystko co mogę zrobić. Po wyjściu Jack’a poczułam się nieswojo w gronie osób, których nie znałam. Jak by tego było mało do sali weszły 3 pielęgniarki i lekarz. Kobiety w białych fartuchach zajęły się nieprzytomnym chłopakiem na ziemi a mężczyzna podszedł do mnie tak samo jak reszta nieznajomych tylko jedna dziewczyna została przy nastolatku, który zemdlał.
-Jestem pańskim lekarzem prowadzącym i nazywam się…-
-Tak wiem Edward. Jack mi mówił, tak samo jak o was ale nie potrafię przypomnieć sobie waszych imion…- powiedziałam spokojnie zwieszając głowę. Było mi trochę głupio nie pamiętać własnych przyjaciół.
-Tego się obawiałem – amnezja. Miejmy nadzieję, że pamięć ci wróci i przypomnisz sobie kim jesteś.- odpowiedział lekarz.
-Umiem tylko przypisać uczuci do danych osób. Wiem kogo lubię, kocham i nienawidzę to dobrze?- nie wiedziałam co to znaczy, więc się zapytałam.
-Tak! To nawet wspaniały znak. Twój mózg walczy i stara się uporządkować informacje, którymi dysponuje. To wielki plus i szansa na odzyskanie pamięci.- ta informacja mnie ucieszyła tak bardzo, że momentalnie zapomniała o bolącej głowie i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. -Lepiej zostawię was samych. Oni pomogą ci odzyskać wspomnienia.- mówiąc to Edward pokazał na nastolatki stojące przy moim łóżku. Ta dziewczyna, która pomagała tamtemu chłopakowi, który zemdlał też tam stałą jednak nastolatka nigdzie nie było.
-Ty nas nie pamiętasz, prawda?- zapytała brunetka ze łzami w oczach.
-Nie wiem kim jesteście, ale zdaję sobie sprawę z tego, że jesteście dla mnie bardzo ważni!- powiedziałam wstając znowu z łóżka i mocno ją do siebie przytulając. Gdy trzymałam ją w swoich ramionach miałam dziwne uczucie, tak jak bym to kiedyś przeżyła. -Ty mas na imię Grace, prawda?- nagle sobie przypomniałam jej imię, przynajmniej tak mi się wydaje.
-Tak, Jack ci powiedział?- zapytała.
-Coś tam wspominał ale nie pamiętam za bardzo co o was mówił, przypomniałam sobie twoje imię jak się do siebie przytuliłyśmy.- byłam z siebie dumna. Kolejny krok do przypomnienia sobie kim jestem. -Nie pamiętam nawet kim są moi rodzice, gdzie mieszkam, ile mam lat, którego dzisiaj jest ani takich podstaw.- powiedziałam patrząc na przyjaciół, których nawet nie znałam.
-My ci pomożemy, bo nigdy cię nie zostawialiśmy i teraz też tego nie zrobimy!- powiedziała druga dziewczyna obejmowana w pasie przez rudzielca.
-Ja jestem Milton a to jest Julia, moje dziewczyna. Znasz mnie od małego a Julię poznałaś 2 lata temu i pomogłaś nam się umówić.- powiedział chłopak i przedstawił mi jeszcze parę faktów z mojego życia.
-A ja cię chciałam przeprosić, bo to moja wina, że tu trafiłaś.Gdyby nie ten głupi pom…-
-Z tego co słyszałam to świetnie się bawiłam, więc za co mnie przepraszasz? To tylko zabawa, a przecież nikt nie przypuszczał, że tak to się skończ, więc nie masz mnie za co przepraszać Grace. Ej a tak w ogóle to co to za chłopak, który leżał na ziemi nieprzytomny i uderzył Jec, znaczy się Jacka drzwiami?- zapytałam poprawiając imię mojego chłopaka. To jest niemożliwe, żebym znała go tylko tydzień a tak bardzo go kochała. Ciekawe czy się boi tego lekarza, hehehe.
-A… Hehehe to jest Jarry taki nasz przygłup.- powiedział Milton, za co zaraz dostał od Grace po głowie.
-I jej chłopak…- wyjaśniła mi Julia na ucho. Gadaliśmy jeszcze przez moment, aż do pokoju nie wszedł Edward i nie powiedział, że moi przyjaciele muszą już iść. No tak wybiła 21:15 a oni tu jeszcze byli, nie dziwię się, że ich wygonił. Wszyscy razem tworzymy mieszanką wybuchową.
-Proszę pana?- zwróciłam się do lekarz.
-Mów mi Edward, nie lubię jak ktoś do mnie mówi Proszę pana, czuję się tak staro a mam 26 lat.- powiedział z uśmiecham na twarzy.
-Dobrze prosz… Edwardzie (Edłordzie, tylko nie wiedziałam jak to zapisać. Ktoś wie?) -Co z tym chłopakiem, który uderzył mojego narzeczonego drzwiami?- zapamiętałam, że Jack mówił mi, że musiał powiedzieć lekarzom, iż jestem jego narzeczoną, bo inaczej nie poinformowaliby go o moim stanie i nie pozwolili przebywać całą noc przy mnie. Uważam, że z tym nocowaniem to przesadził ale nie chciał tego słuchać.
-Zostanie u nas jeszcze jeden dzień, a co do twojego narzeczonego to…- nie dokończył bo drzwi się otworzyły i wepchali do pomieszczenia łóżko, na którym leżał mój ukochany. -To zostanie u nas dopóki, się nie obudzi i nie skończymy robić mu badań, więc jakieś 5 dni.- powiedział lekarz.
-Ale my musimy wrócić do Seforde… czy jakoś tak, nie pamiętam.- speszyłam się i spuściłam głowę, bo zapomniałam nazwy własnego miasta,w którym się wychowywałam.
-Seaford. Tak wiem, dzwoniłem już do rodziców tego chłopaka i powiedzieli, że nie ma problemu, a wasi przyjaciele zostaną do czasu, aż nie wyjdziecie ze szpitala u dziadków Jack’a. Może być?- zapytał lekarz. Ja tylko pokiwałam głową i pożegnałam się z Edward’em, który zgodził się złączyć łóżko mojego chłopaka i moje tak abym mogła trzymać go za rękę a nawet na nim leżeć. Wtuliłam się w klatkę piersiową Jack’a i zasnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dobra, będę szczera. Ten rozdział nie podoba mi się w ogóle. Pisałam go 10 razy a i tak nie przypadł mi do gustu. Zdjęcia obiecałam wczoraj ale brakujące dostałam wczoraj trochę późno. Więc powinny pojawić się dzisiaj. Na prośbę Olivii B.N założyłam nowego bloga na blog-spocie. Gdyby ktoś chciał mi łaskawie udzielić lekcji związanej ze zmienieniem wyglądu i ogólnym ogarnięciem tego portalu nie miała bym nic przeciwko… I oto nasz cudny nowy blog, ciekawe jak wam się spodoba.

P.S. Rozdział ma 2833 słowa. A i przypominam o 5 kom.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Odskocznia I + Wracam z Włoch

30 maj

Jak zawsze rano wstałem i skierowałem się do łazienki. Standard każdego dnia! Wstaje, ubieram się, jadę na plan, pracuje do pozna a potem idę spać na 5 godzin i tak w kolko! Jestem Jack i jestem aktorem filmowym. Nie mam za wielu przyjaciół, ponieważ nie mam na to czasu i nie chce nikogo ranić! Aktualnie pracuje na planie filmy pt. „Chłopaki nie płaczą ale dziewczyny tak” (wiem dziwny tytuł anie nie mam pomysłu na nic innego). Tam poznałem Kimberly Crawford i innych ciekawych ludzi! Dziewczyna gra moją dziewczynę a moich rodziców Elena Gilbert i Damon Salvatore! Znam też Dymitra Bielikov i Rose Hathaway oni za to wcielają się w rodziców mojego serialowego przyjaciela. Rodzicami
„mojej” dziewczyny są Rebekha Mikelson i Matt Donovan. W rzeczywistości jestem zwykłym chłopakiem o wielu ciekawych problemach. Moi rodzice nie żyją od 2 lat, więc zajmuje się mną mój wujek Rudy, który jest właścicielem wytwórni filmowej, która mnie wypromowała. Od śmierci rodziców ludzie nazywają mnie zwykłym dupkiem i casanovą, a co ciekawe tak jest! Codziennie mam nową dziewczynę a moi mottem jest: „zaliczyć i zostawić”. Jestem sławnym aktorem i muszę być z czegoś znany a to nie wymaga wielkiej pracy jak np. promowanie ochrony środowiska! Jestem przystojny i wszystkie laski się do mnie kleją! Byłem już z Miley Cyrus, Selene Gomez oraz wieloma innymi sławami! Ten film daje mi kolejną szansę na poznanie nowych dziewczyn! Kim jest moją nową ofiarom! Jest nowa w tym biznesie, ponieważ pierwszy raz w czymś zagra. Nie powiem jest ładna ale w ogóle nie zna się na zdobywaniu fanów i marketingu! Trzeba się wyróżniać a z jej nieśmiałością i niewinnością oraz grzecznym ubiorem nic nie zdziała! Ta dziewczyna musi się zmienić inaczej ten film będzie totalną klapom!
Ruszyłem do wytwórni i nie zdziwił mnie tłum fotografów i moich fanek. To 3 dzień zdjęć. Gdy wjeżdżałem na parking wytwórni myślałem że wszyscy rzucą się na mnie jednak doznałem szoku. Za mną wjechała Kim z Grace jej filmową siostrą a w rzeczywistości jej przyjaciółką! Nikt nie zwracał na mnie uwagi!!! Jestem dupkiem, więc powiem to co mi leży na sercu!
-Ja tu też jestem!!!- wydarłem się na całe gardło. -One są nowe i wzbudzają takie zainteresowanie? Powiem wam coś ciekawego!!! Ich sława minie a mija zostanie wieczna!- wkurzyłem się, bo robię wszystko by zwrócić na siebie uwagę a oni interesują się jakimiś nowicjuszkami, które nie odznaczają się od nikogo! Moje rozmyślenia rozwiał melodyjny głos, który już gdzieś kiedyś słyszałem, tylko do kogo on należy?!
-Jack?- pytał tajemniczy głos.
-Możemy pogadać, bo nie zależy mi na wrogach w tym biznesie!- odwróciłem się i zobaczyłem Kim. Lekko podniosła wtedy głos co zwróciło uwagę fotoreporterów… No i oto mi chodziło! Trzeba to wykorzystać, niech zapamiętają, że ze mną się nie zadziera!
-Uuu… Wielka gwiazda się odezwała!- wrzeszczałem po niej jak po przedmiocie. -Nie znasz się na tym fachu!!! Nie wiesz, że w tym biznesie trzeba być twardym! Jesteś temu wszystkiemu przeciwieństwem. Reporterzy po pewnym czasie nie zostawią na tobie suchej nitki co sprawi, że staniesz się zdzirowatą jędzą, która nie przejmuje się niczym! Po pewnym czasie twoi rodzice zginą a ty się totalnie załamiesz i będziesz sobie wciskać kit, że nie masz czasu na przyjaciół a prawda jest zupełnie inna!- nie mogłem pohamować złości. Teraz już wiem czemu jej tak nie lubiłem! Ona przypomina mi mnie z przed wypadku przez co nie chciałem aby jej przytrafiło to samo co mi! Trzeba to skończyć boleśnie! -Nie nadajesz się do tej roboty, bo uwierz prędzej czy później nie będziesz miłą i niewinną Kim, staniesz się potworem którym ja też się stałem!- nie wierze ja to powiedziałem.
-Założę się, że psa traktujesz lepiej od niej!- wtrącił się Damon do naszej ostrej wymiany zdań. -Zasługuje na trochę wiary! Jest zdolną dziewczyną poradzi sobie.- mówił jak zwykle opanowany. Popatrzyłem w oczy Kim, co jednak nie było zbyt mądre. Zatonąłem w jej złoto-brązowych oczach i nie mogłem odwrócić spojrzenia!
-Zgaduje, że to ciebie spotkał ten straszny los, który mi… znaczy się nam opowiedziałeś. Wolałabym pogadać jednak na osobności, bo tu jest za dużo światków i zrobią z tego aferę.- mówiła bardzo cicho.
-A niech robią! Co cię to obchodzi i tak napiszą tylko o moim nieodpowiednim zachowaniu a o tobie wspomną jako o „niewinnej dziewczynie zaatakowanej przez zazdrosnego dupka” zakład?!!!- dalej się darłem.
-Dość tego! Tak być nie może!- tym razem zabrał głos Dymitr.
-Kotek ale się tak fajnie zapowiadało!- wtrąciła Rosa.
-Roza wiesz przecież że on mógł by jej zrobić krzywdę! On jest do tego zdolny!- Dymitr szedł w zaparte.
-No uwierz mu! Nie znasz tego gościa a ja owszem. Ostatnio jak się tak wkurzył to wylądowałem w szpitalu ze złamaną ręką i nogą oraz podejrzeniem krwotoku wewnętrznego.- wtrącił Matt. No super teraz będzie mnie jeszcze miała za wariata, który powinien się leczyć.
-A ja tam go popieram. Patrzcie co media mu zrobiły. Znam go od małego. Nigdy taki nie był! Nigdy nie krzywdził innym chyba że ktoś wyżywałem się na słabszych. Zawsze bronił poszkodowanych. To po śmierci rodziców jak stał się gwiazdą tak się zmienił!- wtrąciła Elena. No tak jest moją kuzynką i zawsze będzie mnie bronić. Poszła by za mną w ogień.
-On mi nic nie zrobi!- powiedziała pewnie Crawford. -Chyba…- to dodała tak cicho, że tylko ja to słyszałem i wtedy coś do mnie dotarło. Oni mieli mnie za potwora, który mógł by pobić niewinnego… Kim ja się stałem przez ostatnie 2 lata? Dziewczyna zbliżała się do mnie coraz bliżej a ja nadal patrzyłem jej w oczy. Stanęła może 20 cm ode mnie i patrzyła na mnie zaciekawiona. Nie wytrzymałem i chwyciłem ją w tali i mocno przytuliłem. Nie chodziło tutaj o spełnienie wcześniej obiecanej sobie obiecanej misji, coś mnie w tej dziewczynie do niej przyciągało. Tuliłem ją bardzo mocno ale po chwili coś wzięło we mnie górę. Odkleiłem się od niej i chwyciłem jej drobną główkę w swoje ręce. Przybliżyłem się i delikatnie lecz z czułością ją pocałowałem. Nie słyszałem nic. Liczyła się tylko ona nikt i nic innego. Mimo lekkiego szoku blondynka oddała pocałunek. Gdy to zrobiła nasze języki zaczęły walczyć o dominację. Jej ręce opadły na moją szyję a ciało przylegało do mojego idealnie. Pozwoliłem by to ona miała zaszczyt penetrować moje podniebienie swoim językiem. Przez cały ten czas moje serce biło jak oszalałe, oddech przyspieszył, na skórze pojawiła się gęsia skórka a w żołądku działo się coś zupełnie innego! Po dobrych 10 min odkleiliśmy się od siebie. Patrzyłem jej w oczy z zafascynowaniem i … miłością. Tak to była miłość. Ta dziewczyna mnie totalnie odmieniła. Ej chwila ona mnie odmieniła! Nie tak być nie może! Puściłem ją i wbiegłem jak torpeda do studia a następnie do swojej garderoby. Muszę sobie to wszystko przemyśleć. Ja Jack Brewer nigdy nie byłem zakochany w jakikolwiek dziewczynie ale co ja poradzę, że jej uśmiech sprawia, że świat się zatrzymuje, że jej oczy mnie hipnotyzują. A jak pomyślę o jej włosach… Nie stop! Koniec, nie mogę o niej myśleć! Pamiętaj Jack: „zaliczyć i zostawić”. To jest twoje motto a nie: „pokochać i zostać na zawszę”. Ogar facet, ogar!

Oczami Kim!
Wybiegł tak po prostu do studia zostawiając mnie samą! Jak on mógł? Przez jeden ułamek sekundy widziałam w jego oczach miłość. Czystą i prawdziwą miłość, jednak to uczucie ulotniło się a na jego miejsce pojawiło się to jego lodowate i mrożące krew w żyłach spojrzenie.
-No tego to się po nim nie spodziewałam!- wykrzyknęła zaskoczona Rosa.
-Miłość potrafi zaskoczyć wszystkich!- powiedział Damon obejmując mocno Elke i całując namoętnie w usta. To samo zrobił Dymitr z Roza. Nie mogłam na to patrzeć, więc skierowałam się do firmy. Jednka w drzwiach natknęłam się na…

Oczami Jack’a!
Co ja najlepszego zrobiłem!? Zostawiłem dziewczynę, którą jako pierwszą pokochałem na środku parkingu z grupką paparazzi! Jaki ja jestem głupi. Wybiegłem z garderoby i kierowałam się do wyjścia. Gdy otworzyłem drzwi do pomieszczenia wpadła jakaś dziewczyna. Gdyby nie mój refleks leżałaby sobie plackiem na ziemi. Chwila ja znam ten zapach, te włosy, te oczy!
-Kim?- wydukałem.
-Nie ta debilka co zostawiłeś ją pomiędzy fotoreporterami.- gadała wściekła. Gadała by dalej gdyby nie moje usta na jej. Całowałem ją namiętnie i z wielką pasją. Teraz doszedłem do wniosku, że od samego początku ją polubiłem tylko denerwował mnie w niej ta pewność siebie i delikatność.
-Prze… Przepr… Przepraszam!- wydukałem, ponieważ było to trudniejsze niż myślałem. Nigdy za nic nie przepraszałem, gdyż zawsze myślałem, że wszystko mi się należy!
-Za co?- zapytała z chytrym uśmiechem.
-Za wszystko! Uświadomiłem sobie, że jesteś i zawsze byłaś dla mnie kimś więcej niż zwykłą dziewczyną tylko nie chciałem abyś stała się taka jak ja!- mówiłem coraz bardziej wściekły, ale nie na nią tylko na siebie! Jak ja mogłem tego nie dostrzec!
-Spokojnie! Tylko się nie denerwuj.- powiedziała dotykając mojego paliczka wewnętrzną częścią dłoni. Jej dotyk zadziałał na mnie kojąco. Nigdy czegoś takiego nie czułem, to tak jakby zabrała wszystkie moje smutki.
-Zostajesz moją dziewczyną?- zapytałem z nadzieją w głosie.
-Dobrze. Nie mam nic przeciwko.- i rzuciła mi się na szyję. Jednak nie utrzymałem się na nogach i runęliśmy na ziemię. Śmialiśmy i całowaliśmy się na przemian

20 lat później
Teraz jest moją żoną i mamy 2 dzieci! Z ekipą z planu utrzymujemy dalej kontakt i naprawdę się polubiliśmy. Wszyscy są bardzo szczęśliwi. Damon i Elena wyszli za siebie i wyjechali. Mają córeczkę Kornelie. O dziwo mała jest strasznie podobna do taty. Te same oczy i kształt twarzy jednak włosy odziedziczyła po mamie czego niestety o charakterze nie można powiedzieć. Zawsze ma cięty język i wie co powiedzieć. Mała ma 16 lat. No tak ta mała nie jest już taka malutka. Pannica z niej niezła. Dymitr i Rosa mają bliźniaki i są po ślubie na Hawajach. Chłopaki są identyczne. Tym razem też podobnie do tatusia. Jednak jeden ma charakterek po mamie a drugi po tacie. Naprawdę dobrze się razem dopełniają jako bracia. Co do nas jak już wspomniałem mamy 2 dzieci Demi i Stana! Dziewczynka ma blond włosy po mamie i urodę bardzo ją przypomina, jednak charakter ma mój. A z chłopakiem na odwrót. Z wyglądu cały ja, jednak jak z nim chwile porozmawiasz masz wrażenie, że rozmawiasz z Kim. Nasz zawód się nie zmienił! Nadal gramy w filmach jednak rzadziej niż kiedyś. Żyjemy na uboczu i nie wtrącamy się w jakieś niepotrzebne spory. Czasem pomagamy Elce i Damonowi w ratowaniu środowiska. Mam nadzieje, że nasze życie będzie takie idealnie do końca naszego istnienia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I oto tak prezentuje się pierwsza odskocznia na tym blogu. Chciałam z tego zrobić zapowiedz nowego bloga bo taki miałam pomysł, jednak chyba by nie wypalił. Mam parę pomysłów na nowego bloga ale nie wiem czy mam się w to pakować. Tu i tak mnie mało kto czyta więc… No nieważne jak chcecie coś w tym rodzaju zobaczyć na innym blogu dajcie znać to coś wykombinuje. Rozdział napisałam w drodze do hoteli, wiec z góry przepraszam, że pojawia się on tak późno ale chciałam popoprawiać błędy. Zdjęcia z Włoch znajdziecie na tej stronie.  obiecałam je po przyjeździe i oto są.(dodam z opóźnieniem bo siostra musi mi wysłać z Mirabilandii) Całusy Kath :*

P.S. Odskocznia ma 1815 słów. Szkoda, że ostatni wpis skomentowała tylko jedna osoba. No ale cóż takie życie. Zar na wozie raz pod wozem…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział XI – Nareszcie poznali prawdę!

25 maj

Ranek był koszmarny, ponieważ za oknem padał deszcz a w pokoju panował mrok! Jeszcze na dodatek ktoś dobijał mi się do drzwi! Kurde jest 8:00, wcześniej się nie dało?
-Kto tam?- zapytałam zaspanym i opanowanym głosem.
-To ja Julia a ze mną jest Grace! Otworzysz?- zapytała dziewczyna. Z niechęcią wyszłam z łóżka i skierowałam się do drzwi i otworzyłam je na oścież tak aby przyjaciółki mogły spokojnie wejść.
-Nooo ja też chce taki pokój! Nieźle się wstawiłaś!- zaczęła piszczeć Grace!
-Opanuj się to tylko pokój, nic więcej! Po co przyszłyście? Zmęczona jestem i chciałabym jeszcze smacznie pospać!- popatrzyłam na nie z żalem i złością wymalowaną na twarzy!
-Easy! Chcemy pogadać! Wiemy, że ty wiesz, który z nich jest prawdziwy! Czemu nie chcesz nam tego powiedzieć?- zapytała Grace nad wyraz spokojnie.
-Bo wiem, że jeden z nich jest seryjnym mordercą i wymorduje wszystkich, którzy o tym wiedzą!- też powiedziałam bardzo spokojnie ale stanowczo. -Myślicie, że nie chce go pocałować, że nie chce rzucić mu się na szyję i powiedzieć, że go przepraszam oraz kocham? Myślicie, że mi jest łatwo?- prawie się popłakałam ale dałam radę się powstrzymać. Teraz patrzyłam na dziewczyny, do których chyba doszło co mam na myśli, bo przyglądały mi się z nieobecnym wzrokiem.
-Dobra, masz rację! Przepraszamy, już nie będziemy się pytać ok? To musi być dla ciebie trudne! Chcesz o tym pogadać?- wypowiadała się na ten temat Julia. No tak! Zawsze spokojna, opanowana i kochana Julia musi się o wszystkich martwić. Jaka ona jest słodka. Milton mimo wszystko też taki jest. Obydwoje się o wszystkich martwią i troszczą, jak oni do siebie pasują.
-Nie, dzięki za troskę ale muszę się z tym zmierzyć sama!- powiedziałam podchodząc do dziewczyn i mocno je do siebie przytulając.
-To co???- zaczęła Grace. -Bitwa na poduszki!!!- wrzasnęła rzucając w zaskoczoną Julię misiem.

miś

-Ej!!! Co ja ci zrobiłam!?- wrzasnęła z bananem na ustach dziewczyna! Chwyciła moją poduszkę i wymierzyła cios, który trafił ją w twarz. Postanowiłam się przyłączyć! Wzięłam wcześniej rzuconego misia i wycelowałam w Grace. Dziewczyna nie spodziewała się tego, wiec po raz kolejny dostała po twarzy. Z Julią przybiłyśmy sobie piątkę.
-A więc tak się bawimy! Jarryyyyyyyyy!!! Pomocyyyyyy!!! W pokoju Kimmmmm!!!- darła się brunetka. Latynos po nie całej sekundzie wparował do mojego pokoju i z przerażeniem w oczach popatrzył się na swoją dziewczynę. Ta tylko lekko się do niego uśmiechnęła i podała mu poduszkę. Chłopak popatrzył na nią zdezorientowany.
-Co się tak gapisz? Rzucaj w nie!- darła się moja przyjaciółka. My w tym czasie schowałyśmy się za drzwiami do łazienki. Jarry nie czekając na dalsze rozkazy swojej dziewczyny pobiegł w stronę pomieszczenia przeznaczonego do higieny, przez co oberwał nie raz poduszką! Nie zważając na „śmiertelne” pociski brunet mknął dalej. Gdy już dotarł chwycił dwie koleżanki i wyniósł za drzwi toalety. Grace nie czekając ani chwili wycelowała w przyjaciółki. Niestety poduszka zamiast trawić dziewczyny, wylądowała na podbrzuszu chłopaka.
-Ja ci tu pomagam a ty mnie z poduszek traktujesz? No, no, no, tak być nie może!- pozostawił swoje wcześniejsze ofiary i ruszył na brunetkę z chytrym uśmiechem na twarzy. Szykuje się niezła zabawa. Po jakiś dobrych 5 minutach nikt nie miał sprzymierzeńców a do zabawy przyłączył się Milton. Nie chcieliśmy zapraszać braci, bo wiedzieliśmy, że to oznacza koniec zabawy! Stałam jak ofiara losu na środku pokoju i patrzyłam się do koła. Nikogo nie widziałam! Gdzie oni się podziali? I wtedy poczułam, że lecę. Spadam w dół i nic nie mogę zrobić. Po chwili nastaje ciemność!

Oczami Grace!
Mieliśmy plan, który musiał się udać! Kim stała jak ofiara czekająca na pożarcie, więc czemu tego nie wykorzystać. Gdy się odwróciła wszyscy razem rzuciliśmy poduszkami. Tego, że upadnie nikt się nie spodziewał! Przecież to tylko poduszki! Gdy na dywanie zobaczyłam pełno krwi, przestraszyłam się nie na żarty!
-Jezu! Kim!!! KIM!!!! KIMBERLY!!!!- podbiegłam do niej i  zaczęłam ją wołać ale to nic nie dawało! Do pokoju za to wparowali bliźniacy nie wahali się ani chwili i obydwoje podbiegli do nieprzytomnej dziewczyny. Jej blond włosy zmieniły barwę na czerwony a policzki pobladły. Nic nie słyszała, liczyła się tylko ona. Widziałam jednak, że Milton rozmawia przez telefon a Julia wychodzi z pokoju. Ja za to poczułam, że głowa mi opada! Jedyne co zobaczyłam to przerażona mina Jarry’ego, który chwycił mnie w ostatniej chwili.

Oczami Juli!
Biegłam ile sił w nogach, by znaleźć chociaż babcie Władzię! Automatycznie skierowałam się do kuchni i nie pomyliłam się. Staruszka stała przy blacie i wyrabiała jakieś ciasto.
-Lubicie pierniki? Bo ja je teraz robię i…-
-Kim miała wypadek! Leży cała we krwi w swoim pokoju! Wszyscy tam są! Karetka jest wezwana ale nie możemy tam być sami! Tam są bliźniaki!- zaczęłam mówić zdaniami pojedynczymi a nigdy mi się to nie zdarzało! Co myśmy najlepszego zrobili!?
-Chodź trzeba tam iść!- kobieta zaczęła szybko iść. Już miała wchodzić po schodach gdy nagle rozbrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi. Kobieta bez zastanowienia otworzyła i moim oczom ukazali się sanitariusze.
-My do Panny…-
-Na górze! Szybko nie ma czasu!- zaczęłam wrzeszczeć. Medycy nie czekając na zaproszenie pobiegli za mną. Biegłam przez korytarz potykając się o własne nogi! Niestety nie była za dobra z w-f.
- To tu!- wskazałam na drzwi przed sobą. Lekarze weszli do środka zostawiając je otwarte. Jeden z braci trzymał głowę na swoich kolanach a drugi był skuwany w kajdanki przez policję? Co tu się stało jak mnie nie było? Grace leży nieprzytomna na łóżku, jeden z braci w kajdankach, drugi bez koszulki cały we krwi, Jarry z przerażeniem w oczach, a Milton blady jak ściana!

Oczami Jack’a!
Gdy usłyszałem przeraźliwy krzyk Grace, która wołała Kim po imieniu wiedziałem, że coś się stało! Wybiegłem z pokoju i nie zważając na docinki mojego braciszka biegłem (nie za mało powiedziane ja leciałem ) przez korytarza. Gdy dotarłem otworzyłem gwałtownie drzwi i moim oczom ukazała się blond piękność w kałuży krwi. Grace płakała i ledwie się trzymała, Milton trzymał telefon a Julia się nad czymś zastanawiała. Przez sekundę parzyłem na nich a potem doskoczyłem do Kim niestety mój brat zrobił to samo! Mniejsza o niego.
-Grace nic jej nie będzie słyszysz!?- darłem się do niej bo wiedziałem, że się obwinia. Ona mnie jednak nie słyszała albo udawała, że nie słyszy. Julia w tym czasie wybiegła jak torpeda z pokoju, a brunetka zemdlała. Na całe szczęście złapał ją Latynos!
-Połóż ją na łóżku Jarry to z powodu adrenaliny. Milton co mamy robić?!- zapytałem jak już skończył rozmowę.
-Starać się zatamować krwawienie!- powiedział rudzielec. Zdjąłem swój podkoszulek i chciałem podłożyć go pod głowę Kimi jednak czyjaś ręka mnie powstrzymała.
-Myślisz, że pozwolę ci ją uratować?- zapytał spokojnie Tom. To jego nazywali Robertem tylko tym razem nie mieli zielonego pojęcia, który z nas był prawdziwy, bo nie miałem bransoletki.
-Odwal się! Tu nie chodzi o nasze układy i rodzinę tylko o nią!- wskazałem na dziewczynę. -Co ona ci zrobiła? Nic nie wiem czemu ci zależy zniszczyć moje życie le wiem, że jej skrzywdzić ci nie dam!- wrzeszczałem po nim wyrywając swój łokieć z jego uścisku. Popatrzyłem na Miltona już dzwonił na policję a Jarry wszystko nagrywał na telefon trzymając Grace.
-Mylisz się! Ona ma dużo wspólnego z moją zemstą! Zakochałeś się i jest dla ciebie  wszystkim a ja zniszczę wszystko co daje ci szczęście! O mam pomysł zacznę od tego rudzielca!- nie wiadomo z kąt wyciągnął broń i wycelował w odwróconego do okna chłopaka. Nadal rozmawiał z policją. -No wybieraj! Ona czy on! Kto ma zginąć?- nadal mówił bardzo spokojnie!
-Jesteś chory!!! Żaden z nich!- w tym momencie wybiłem mu broń z ręki za pomocą wykopu z pół obrotu. W ten sposób zacząłem walkę o życie wszystkich w tym pokoju! Wiedziałem, że brat ma bombę umieszczoną w budynku i wiem, że nie zawaha się jej użyć! Powaliłem go po paru nie znanych jemu chwytach! Leżał na ziemi z rozbitym łukiem brwiowym i rozwalonym nosem! Przeniosłem wzrok na przyjaciół: rudzielec zdał sobie sprawę, że przed momentem mógłby nie żyć i był cały blady, Jarry głaskał nadal nieprzytomną Grace po włosach, a moja Kimi leżała na ziemi w jeszcze większej kałużkę krwi z twarzą bladą jak ściana! Podbiegłem do niej i położyłem sobie jej głowę na moich kolanach tak aby koszulka którą trzymałem przylegała do jej rany. Po paru minutach do pokoju wparowała policja. Nie byłem w stanie zdawać im relacji z tego zajścia i Jarry o tym wiedział, bo podał im swoją komórkę na której było wszystko nagrane. Funkcjonariusze oglądali film z wielkim skupieniem i notowali coś w swoich zeszycikach. Przeniosłem wzrok na Kim. Wyłączyłem się! Nie słyszałem co się dzieje i nie obchodziło mnie to. Liczy się tylko ona!
-Będzie dobrze! Nic ci nie będzie! Nie możesz umrzeć!- mówiłem do niej ale przy okazji pocieszając siebie! Po 5 minutach ktoś mnie zaczął od niej odciągać! Protestowałem, wyrywałem ale to nic nie dawało.
-Chłopcze musisz dać lekarzom pracować!- i wtedy zrozumiałem co się dzieje. Patrzyłem cały czas na blondynkę, która była wynoszona na noszach z pokoju.
-Jadę do szpitala!- powiedziałem i wybiegł.
-Jack! Czekaj! Jedziemy z tobą!- krzyczał Milton ciągnąc za sobą Julie.
-Ok ale jak zaraz tam nie będę to się źle skończy!- pobiegliśmy do garażu i wsiedliśmy do mojego żółtego porsche.

Z mojej własnej kolekcji!

Z mojej własnej kolekcji!

Po 5 minutach jazdy byłem na miejscu, a zapomniałem – byliśmy! Przez całą drogę siedzieli cicho, więc chyba miałem prawo nie? Skupiałem się na drodze bo jechanie takim autem 200 na godzinę po zwykłych drogach nie należy do najprostszych zadań. Wysiadłem z auta zamykając za sobą drzwi i cały samochód. Wbiegłem do recepcji i nie patrząc na zdziwione spojrzenia innych podszedłem do pielęgniarki, która stała za ladą.
-Co się panu stało?!- zapytała z rozszerzonymi oczami. Wyglądała jak by jej gałki oczne miały zaraz wylecieć. Popatrzyłem na siebie i zdałem sobie sprawę o co jej chodziło. Byłem bez koszulki a mój tors był cały we krwi. Nie mówiąc o spodniach które lepiej nie wyglądały.
-Ja w sprawie dziewczyny do, której należy ta krew i to nie jest żart. Przyjechała do tego szpitala. Wiem może pani gdzie ona jest?- zapytałem grzecznie z nutką strachu w głosie.
-Chyba chodzi ci o panią Crawford, prawda?- pokiwałem tylko głową. -Z tego co mi wiadomo, jest teraz na sali operacyjnej.- powiedziała ze stoickim spokojem kobieta. Jak ona mogła być spokojna?! Moja Kimi jest operowana i nie wiadomo co z nią będzie! Jak by tego było mało, nasi przyjaciele gdzieś zniknęli! -Uspokój się chłopcze! Nic jej nie będzie, ponieważ operuje ją świetny doktor. Na 10 operacji tylko 1 mu się nie udaje.- powiedziała pewna siebie pielęgniarka! I to mnie miało pocieszyć? Jak tak to dziękuję bardzo!
-Ej Jack! Trzymaj!- krzyknął rudzielec rzucając mi torbę. -Tam masz prysznic!- wskazał na jakieś drzwi.
-Nie chcesz chyba by Kim cię zobaczyła w takim stanie, co?- wtrąciła się Julia.
-Z kąt macie moje ciuchy, przecież jechaliście ze mną?
-My je tu przywieźliśmy!- powiedziała Grace. -Myślisz, że bym tu nie przyjechała? To wszystko moja wina i muszę ją za to przeprosić!- mówiła ze łzami w oczach Grace.
-Nie mów tak! To była tylko zabawa, więc nikt nie mógł przypuszczać, że tak to się skończy! Jestem pewien, że nie będzie miała ci tego za złe.- powiedziałem i chciałem ją przytulić ale ona się tylko odsunęła.
-Jesteś cały brudny lepiej idź się umyj!- powiedziała z uśmiechem, który śmiesznie wyglądał, ponieważ nadal płakała.
-No tak masz rację!- zaśmiałem się i skierowałem do toalety. Gdy już się umyłem i ubrałem wyszedłem i skierowałem się w stronę przyjaciół.

5 godzin później!Siedziałem i czekałem przed salą operacyjną! Najgorsza była myśl, że nic nie mogę zrobić! A co jeśli ona umrze? Co jak jej nigdy już nie zobaczę? Co jak się nie dowie o mnie? Co jak myślała, że to Tom jest mną? Za dużo pytań, na które nie znałem odpowiedzi! Jest 17:00 a ja nadal czekam, co prawda są obok mnie moi przyjaciele. Siedziałem tak może jeszcze dobre 15 minut szukając odpowiedzi na nurtujące mnie pytania aż tu nagle zza biały drzwi z napisem „Sala Operacyjna! Wstęp wzbroniony!” wyszedł lekarz w zielonym ubraniu! Poderwałem się z miejsca na jego widok, co nieco go zdziwiło jednak po chwili wahania podszedł do nas!
-Wy jesteście kimś z rodziny Kimberly?- zapytał stanowczym głosem.
-Ja jestem narzeczonym liczy się?-  wiedziałem, że niczego się nie dowiem jak powiem, że jestem jej chłopakiem. Jarry chciał coś powiedzieć ale Grace zrozumiała o co mi chodzi i zamknęła mu usta lekkim pocałunkiem. Lekarz popatrzył na mnie krzywo! NO tak mamy po 16 lat i już zaręczeni?
-No to zapraszam pana…- nie wiedział jak mnie nazwać.
-Jack, Jack Brewer.- przedstawiłem się grzecznie.
-Miło, więc Jack pójdzie ze mną a wy idźcie do domu bo już jest późno a na zobaczenie Kim nie macie co liczyć.- powiedział miło a zarazem stanowczo lekarz. Zaprosił mnie gestem dłoni do swojego gabinetu i nakazał usiąść na przeciwko niego. -Jestem Edward (Edłord) Smish i jestem lekarzem prowadzącym pańskiej młodej narzeczonej. Nie będę owijał w bawełnę! Jej życiu nic nie zagraża ale nie wiemy czy nie będzie miała tymczasowej amnezji po wypadku! Widzi pan, uderzyła się naprawdę mocno i z wielkim trudem opanowaliśmy krwawieni! Ta operacja nie należała do najprostszych. Jeśli będzie chciał pan zobaczyć Kim nie mam nic przeciwko temu i może pan nawet zostawać na noc ale nikomu innemu na to nie pozwalam!- skończył swój monolog Edward.
-Dobrze. Mam nadzieje, że jednak nie będzie miała zaniku pamięci! Czy mogę ją teraz zobaczyć i u niej zostać?- zapytałem niepewnie.
-Naturalnie! Sala 343, drugie piętro!- powiedział. Podziękowałem i skierowałem się do windy. Gdy już byłem na odpowiednim piętrze znalazłem drzwi i wszedłem bez pukania. Na szpitalnym łóżku leżała moja Kimi, cała i zdrowa! Na swojej małej główne miała opatrunek, który dodawał jej w tej chwili powagi.
-Nigdy cię nie zostawię nawet jak nie będziesz mnie pamiętała!- powiedziałem z przekonaniem w głosie. Położyłem głowę na jej ręce i zasnąłem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A oto kolejny rozdział! Wiem, że amnezja jet często spotykana ale nikt nie wie czy będzie ją miała nie? Tak wiem i przepraszam, że sprawa bliźniaków się tak szybko rozwiązała ale pisałam ten rozdział z myślą o zakończeniu i tylko końcówkę lekko zmieniłam. To teraz krótka przerwa bo o 17:30 muszę już być na zbiórce. Rzymie nadchodzę!!! Chciałam podziękować osobą które wchodzą tutaj za ponad 1000 wejść. Rozdział dedykuję osobą, które grożą mi śmiercią jak usunę tego bloga! Dzięki za wsparcie wasza na zawsze Kath :*

P.S. 2 346 słów

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział X – Kto mówi prawdę?

20 maj

Obudziłam się rano, bardzo zmęczona ale nie za bardzo się tym przejęłam. Miała ważne plany na dzisiaj. Nikt mi nie chciał wierzyć, że Jack to nie Jack! Dzisiaj się to zmieni. Jak widać tajemniczego gościa nie było w moim pokoju i lepiej żeby tak zostało. Plan na dzisiaj? Przyłapać oszusta! Najpierw trzeba się dowiedzieć co kombinuję i czemu niszczy nam życie? Dobra jest 5:00 nad ranem. Chwila co? 5 nad ranem a ja już nie śpię? Ok to jest lekko dziwne ale cóż mam więcej czasu do przygotowania mojej tajnej misji! Najpierw trzeba znaleźć mojego Jack’a ale tego prawdziwego. Zacznę od łazienki no bo tam ostatnio go widziałam! Weszłam do pomieszczenia i doznałam szoku! Wszystko jest jak wcześniej! Nic a nic się nie zmieniło! Boże to gdzie ja go mam szukać? Chwila coś tu jest inaczej tylko co? Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zauważyłam mała a jednak ważna różnica. Szyb wentylacyjna a raczej klapa oddzielającą go od pomieszczenia była lekko przesunięta. Dzięki bogu, że zawsze miałam pamięć fotograficzną. I co teraz? Iść wentylacją? Nie to nie ma sensu i tak czy siak go nie znajdę! Jest za dużo skrętów, zakrętów i skrzyżowań, pogubiła bym się na stówę. Tak go nie zhnajdę! Nie mogę szukać go sama! Trzeba poprosić kogoś o pomoc! Może Jeck’a? Nie on odmówi za bardzo się z Jack’iem nie na widzą! Zostali moi bliscy przyjaciele, którzy mi nie wierzą oraz dziadkowie mojego chłopaka! Najpierw pogadam z Grace i Jarry’m mam nadzieję, że mi pomogą. Na samym początku trzeba się przebrać i chwilę poczekać, bo przecież nie pójdę do nich o 5 nad ranem i nie powiem: ” Hejka pobudka man sprawę! Musicie mi pomóc bo muszę znaleźć Jack’a ale tego prawdziwego”. To by było absurdalne i dziwne. Pomijając fakt, że Jarry by nie ogarnął o co chodzi. No nic mam czas do 9:00 bo wtedy wszyscy idą na śniadanie! Muszę się w końcu ubrać! Co by na siebie włożyć. Nie sukienka w granatowe paski odpada, ten zestaw też nie jest odpowiedni. Muszę wybrać coś wygodnego i luźnego bo czeka mnie dzień pełen szlajania się bóg jeden wie gdzie! Ooooo! Mam! Nareszcie znalazłam strój! Może nie jest idealny do tajnych misji ale na pewno nie będzie wzbudzał podejrzeń. Mała czerwona torebka nie będzie mi zawadzań a pomieści telefon i inne potrzebne rzeczy! Ciemne spodnie nie ubrudzą się a koszulka jest luźna i wygodna! Trampki fajnie wyglądają i zawsze sprawdzają się w każdej sytuacji! Mam nadzieje, że dam radę, bo zależy mi strasznie na Jack’u. Drzwi do pokoju się otworzyły i zobaczyłam bruneta w potarganej koszulce i bólem wypisanym na twarzy? Fajnie teraz to Jack czy ten cały Tom?
-Jack? To ty?- zero reakcji. Nastolatek ledwie trzyma się na nogach a ja się pytam czy to on? Ogarnij się Kim! Podbiegłam do chłopaka i mocno chwyciłam opierając sobie jego głowę o swoje ramię. Chłopak momentalnie się o mnie oparł i lekko pocałował w policzek. Tak to jest mój Jack na pewno! -Skarbie połóż się a ja pójdę do naszych przyjaciół.- już miałam schodzić z łóżka ale powstrzymała mnie czyjaś ręka, która chwyciła mnie stanowczo ale delikatnie za łokieć.
-Ja wiem co ten drań ci zrobił!- wysapał z bólem wypisanym na twarzy. -I nie daruje mu tego za żadne skarby świata.- nadal ten ton, nadal to ciężkie przełykanie śliny pomiędzy słowami i nadal to cierpienie w oczach.
-Ej spokojnie! Musisz odpoczywać zadzwonię po lekarza, bo wyglądasz koszmarnie!- otwierałam już usta żeby coś powiedzieć ale nie dane było mi wykrztusić ani jednego słowa.
-Nie nic mi nie jest, naprawdę.- po tych słowach zaczął podnosić się na łokciach jedyne co usłyszałam to przeraźliwy jęk wydobywający się z ust mojego ukochanego. -Widzisz wstałem i nie potrzebuje lekarza!- powiedział z lekkim grymasem na twarzy. Nie, co ja mówię wielkim grymasem bólu.
-Tak właśnie widzę jak nic cię NIC NIE boli i jak NIE jęczysz z bólu.- odpowiedziałam chłopakowi akcentując niektóre słowa. Podeszłam do Jack’a i obejmując go w pasie zaprowadziłam do łóżka. -Ty, wariacie, masz odpoczywać do przyjazdu lekarza i nie ma dyskusji. Ja idę znaleźć przyjaciół i tego drugiego ciebie!- „pożałuje sukinsyn, że się urodził” ale to już dodałam sobie w myślach.
-A po co nasi przyjaciele?- zapytał z nutką przerażenia w głosie.
-Tak na wszelki wypadek jakbym nie wytrzymała i doszło do rękoczynów!- na moje słowa lekko mu mina zrzedła. -Spokojnie mam czarny pas dam sobie radę. Nic mi nie będzie!-
-Ty nie wiesz, że on ma czarny pas III stopnia. Kim III!!! Nie dasz rady! Patrz co on mi zrobił! Z tobą będzie 300 razy gorzej! Proszę cię nie idź tam! Nie możesz nigdy sobie nie wybaczę jak coś ci się stanie! Słyszysz nigdy!-
-Spokojnie nic mi nie będzie!- tym razem to ja mu przerwałam. Mam nadzieje, że moje słowa brzmiały wiarygodnie. Szczerze mówiąc sama w nie nie wierzyłam a tym bardziej Jack.
-Musisz mi obiecać, że nic a nic z tym nie będziesz robić! Zgoda?- czy on stawia warunki? No genialnie!
-Obiecać ci nie mogę ale się postaram, ok?-
-Nie Kim masz się w to nie wtrącać! To sprawa między mną a nim i moimi rodzicami. Błagam cię Kim zostaw to w spokoju! Proszę.- tym razem nie podniósł głosu tylko go ściszał tak jakby miało się coś stać.
-Jack ja nie…- zatkał mi usta ręką. Co to ma znaczyć? Przybliżył sobie palec do ust i wstał z łóżka. Podążał chwiejnym krokiem do naszej ogromniej szafy. Myślałam, że chce się przebrać ale on rozwiał moje wątpliwości wchodząc do niej i chowając się za moimi sukienkami! W tej chwili drzwi się otworzyły a ja skierowałam wzrok na osobę, która jak burza wpadła do pomieszczenia! Coooo? Nie to nie możliwe! Co on tu robi?
-Boże Kimi on ci nic nie zrobił! Jesteś cała i zdrowa. Matko jak ja się o ciebie ba…- dałam mu nieźle w twarz. Ten dupek ma jeszcze czelność grać mojego ukochanego?  Co on sobie wyobraża, że się nie dowiem co zrobił Jack’owi? O nie, chrzanić plan! A złoję mu dupę tu i teraz! Co z tego, że ma czarny pas III stopnia! – Za co to było Kim?-
-Przestań udawać Jack’a! Biedak ledwo się trzyma na nogach. Jest cały poturbowany! Co ty sobie wyobrażasz? Nie możesz go cały czas prześladować! Jesteś idiotom, żeby najpierw porywać mojego chłopaka a potem go  pobić do nieprzytomności?- pojedyncza łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Nie nie mogę płakać! To oznaka słabości! Weź się w garść! -Co on ci zrobił? Co ja ci zrobiłam? Co myśmy ci zrobili?- zadawałam kolejne pytania. Miałam ich tak dużo!
-No tak! Ten debil tu był i mu uwierzyłaś, że jest tym poturbowanym mną! Jezu mogłam się tego po nim spodziewać!- mówił bardziej do siebie niż do mnie. – Kim ten koleś co do ciebie przyszedł to nie Jack! Ja jestem twoim chłopakiem! Słyszysz ja nim jestem!- w tym momencie chłopak wpił mi się gwałtownie w usta! Chciałam go odepchnąć ale ten smak, ten dotyk, to ciepło sprawiło, że nie potrafiłam tego zrobić! W tym samym czasie z szafy wyszedł drugi Jack z miną zbitego psa.

3060947029_1_5_UNPq7HIv
-Co tu się dzieje?- zapytał poturbowany chłopak.
-Jack to nie tak…-
-Jaki Jack? To nie żaden Jack! Ja jestem twoim chłopakiem!- wykrzyknął zdrowy nastolatek.
-Ty? Nie rozbawiaj mnie! Nazwałeś ją suką i dałeś jej w twarz na basenie! Jesteś nienormalny i niebezpieczny!-
-Co ty jej zrobiłeś? Dałeś jej w twarz? Zapłacisz za to słyszysz!- w tym momencie brunet doskoczył do swojego rozmówcy i powalił go na ziemię! Zaskoczony chłopak upadł z hukiem na ziemię, nie zdążył się jeszcze otrząsnąć a brunet, który mnie pocałował usiadł na niego i zaczął okładać go okładać pięściami po poturbowanej twarzy. Chłopak leżący na podłodze próbował się bronić ale nie za bardzo mu to wychodziło. Jedno zabandażowane przeze mnie ręce na nic się nie przydały. Brązowooki siedzący na chłopaku sprawiał mu coraz większy ból.  Nie mogłam się na to patrzeć, czas to przerwać.
-Zostaw go! To ty mnie uderzyłeś i wyzywałeś czego ty od niego chcesz? Jeśli byłbyś prawdziwym Jack’iem nie zrobił byś mu tego, nigdy!- powiedziałam do chłopaka, który starał się opanować złość.
-Przez cały dzień trzymali mnie gdzieś zamkniętego w piwnicy! Dobrze, że bawiłem się tam w dzieciństwie bo znam wszystkie tajne przejścia w tym domu. Wracając! Walnął cię w twarz i wyzywał. Jak by tego było mało teraz ci nagadał, że to on jest mną a co gorsza ty mu wierzysz! On mi cię odebrał a ty mi mówisz, że nic się nie stało i mam mu nie robić krzywdy?- wrzeszczał po mnie. Patrzyłam w jego czekoladowe oczy i zobaczyłam  w nich szczerość, złość i żal… Nie wiedziałam czy to na prawdę on bo u drugiego zobaczyłam te same uczucia.
-Kim komu wierzysz? Temu idiocie czy mi?- zapytał leżący jeszcze na ziemi chłopak.
-Ja nie wiem… Ja po prostu nie wiem…- w tej chwili weszli wszyscy moi znajomi.
-Boże co tu się stało?- Grace podbiegła do mnie i mocno mnie do siebie przytuliła.
-Nic… Jack i … Jack się pokłócili. Jeden z nich to Tom a drugi Jack. To tom mnie wczoraj uderzył i wyzywał.- powiedziałam patrząc na bliźniaków.
-To, który z was to Jack?- zapytał Jarry. Czy on mnie nie słuchał?
-Ja- powiedzieli obydwoje. -Nie bo ja. Przestań mnie papugować! Idiota!-
-Przestańcie! To nie ma sensu!  I tak do niczego nie dojdziemy w ten sposób!- powiedział spokojnie lecz stanowczo Krupnik.
-On ma racje! Słuchajcie mam pomysł! Zostaną obydwoje w tym pokoju a Kim dostanie nowy. Jest tu tyle, że na pewno się jakiś znajdzie! Przez ten czas ty będziesz Kamil- Julia wskazała na stojącego brata -A ty Robert- tym razem popatrzyła na po obitego nastolatka. -Nasz Kamil dostanie bransoletkę Kim, żeby was można było rozróżnić. Przez pewien okres macie zachowywać się normalnie. Po waszym zachowani dojdziemy, który to który. Zgoda?- zapytała się nas Julia.
-Zgoda!- powiedzieli wszyscy chórem.
-A teraz się zbierajcie trzeba iść zjeść jest 9:15.- powiedziała Grace.
-Idźcie ja muszę z Jac.. Znaczy się Kamilem i Robertem pogadać!- powiedziałam.
-Spoko? Dasz sobie radę?- zapytał mnie z troską w głosie Jarry! Chwila on coś mądrego powiedział? -Bo wiesz mogę zostawić z tobą Pannę Różyczkę!- no i oczywiście czar prysł. Nasz nieogarnięty i kochający jednorożce Jarry wrócił!
-Spokojnie to tylko dwóch chłopaków!- powiedziałam bardzo przekonująco!
-Dobra czekamy na was w stołówce!- wykrzyknęła Grace. Po wyjściu z naszego pokoju zaczęłam rozmowę.
-Dobra Robert idzie się ogarnąć a z tobą muszę pogadać!- rozkazałam poważnym tonem. Chyba lekko się mnie przestraszyli bo od razu zrobili to co kazałam. Robert poszedł do łazienki a ja zostałam sam na sam z Kamilem. Dobra trzeba działać. Przysunęłam się bliżej i pocałowałam mojego „więźnia”. O dziwo oddał pocałunek momentalnie. Uwagi zostawię dla siebie! Oderwaliśmy się od siebie a on popatrzył w moje oczy! Nic nie mówił tylko patrzył. Po jakiś 5 min wyszedł Robert.
-Teraz ty idziesz się ogarnąć no chyba, że chcesz iść e tych potarganych rzeczach?- powiedziałam do mojego niedoszłego rozmówcy. On bez słowa poszedł po ubrania i wszedł do łazienki.-A ty mnie pocałuj! Należy ci się nagroda za wyzwolenie!- powiedziałam.
-Ja nie mogę! Musisz najpierw zdecydować i wybrać, który z nas mówi prawdę!- tego się nie spodziewałam. No cóż nie będę narzekać.
-To przynajmniej mnie przytul!.- stwierdziłam rozkładając ręce na boki. Chłopak podszedł do mnie i mocno przytulił. I co ja mam myśleć, który z nich to mój Jack? Mam problem. Po wyjściu Kamila ruszyliśmy na stołówkę i usiedliśmy na wyznaczonych miejscach. Trochę dziwnie to wyglądało, bo bliźniaki siedzieli na przeciwko całej naszej paczki. Wszyscy się na nich gapili z podejrzeniem tylko ja wiedziałam, który z nich to Jack. Będę udawała, że nie wiem, bo inaczej ten fałszywy coś mi zrobi.
-To co po śniadaniu idziemy na zakupy nie?- zapytałam chytrze.
-Tak…- zajęczały dziewczyny.
-Nie…!- zajęczeli chłopcy w tym samym czasie. Tylko jedna osoba pozbyła się głosu, a mianowicie Robert.
-A ty nie masz zdania?- zapytałam.
-Mam ale nie będę go wypowiadał i tak zrobię wszystko abyś była szczęśliwa…- odpowiedział z lekkim uśmiechem.
-No to ja mam towarzysza a wy dziewczyny?- skierowałam pytanie tym razem do moich przyjaciółek.
-Jasne, że nie! Z nimi tak łatwo nie pójdzie!- krzyknęły obydwie w tym samym czasie.
-Chwila jak Robert idzie to ja też! Nie zostawię cię z nim samom! To niebezpieczne, jeszcze ci coś zrobi i ja za to będę odpowiadał!- powiedział Kamil. Boże zaczynały mnie już wkurzać te ich „imiona”.
-No ty my też idziemy! Kamil nas przekonał! To co idziemy?- zapytał Martinez.
-I ty się jeszcze pytasz?- zapiszczał Grace ciągnąc go za rękę w stronę wyjścia. Była już 10:15. Jak ten czas leci!

6 godziny później

-No to co? Jeszcze ten i do domu?- zapytałam.
-O nie, nie, nie Kim! Zbieramy się do domu! Zwiedziłyście chyba wszystkie sklepy! Patrz ile tego macie!- krzyknął Kamil pokazując nam wszystkie torby, które dzwigał on i chłopaki. No tak mieli pełne ręce roboty.
-No ok? A co robimy jak wrócimy?- tym razem do rozmowy wtrąciła się Julia.
-Może meczyk w kosza albo trening karate?- zapytał Krupnik.
-Jestem za koszem/ Jestem za karate!- wszyscy krzyczeli to na co mieli ochotę.
-Mam pomysł! Kto za kosem ręka w górę.- podniosły osoby zainteresowane. -Dobra a teraz karate.- i cała reszta się zgłosiła. -No to wychodzi na to, że mam decydujący głos. Najgorsze było to, że ja nie wiedziałam co mam wybrać! -Dobra gramy w kosza!- powiedziałam a Kamil i Robert podbiegli do mnie mocno mnie do siebie tuląc. Po chwili przyłączył się do nich Jarry.
-no jak musimy…- powiedział Milton.
W drodze do domu wszyscy się śmiali i wygłupiali tylko bliźniaki dziwnie na siebie patrzyli przez cały czas. Gdyby nie te torby coś bym im robiła. Gdy doszliśmy uderzył w nas zapach pieczonych pączków.
-To kto ma ochotę na pącz…- babcia Władzia nie dokończyła bo po smakołykach nie zostało ani okruszka. -Smacznego!- powiedziała z uśmiechem staruszka. Po spożyciu pączków Jarry poszedł po piłkę a jak wrócił zaczęliśmy dzielić się na składy. Niestety tylko czworo z nas dobrze grało czyli ja, Jarry, Kamil lub Robert? Nie wiem jak jeden z nich gra ale wiem jak grał Jack! Dlatego też wybrałam ten sport, może dowiem się czegoś nowego.
-Dobra czyli bliźniaki i Grace są razem a ja z Jarrym mamy Julię i Miltona?- zapytałam, bo nie byłam pewna. Tyle razy to się zmieniało, że masakra.
-No tak. Inaczej być nie może.- powiedział z wyrzutem Martinez. Nie by zadowolony, że nie może być ze swoją dziewczyną. Po minucie piłka była już w grze. Niestety bliźniaki grały IDENTYCZNIE. Nic mi to nie dało.

15 minut później

Nie obyło się bez sprzeczki pomiędzy braćmi! Pokłócili się o to kto ma wyrzucać z autu! O takie coś? W końcu Grace ich pogodziła i to ona podała im piłkę! Po pewnym czasie mecz się zakończył i wszyscy poszli do siebie. Ja miałam daleko do nowego pokoju.

sypialnia-marzen-likely-pl-fb6faaad

Robert chciał mnie na pożegnanie pocałować ale mu się nie dałam. Ominęłam jego usta i przytuliłam. Z Kamilem nie było tego problemu. Objął mnie w tali i lekko pocałował w czoło i na tym się skończyło. Weszłam do pokoju i od razu poszłam się wykąpać. Śmierdziałam jak skunks po tym męczącym starciu. Był remis, ponieważ co jak co ale graliśmy tylko czworo! Po długim, ciepłym prysznicu wyszłam i ubrałam się w piżamę. Rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No to dla osób, które wygrały rozdziały! Oto 10! 11 pojawi się w Niedziele rano idealnie przed moim wyjazdem! Wstawiam już teraz bo wiem, że nikt inny tego nie czyta i wiem też, iż tylko dwie osoby to czytają! Ten Konkurs miał na celu to sprawdzić i potwierdziły się moje obawy. Jak tam dalej będzie szło to nie będę kończyć tego bloga i po prostu go usunę! I jestem skłonna to zrobić od razu jak wrócę z Włoch. Mam nadzieje, że rozdział mimo wszystko się podoba. Całusy i do usłyszenia w Niedziele :*

P.S. Rozdział ma 2600 słów.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Konkus!!!

18 maj

To kto chce przeczytać przedpremierowo kolejne 2 rozdziały? No to dla tych co chcą jest konkurs! Musicie odpowiedzieć na 5 pytań! Jest tak od 4 do 5 pytań poprawnie odpowiedzianych są 2 rozdziały od 2 do 3 jeden a od 0 do 1 odskocznia napisana specjalnie z tej okazji. Żeby było sprawiedliwie pytania będą zadawane dla każdej osoby inne. Wystarczy, że napiszesz na dole: „Ja chcę pytania” albo” ja biore udział” to w odpowiedzi dostaniesz zadania, które dotyczyć będą bloga lub mojej osoby! To co zaczynamy? Czekam na uczestników i mam nadzieje, że pomysł się podoba.

 

A i jeszczd jeda informacja!

Jako ta co robi za sklerozę zpomniałam hasła do mail’a i zakładam nowego! Jest ona bardzo podobny:

Jack_i_kim_oczami_15_latki@spoko.pl

 

To tyle! Mam nadzieje, że ktoś weźme udział w tym szalonym konkursie. Swój udział można zgłaszać do 22.05.2014 r. (Wiem mało czasu ale nie wiem czy we Włoszech będzie Wi-Fi) Całusy Kath :*

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział IX – Szczęśnie nie trwa wiecznie.

17 maj

Chyba zacznę pisać i oczami Kim i Jack’a. Przez cały czas spędzony w Paryżu spodziewajcie się pisania z punktu widzenia Kimi. A i pamiętacie niespodziankę w X rozdziale? No to jej nie będzie bo z tego co pamiętam to miały być rozdziały z punktu widzenia innego bohatera niż Kim i Jack. Kiedy na pewno ale nie teraz!

Dedykuje go osobie, która postanowiła zostawić swojego bloga w spokoju dla mnie. Przez ten mały gest nabrałam ochoty na napisanie rozdziału! Dzięki Olivia B.N

Początek słuchać przy tym.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

OCZAMI KIM

Obudziłam się rano w ramionach mojego ukochanego. Co ja… Gdzie ja… Co? O co tu chodzi? E tam nie ważne. Ważne, że jestem tu z nim. Wiem, że nigdy by mnie nie skrzywdził, a wczorajsza sytuacja w samolocie tylko to potwierdziła. Patrzyłam tak na niego i zachwycałam się nim, aż nagle zaczął mamrotać moje imię przez sen. To było takie słodkie, więc zachichotałam pod nosem i jeszcze bardziej się w niego wtuliłam. Przymknęłam oczy, nie dlatego, że chciałam spać tylko dlatego, że mi się nudziło  i nie miałam nic ciekawszego do roboty. Poczułam, że Jack się budzi. Nie chciałam otwierać oczu, po co? Poczułam jego usta na swoim czole, na samym początku nie wiedziałam o co chodzi.
-Nie pozwolę cię nikomu zranić… Choćbym musiał cię… zo… zost…- nie umiał wypowiedzieć ostatniego słowa. -Wiec, że nawet gdy nie będziemy razem zawsze będę cię kochał. Z.A.W.S.Z.E. Pamiętaj o tym. Choćbym cię unikał, ranił i byłbym w stosunku ciebie wredny to wiedź, że cię kocham.- po tych słowach łezka w oku mi się zakręciła nie wytrzymałam i się „obudziłam”. Powstrzymywałam łzy. Jestem świetną aktorką, potrafię zagrać dosłownie wszystko. Otworzyłam oczy i napotkałam jego zaciekawione spojrzenie. Codziennie zakochuje się w nim na nowo. Pocałowałam go na powitanie a on oddał go z podwójną siłom. Penetrował moje podniebienie a mi to sprawiało radość. Byłam w siódmym niebie, jednak zawsze taki moment musi ktoś zepsuć.
-Joł. Wiecie ile mi zajęło czasu dotarcie do was?- co dopiero teraz popatrzył w naszą stronę. -Czy ja wam w czymś przeszkodziłem gołąbeczki?-
-TAK!- obydwoje na niego krzyknęliśmy w tym samym czasie.
-No nic trudno! Patrzcie co dostałem od twojej babci Jack! Szukałem was z 3 godziny! Wyobrażasz to sobie?- skoczył pomiędzy nas z wielkim bananem na ustach. Posłałam Jackowi przepraszające spojrzenie a on tylko szczerze się uśmiechnął, pokazując przy tym swoje śnieżnobiałe zęby. -Patrzcie! Dostałem mapę. Z mapą szukałem ws godzinę bo po 50 min zorientowałem się, że trzymam na odwrót. Ale jazda nie?- popatrzył na nas obu a my w tym czasie wybuchliśmy śmiechem. Teraz zdałam sobie sprawę gdzie jestem. Wielki. Ogromny pokój a w nim wielki łóżko małżeńskie a na niem ja i Jack no i Jarry… Cała sypialnia była w ciemnych kolorach. Ściany brązowe, wyglądały jak z drewna. Sufit jasny a na nim piękny żyrandol. Jakieś biurko (wyglądało na antyk), piękny kominek i ciemne zasłony. Gdy obróciłam głowę zobaczyłam przejście do drugiej części pokoju. Wstałam bez słowa i poszłam zobaczyć ten tajemniczy pokoju. Gdy przekroczyłam próg moim oczom ukazała się wielka ściana wypełniona gitarami od klasycznych przez akustyczne aż do elektrycznych. Patrzyłam na tę ścianę z podziwem. Czy te wszystkie muzyczne sprzęty należały do Jacka? To było niesamowite. Wszystkie inne, inaczej wyprofilowane, innego koloru itp. Jack chyba spławił Jarry’ego, bo przyszedł do mnie i objął mnie od tyłu rękoma mocno przytulając mnie do siebie.
-Podobają ci się?- zapytał nagle.
-Żartujesz nie? Są wspaniałe! Wszystkie należą do ciebie?-
-Tak. Która najbardziej ci się podoba?- po chwili zastanowienia wybrałam jedną. Miałam naprawdę ciężki wybór. Jednak dałam rade.
-Najbardziej poda mi się tamta. Ta czarna w czerwone wzory. Nie nie ta ta elektryczna.- próbowałem go pokierować, bo cały czas wskazywał złą. Jednak po 5 min zrezygnowałam, podeszłam do wybranego instrumentu i go wzięłam z  uchwytu i podałam mojemu chłopakowi. -O tę mi chodziło.-

78406_czarno_czerwona_gitara_elektryczna

-Wspaniała co nie?- westchnął i odłożył na miejsce.
-Co się stało? Coś nie tak z tą gitarą?- zapytałam, bo wyglądał na przybitego.
-Wiesz ta gitara… Dobra bez owijania w bawełnę. Tę gitarę dostałem od wujka, który zginął w wypadku jak wracał ode mnie. Właśnie w tedy specjalnie do mnie jechał, żeby mi ją dać. Jak już mi ją wręczył posiedział jeszcze trochę i pojechał. Po 15 min dostałem wiadomość, że nie żyje. Od tamtego czasu nawet na niej nie grałem. – w moich oczach zebrały się łzy. Co ja najlepszego zrobiłam! Czemu ja zawsze rozdrapuje jego stare rany. Najpierw Anka teraz wujek. Kim musisz przestać.
-Przepraszam… To moja wina. Nie powinnam…-
-Nie skąd miałaś wiedzieć. Wiesz zagram na niej, dla ciebie. Wujek by tego chciał.- wziął ją z powrotem do rąk, usiadł na krześle, podpiął do wzmacniacza i zaczął nieziemsko na niej grać. To było coś wspaniałego. Usiadłam i wsłuchiwałam się w melodię. Po pewnym czasie położyłam się na dywanie i zamknęłam oczy. Widziałam same nuty przed moimi oczami a za nimi Jack’a z gitarą. To był cudowny widok. Mogła bym tak słuchać i słuchać jednak wszystko się kiedyś kończy. Jack skończył utwór, a ja automatycznie się podniosłam i zaczęłam bić brawo.
-To było coś niesamowitego.- skomentowałam krótko,bo brakowało mi słów.
-Przesadzasz! Zwykłe wygłupy. Mam nadzieje, że wujek to słyszał i jest ze mnie dumny. To jest moja pierwsza gitara elektryczna, a teraz na niej pierwszy raz zagrałem, a to wszystko dzięki tobie.- uśmiechnął się do mnie ciepło.- Wiesz jesteś bardzo seksowna w tym ubrani i z potarganymi włosami.- podszedł do mnie i mnie pocałował. Po oderwaniu się zorientowałam się co ma na myśli. Nadal miałam na sobie wczorajsze ciuchu i niezłe siano na głowie.
-To ja muszę się ogarnąć. Gdzie tu jest łazienka?- spytałam.
-Tamte drzwi.- wskazał na przejście na przeciwko łóżka.-
-Dzięki.- wykrzyknęłam w jego stronę wchodząc do pomieszczenia. Po 15 min wyszłam ubrana zwyczajnie. Nie ostro, nie niegrzecznie, tak jak kiedyś – normalnie.Żółta marynarka, do tego biały top i czarne rurki. Całość dopełniały żółta torebka, buty i czarny naszyjnik w kształcie serca. Włosy miałam pofalowane, bo były związane na noc. Pomalowałam paznokcie, oczy a usta musnęłam błyszczykiem. Okulary włożyłam do torebki, tak samo jak klucze, gumy, aparat, notes i telefon.
-Wow Kim… Wyglądasz przecudownie. To co idziemy na śniadanie?- zapytał nadal ilustrując mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się pod nosem i skinęłam głową na tak, bo nie było mnie stać na nić innego. Jack chwycił moją rękę i ruszyliśmy przez długi korytarz, który wydawał się nie mieć końca! Teraz już wiem o co chodziło Jarry’emu! Mijaliśmy chyba setki pomieszczeń! Były windy, schody i masę drzwi, które zdaniem Jack’a prowadzą do czegoś innego. Będzie to trzeba sprawdzić po śniadaniu. Nagle zobaczyłam ogromny hol, którego schody rozdzielały się na 2. Jedne po prawej stronie a drugie po lewej. Na samym środku stał ogromny stolik z niemałym bukietem kolorowych kwiatów. Znajdowały się w nim chyba wszystkie kwiaty o przeróżnych barwach. Jack widząc moją minę lekko się zaśmiał pod nosem i wziął na ręce. Przez pewien czas nadal byłam w szoku więc mi to nie przeszkadzało ale po ok. 2 minutach doszłam do siebie i zorientowałam się co się dzieje.
-Jack puszczaj no!!! Ja mam nogi, których umiem używać!- wrzeszczałam po nim. Chciałam, żeby wyszło to groźnie ale nie za bardzo mi to wyszło, bo cały czas się śmiałam.
-Jesteś tego pewna, że umiesz ich używać? Bo wiesz tam na schodach chyba nie za bardzo ci szło!- skwitował nadal mając mnie na rękach. Na te słowa wiedziałam, że mnie nie puści trzeb zagrać inaczej. Zaczęłam piszczeć na co wszyscy z jadalni wybiegli prosto na nas. Wylądowała bym na ziemi gdyby nie czyjeś dłonie. Nie były to dłonie Jack’a tego jestem pewna. Popatrzyłam w górę i napotkałam brązowe oczy jakiegoś bruneta.
-Mmm… cześć? Możesz mnie postawić?- zapytałam z nadzieją w głosie.
-Tak pewnie. Przepraszam po prostu się zapatrzyłem na pię…- nieznajomy nie dokończył swoich słów.
-Tak Jeck patrzysz na piękną dziewczynę swojego kuzyna.- w tym momencie poczułam ręce mojego ukochanego na swojej talii.
-A więc to ty jesteś tą całą dziewczyną Jack’a. Nooo kuzynie tym razem się postarałeś i znalazłeś niezłą sztukę!- powiedział z chytrym uśmiechem Jeck.
-To ty jesteś tym kuzynem Jack’a?- zapytałam z niedowierzaniem.
-O ktoś tu o mnie słyszał?- zapytał i stwierdził za jednym razem.
-Same złe rzeczy!- fuknęłam w jego stronę. Na te słowa mina mu zrzedła a ja postanowiłam to wykorzystać i wpiłam się w usta Jack’a. Ten momentalnie oddał mój pocałunek. Nie zwracając uwagi na przyjaciół i rodzinę mojego ukochanego pogłębiłam pocałunek.
-Ghmmm!- ktoś próbował na siebie zwrócić naszą uwagę. Od razu się od siebie oderwaliśmy i poparzyliśmy w kierunku, z którego dochodził ten dźwięk.
-Czemu im przerwałeś Karol0u? To było bardzo słodkie nie uważasz kochanie?- skarciła wzrokiem siwego mężczyznę babcia Jack’a. Zorientowałam się, że to sławny nauczyciel naszego idola.
-Pan Karol Brewer? Sławny sensei Bobby’ego Wasabiego?!- nie mogłam uwierzyć, że go widzę słyszę i widzę (Jeszcze raz hehe). Najbogatsza osoba na świecie stałą przede mną i patrzyła na mnie z politowaniem.
-Tak to ja ale również mąż, dziadek oraz ojciec. Miło mi Kim. – zwrócił się do mnie! On zna moje imię?
-Pan mnie zna?- zapytałam z niedowierzaniem.
-tak Kimi mój dziadek cie zna. Opowiadałem moim dziadkom o tobie! Gniewasz się?- zapytał aksamitny głos, który należał do mojego księcia z bajki.
-Żartujesz nie?! Owszem, że się nie gniewam.- powiedziałam mocno go do siebie przytulając. Poczułam jak oddycha z ulgą.
-Ej my tu też jesteśmy!- obruszyła się Grace. A no tak zapomnieliśmy o naszych przyjaciołach.
-Miło mi pana poznać. Jest pan dla mnie autorytetem!- mówił Rudy doskoczywszy do Karola.
-Tak wiem Rudy. Jesteś sensei’em Grace, Miltona, Juli, Jarrego, Kim i mojego wnuka.- mówiąc to pokazywał na nas po kolei. wszyscy mocno się zdziwili.
-Dobra koniec tych uprzejmości idziemy jeść bo z głodu popadamy!- wtrąciła babcia. Wszyscy udali się do jadali gdzie usiedliśmy przy wielkim stole. Już mnie to ie dziwiło. Pokój pomalowany beżowym kolorem. Na jednej ze ścian była tapeta we wzorki, na której wisiały portrety. Całość dopełniał bordowy obrus i tego samego koloru zasłony. Wielkie okno wychodziło na jedną stronę ogromnego ogrodu. Po skończeniu posiłku postanowiliśmy się wykąpać w prywatnym basenie. Na terenie posiadłości mieściły się dwa zbiorniki: na dworze i w piwnicy. Idziemy na dwór, ponieważ jest piękna pogoda a ja i przyjaciółki chciałyśmy się trochę poopalać. Ubrałam swój ulubiony strój kąpielowy i zajęłam się za dodatki. Białą chustą przepasałam biodra a na nos założyłam okulary przeciwsłoneczne. Gotowa czekałam na łóżku na Jack’a. Powiedziała, że weźmie kąpiel i wyjdzie. Szykowałam się 15 min a jego nadal nie było. Trudno poczekam jeszcze chwilę a jak nie przyjdzie to sama znajdę wyjście na ogród. Po 5 min oczekiwana nadal go nie było.
-Jack? Żyjesz? Ja idę na dwór! Będę czekała przy basenie.- nie doczekałam się odpowiedzi trochę mnie to zmartwiło! Nie no co ja się będę okłamywać cholernie się o niego bałam. Zaczęłam walić pięściami o drzwi!- Jack!!! Jesteś tam? Żyjesz? Odpowiedz bo zaraz to ja tym razem wywarze drzwi!- nie musiałam dłużej czekać chłopak wyszedł i uśmiechnął się do mnie promiennie! -Boże weź mnie nie strasz!- mocno go do siebie przytuliłam i nie puszczałam.
-Aż tak się o mnie martwiłaś?- zapytał z lekkim zdziwieniem w głosie.
-No pewnie głuptasie! Myślałam, że utonąłeś pod prysznicem.- zaśmiał się na te słowa
-No to co idziemy?- zapytał a ja kiwnęłam głową na tak. To było dziwne nawet na mnie nie spojrzał jak wyszedł z łazienki. Jack zawsze na mnie spoglądał i mówił, że wyglądam olśniewająco. Gdy doszliśmy do ogrodu chłopak nie czekając na mnie wskoczył do wody. Coś tu jest nie tak i nie tylko ja to zauważyłam.
-Ej co jest? Pokłóciliście się czy co?- zapytała Julia jak tylko się do nich przyłączyłam.
-Nie raczej nie! Ale Jack zachowuje się tak jakoś dziwnie!- wyżaliłam się przyjaciółką.
-Ja tam nie mam pojęcia o co może mu chodzić!- powiedziała Grace
-Ja też nie i trochę mnie to martwi.- stwierdziłam zwieszając głowę w duł. Zaczęłyśmy się opalać lecz nasz spokój został zakłócony prze Jarry’ego i Miltona, którzy przyszli po Julię i Grace. Dziewczyny się stawiały ale nic z tego nie wyszło, gdyż chłopaki wzięli je na ręce i wrzucili do wody. Myślałam, że Jack też po mnie przyjdzie ale nic takiego się nie działo. Popatrzyłam na basen a on zarywał do Juli? Coooo? To jest coraz dziwniejsze! On by się tak nie zachował w stosunku do mnie to jest pewne! Nie tracąc ani chwili weszła do basenu i podpłynęłam do „Jack’a”.
-Kim jesteś i co zrobiłeś z Jack’iem?!- wtedy sprzedałam mu niezłego liścia. Chłopak chwyciła się za bolące miejsce i oddał mi tym samym. tego się nie spodziewałam. Ten czyn sprawił, że byłam pewna, iż jest to ktoś inny!
-Ty suko jak mogłaś mi to zrobić, przecież jesteśmy razem! Patrz teraz mam czerwony ślad na policzku!- zaczął się po mnie drzeć. Cała ta sytuacja nie umknęła uwadze naszych przyjaciół. Jarry i Grace od do nas przypłynęli Milton i Julia trzymali się zaraz za nimi.
-Coś się stało? Masz jakiś problem?- zapytał śmiało Jarry.
-Ta szmata mnie walnęła- wykrzyczał „Jack”.
-A nie mówiłem, że z nim jest coś nie tak?!- tym razem darł się Krupnik.
-Miałeś rację! Z nim nie warto się przyjaźnić!- powiedziała Grace.
-Zgadzam się!- wydukałam przez łzy nadal trzymając się za bolący policzek.
-Ej Kim wszystko ok?- zapytała mnie Julia jak wyszliśmy z basenu kierując się do swoich pokoi.
-Tak wszystko spoko! Tylko to nie jest Jack on by mnie tak nigdy nie potraktował!- upierałam się przy swojej teorii.
-My wiemy, że to boli ale nie możesz z nim dłużej być!- powiedział Milton lekko podniesionym głosem. Wtedy wyszła babcia Jack, od razu jak mnie zobaczyła zapłakaną z czerwoną ręką odbitą na prawym policzku do nas podbiegła!
-Co ci się stało dziecko? Kto ci to zrobił?- zapytała
-Jack? Ale to nie jest on! On się tak nie zachowuje!- nie wytrzymałam i pobiegłam ze łzami w oczach do naszego pokoju. Byłą 20:00 szybko nam ten czas leciał. Rzuciłam się na łóżku i rozpłakałam się jeszcze bardziej! Moje myśli kręciły się wokół jednej osoby! Tego tajemniczego gościa z basenu. To nie był mój Jack, on się tak nie zachowuje. Może znam go strasznie krótko ale wiem, że czegoś takiego by mi nie zrobił, nie był by w stanie! Niech mi nie wierzą ale ja wiem swoje. On taki nie jest! Jack mnie kocha i nigdy nie przestanie! Wtedy mi się coś przypomniało! Tekst Jack’a z rana i rozmowa z rodzicami mojego chłopaka! Powiedział: „Wiec, że nawet gdy nie będziemy razem zawsze będę cię kochał. Z.A.W.S.Z.E. Pamiętaj o tym. Choćbym cię unikał, ranił i byłbym w stosunku ciebie wredny to wiedź, że cię kocham.” I słowa jego rodziców: „Bo jak już wiesz. Twój brat uciekł rodzinie zastępczej. Dostaliśmy od niego list z pogróżkami. Chcemy was ostrzec, że jest on teraz w Paryżu. Musicie na siebie uważać.” A co jeśli to on? To ten cały Tom, jestem tego pewna! Trzeba to jutro sprawdzić! Musze poudawać, że jest mi przykro i zagrać jego dziewczynę! Jeśli mi nie uwierzy będzie trzeba wcieli w życie plan B. Jeszcze chwilę tak rozmyślałam a potem zasnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jak widzicie nowy rozdział i raczej ostatni bo jadę do Włoch. Mam nadzieje, że jest ciekawszy niż poprzedni! Jeszcze raz dziękuję Olivia B.N za zostawienie bloga w spokoju. Nie mogę się tym nacieszyć. Jeśli są jakieś błędy to przepraszam ale nie mam siły go jeszcze raz czytać. T chyba czas się pożegnać nie? Widzimy się za jakieś 2 tygodnie. Jak będziecie chciali wrzucę parę moich zdjęć z Włoch ale to musicie chcieć! To na razie! Widzimy się za 2 tygodnie! Całusy :*.

P.S. Rozdział ma  2 524 słów.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pomocy!

14 maj

Jest blogerka, która pisze nieziemsko. Chce po skończeniu histori usunąć bloga! Pomożecie mi ją przekonać, że nie powinna odchodzić? Błagam to dla mnie ważne. Musze coś wymyślić aby zostawiła to opowiadanie w spokoju.
http://kick-jack-i-kim.blogspot.com/2014/05/rozdzia-21-czy-to-jest-pozegnanie.html?m=1
Błagam ratujcie ze mną tegi bloga. Jest tam na namym dole mój kom. Odpowiedzcie na niego jeśli spodoba ci się jej opowiadanie. Mam nadzieje, że mi pomorzecie. Jak tak wtedy proście mnie o co chcecie. Zrobie wszystko (tylko nie wariactwa np. Skocz z nostu). Jeszcze raz proszę. Nawet wstawie w sobote nowy rozdział. Obiecuje tylko skomętujcie ten wpis i mnie poprzyjcie. :cry:

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział VIII – Nowy dzień, nowe życie.

12 maj

-Tak właściwie to mamy dla was małe ostrzeżenie…- powiedzieli moi rodzice chórem. To się źle zapowiada.
-O co chodzi i czemu mówicie tak strasznie dziwnie?- zapytałem. Kim siedziała za mną a jej mina mówiła wszystko. Bała się co mają nam do powiedzenia. Nie dziwię się! Mi serce waliło jak oszalałe cały dobry humor i uśmiechy po bitwie ulotniły się tak jakby były dawno temu!
-Bo jak już wiesz. Twój brat uciekł rodzinie zastępczej. Dostaliśmy od niego list z pogróżkami. Chcemy was ostrzec, że jest on teraz w Paryżu. Musicie na siebie uważać. Tak naprawdę nic w tym liście o tobie nie ma ale boimy się, iż będzie się chciał zemścić za to, że to ty z nami zostałeś a nie on.- powiedziała moja rodzicielka na jednym wdechu. Nie docierało do mnie to co przed chwilą powiedziała. Mój chory braciszek chce się na mnie zemścić, że w wieku 5 lat podkradł ojcu broń i strzelał do przechodniów na ulicy? To jest chore! W czym my mu zawiniliśmy? To on wziął pistolet i strzelał a nie ja? No bez przesady! Wystarczą mi rodzice, którzy nie umieją znaleźć swojego miejsca na ziemi. Brata wariata nie potrzebuje!
-I tak pojadę odwiedzić dziadków, ale obiecuje, że będziemy się pilnować.- powiedziałem zrezygnowanym tonem. Zapowiada się tydzień bez wychodzenia, no po prostu świetnie! Niech jeszcze pogoda będzie do bani to będzie można nazwać to tygodniem moich marzeń!
-Dobra dzieciaki idźcie spać bo nie wstaniecie a tak w ogóle jesteście spakowani?- zapytał tym razem Jorge. Popatrzyłem znacząco na Kim.
-Tam są nasze walizki.- wskazałem bagaże pod ścianą.
-Czemu jest ich aż 4? Jest waz 2 a toreb aż tyle?- popatrzył na mnie tata. Uniosłem ręce w geście obronnym i spojrzałem na zmieszaną Kim. Śmiać mi się chciało jak na nią patrzyłem. Wzrok wlepiony w pościel, dolna warga przygryziona i włosy zakrywające jej twarz. Nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem.
-Co cię tak bawi?- zapytała mnie Lizy.
-Nie hahaha nic hahaha tylko hahaha te hahaha walizki hahaha są hahaha Kim i hahaha jej hahaha mina hahaha jest hahaha bezcenna hahaha- i dalej się śmiałem nie przejmując się tym czy mnie zrozumieli. Ale mój ojciec chyba jednak poskładał wszystko w całość bo popatrzył na moją dziewczynę i też zaczął się uśmiechać. Po pewnym czasie wszyscy tarzali się ze śmiechu. Rodzice po pewnym czasie wyszli a ja z niewiadomych przyczyn leżałem na podłodze. Nie wiedziałem jakim cudem tam się znalazłem, do puki nie spojrzałem do góry i nie zobaczyłem obrażonej blond piękności siedzącej na białym materacu.
-Przeprasza?- zapytałem niepewnie bo wiedziałem, że taka mina nie występuje u niej bez powodu. Tylko za co ja ją właściwie przepraszałem?|
-Jak jesteś taki mądry to mi powiedz za co przepraszasz!- prawie krzyknęła ale wiedziała, iż moi rodzice poszli spać i nie byliby zachwyceni tym, że ktoś ich budzi. Po raz kolejny!
-Yyyy za… mmmm….- próbowałem coś powiedzieć aż nagle mnie olśniło. – Za to, że się z ciebie nabijałem!- wykrzyknąłem radośnie ale gdy napotkałem jej spojrzenie od razu się poprawiłem. – To znaczy: Za to, że się z ciebie nabijałem.- tym razem poważnie. (tak jak ze zmarłym ptakiem w odcinku gdzie umówił się z Kim) Podszedłem do niej i mocno przytuliłem. -Nie gniewaj się nie chciałem.- zrobiłem oczy kota ze „Shrek’a” i popatrzyłem na nią. Widziałem jak mięknie pod tym spojrzeniem. Co mi przyszło do głowy aby się wtedy z niej śmiać? E tam to jest zabawne jedziemy tam na tydzień a nie na miesiąc. No ale cóż może tyle tego potrzebuje.
-Kim nie bocz się dłużej i choć spać. W jednym się z tatą zgadzam. Nie wstaniemy a ja jeszcze muszę iść nakarmić konie o 6 a jest 2 w nocy!-
-No dobra już idę! Mogę iść z tobą do koni? Che zobaczyć Mirandę. Polubiłam ją!- przyznała się dziewczyna.
-Wiem zauważyłem. Pewnie, że możesz iść ale teraz już śpij.- powiedziałem przytulając ją do siebie i kładąc głowę na jej. Po paru minutach oczy same mi się zamknęły.

***

Obudził mnie wstrętny dźwięk budzika. Strzepnąłem go na ziemie a on nadal dzwonił! Wredne urządzenie! Kto je wymyślił? Wstałem, wyłączyłem budzik i starałem obudzić się Kim!
-Kim wstawaj.- szturchałem Crawford ale ona spała jak zabita! Co ja miałem zrobić? Już wiem. -Kimi jak nie wstaniesz nie zobaczysz Mirandy i nie pojedziesz do Paryża.- gdy skończyłem swoją wypowiedz wstała momentalinie i pędem pobiegła do łazienki. Ej, a ja tam chciałem iść pierwszy! No trudno, poczekam. Włączyłem jakąś piosenkę i wsłuchałem się w nią. Przed jej końcem moja dziewczyna wyszła ubrana z pokoju obok. Wyglądała cudnie i zupełnie inaczej niż moja Kimi. Ze słodkiej i niewinnej blondynki zrobiła się niegrzeczna dziewczyna? Nie nie możliwe! A zresztą strój nie świadczy o osobie.
-Co się tak na mnie patrzysz ubrudziłam się gdzieś kredką?- po tych słowach zaczęła oglądać się dookoła i sprawdzać każdy milimetr swojego ubioru.
-Nie po prostu wyglądasz cudownie ale… inaczej?- jeszcze raz zilustrowałem ją wzrokiem. Miała na sobie spodnie moro do tego założyła zielony to na który zarzuciła skórzany bezrękawnik z ćwiekami. Całość dopełniały czarne, pełne buty oraz czarna biżuteria i torebka. Mocny makijaż powiększał małe oczy dziewczyny a fryzura była po prostu cudna.
-Czy mam to wziąć za komplement?- zapytała.
-Owszem.- wtedy do niej podszedłem i namiętnie pocałowałem obejmując ją przy tym w talii. zarzuciła swoje ręce na mojej szyi i bawiła się moimi włosami. Bardzo to lubię i sprawia mi to przyjemność.
-Dobra skarbie a teraz leć się ubrać bo chcę się zobaczyć z Mirandom!- powiedziała tupiąc nogą jak małe dziecko.
-Och Kimi czy ja ci nie wystarczę?- zapytałem patrząc jej w oczy. Nie wytrzymałą i jeszcze raz mnie namiętnie pocałowała. Ja natychmiast oddałem pocałunek co sprawiło, że uśmiechnęła się po nosem.
-Wiesz, że nie. Z czego nie zaprzeczam, że tylko bez ciebie nie umiała bym normalnie funkcjonować i żyć.- teraz to ja uśmiechnąłem się do niej.
-Dobra idę się ubrać, bo jeszcze mnie zabijesz i co wtedy?- zabrałem swoje rzeczy i poszedłem się umyć oraz ubrać. Postanowiłem na wygodę. Czarna koszulka na krótki rękaw i tego samego koloru spodnie.  (przepraszam, że Bieber ale nikt inny nie przyszedł mi do głowy) Całość dopełniały czarne byty z niebieskimi dodatkami z adidasa. Wyszedłem i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to stolik a na nim nasze śniadanie. Tak nasze: moje i Kim.
-A to co?- zapytałem niepewnie siadając do stołu (jeśli moje biurki można nazwać stołem)
-Śniadanie nie podoba ci się?- zapytała moja dziewczyna z chytrym uśmiechem. Spojrzałem na zegarek mamy 10 minut aby je zjeść inaczej się spóźnimy.
-Musimy to WSZYSTKO zjeść w 10 min damy radę?-
-Jeśli się pospieszymy to tak.- oczywiście nic z tego nie wyszło bo Kim cały czas coś spadała a ja doskonale wiedziałem o co jej chodzi.
-Może mam nakarmić moją mała dziewczynkę?- zapytałem.
-Tiak!- powiedziała jak dziecko i oddała mi swój widelec. Jak już ją nakarmiłem zniknęło większość jedzenia, więc mi nie zostało za wiele. Tym razem role się zamieniły i to ona mnie karmiła.Oczywiście stawiałem opór no ale cóż. Jak kobieta się uprze trzeba zrobić bo inaczej jest źle. Po zjedzeniu bardzo ale to bardzo sytego śniadania wśedliśmy na mojego kłada i ruszyliśmy do stajni. Musiałem wyciągnąć maszynę bo inaczej musielibyśmy iść pieszo przez godzinę a tego nawet ja nie chciałem. Po 5 min byliśmy na miejscu, przywitaliśmy się z Trenem i nakarmiliśmy zwierzaki. Wróciliśmy i znieśliśmy nasze walizki na dół. Jest 8:00 więc za 15 minut zbierzemy się i jedziemy na lotnisko. Pewnie zapytacie co robiliśmy w stajni przez 1 i pół godziny. A więc Kim siedziała z Mirandą a ja skakałem przez przeszkody na Demonie. Tren trochę przeszkadzał ale potem się odczepił i poszedł do dziewczyn. One tak razem słodko wyglądały na tej trawie. Miranda leżała i opierała głowę na jej nogach a Kimi gładziła ją po szyi. Cała ta scena wyglądała tak cudnie, że zrobiłem im zdjęcie na tle zachodzącego słońca. Wracając. Teraz czekamy na resztę naszej paczki. Co dziwne Rudy też jedzie chociaż go nie zapraszałem ale nie mam nic przeciwko. Jestem pewien, że to Jarry go zaprosił.
-Kim słońce co się dzieje?- zapytałem ją widząc, że się czymś martwi.
-Dzwoniłam do szpitala…-
-Jezu mieliśmy tam jechać zapomniałem. Boże jaką ja mam skleroz…- teraz to mi nie było dane skończyć.
-Spokojnie mam się nie wybudziła jeszcze ze śpiączki. Powiedzieli mi w szpitali, że jak się wybudzi to dadzą mi znać i obiecali, że jak się obudzi w tym tygodniu to jej powiedzą gdzie jestem i tylko jak przyjadę to ją odwiedzę.- dokończyła swoją wypowiedź.
-Byłaś w szpitali?-
-No tak z Grace.- odpowiedziała na moje wcześniejsze pytanie.
-A co cię tak martwi?- jasne Jack zadawaj jeszcze więcej pytań.
-Bo nie wiedzą kiedy się wybudzi a co najważniesze nie wiedza czy kiedykolwiek się wybudzi.- po tych słowach po jej policzkach pociekły łzy. Mocno ją do siebie przytuliłem, bo wiedziałem, że mówienie czegoś typu: „Spokojnie wszystko będzie dobrze” albo „Nie martw się na pewno się wybudzi” nic by nie dało. Kimi jest zbyt inteligentną osobą by nie wpaść na to, że nie mam 100% pewności. W tym momencie do mojego domu wpadł Jarry.
-Stary puka się!- nawrzeszczałem na niego. Co on sobie myśli.
-Ale to nie ja. To oni mnie popchnęli jak Milton otwierał drzwi. Dlatego lerze u ciebie na podłodze. Nie moja wina.- zaczął się bronić a mi trochę ulżyło. Przypomniałem sobie o Kim i spojrzałem na jej zapłakane oczy. Przytuliłem ją jeszcze bardziej do siebie.
-Nie płacz, bo już tutaj są idź do toalety i zaraz wróć. Postaram ci pomóc ok?- wiem, że to nie było najlepsze pocieszenie ale zadziałało. Kim tylko się ode mnie oderwała i poszła do toalety.
-A tej co?- zapytała Grace.
-Nic musi chwilę pobyć sama zaraz przyjdzie.- powiedziałem nie zbyt przekonany do tego co sam mówię. Po pewnym czasie Kim wróciła i momentalnie się we mnie wtuliła. Nikt o nic nie pytał. Ruszyliśmy do aut i popędziliśmy na lotnisko. Najgłupsze jest to, że zawsze trzeba być 2 godziny przed wylotem. Ja, Kim i mój tata jechaliśmy sami.
-Skarbie wszystko w porzątku?- martwiłem się o nią.
-Tak, bo mam cię przy sobie.- wtedy mnie pocałowała. Fakt przelotnie ale to zrobiła. Mój kochany tatuś wszystko widział w lusterku. Tylko się uśmiechnął i jechał dalej. Po dojechaniu na miejsce pożegnałem się z rodzicami i ruszyłem w stronę budynku. Cały czas obejmując wtuloną we mnie Kim oddałem te nasze felerne 4 walizki. Crawford po godzinie czekania na poczekalni zasnęła. Gdy mieliśmy wchodzić nie miałem serca jej budzić, więc wziąłem ją na swoje ręce i zaniosłem ją do samolotu. W maszynie położyłem ją na fotelu obok mnie i umieściłem jej głowę na swoim ramieniu. Wpatrywałem się w okno aż nagle Kim się zerwała i pobiegła do łazienki. Nie wiedziałem o co chodzi, więc pobiegłem za nią nie zważając na gapiących się na nas ludzi.
-Kim wszystko w porządku?- zapytałem pukając do drzwi toalety. Nie usłyszałem jednak odpowiedzi. -Kim słońce odezwij się!- nadal nic. Co się z nią dzieje? Czy jest cała? Jack ogarnij się nic jej na pewno nie jest! Nie może być! A może jednak! Boże niech ona z tego kibla wyjdzie!
-Nic mi nie jest!- usłyszałem głos nad sobą. Podniosłem głowę, bo siedziałem na ziemi przed drzwiami do WC. Kim stała nade mną cała i zdrowa. Podniosłem się automatycznie i mocno się w nią wtuliłem.
-Boże nie strasz mnie tak nigdy więcej! Co ci jest?- zapytałem po raz kolejny ze zmartwionym głosem.
-Nic nie dobrze mi! Lekko kręci mi się w głowie i ogólnie się źle czuje.-
-Choć tu do mnie.- i kolejny raz ją przytuliłm. Usiedliśmy na swoich miejscach i czekaliśmy na koniec lotu. Dalsza część podróży minęła spokojnie.

***

-Jackkkkk! Przyjechaliście w końcu! I jak lot? Jak ci się podoba nowy dom? Przedstawisz mnie swoim kolegą? A która z tych młodych dam to twoja dziewczyna? Jesteście głodni? Może zrobię wam coś do jedzenia i pi..-
-Babciu spokojnie. Bierz oddech. Co dopiero tu przyjechaliśmy a ty zasypujesz mnie milionem pytań! To jest Grace, Jarry, Julia, Milton, Rudy i Eddy. A ta dziewczyna w moich ramionach się źle się czuję więc zaniosę ją do swojego pokoju ok?- przedstawiłem moich przyjaciół i bez czekania na odpowiedz weszłem do wielkiego domu. Jeśli to coś można nazwać domem. Położyłem ją na swoim łóżku i ułożyłem się obok niej. Pocałowałem ją w czoło i zasnąłem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przepraszam! Obiecałam długi ale mam sporo nauki. Nie dałam rady dłuższego napisać. Bardzo bardzo przepraszam. Rozdział nudny i o niczym. Kto się zgadza nie komentuje albo pisze w kom: postaraj się bardziej bo ci nie poszło. Nie obrażę się jak ktoś tak napisze. Ale obiecałam więc jest. Nie wiem kiedy kolejny! Jadę do Włoch i podkreślam nie wiem czy dam rade coś jeszcze napisać przed wyjazdem. Moje 2 najbliższe tygodnie wyglądają bardzo podobnie. Wszystkie 5 dni szkoły zawalone sprawdzianami. A jak wiecie staram się o pasek i bardzo mi na niem zależy. Więc nie obiecuje. Ta notka ma 2 100 słów. Przepraszam jeszcze raz, że tak mało miało być 2x tyle ale się nie udało. Pozdrawiam :*

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dla czytelników!

11 maj

Wzruszyliście mnie tymi ciepłymi słowami!!! Może jednak nie zawieszę? Nowy rozdział się właśnie piszę! Tak tak wracam! Wracam do was dlatego, że tego chcieliście a dzisiejsza liczba odwiedzin mnie przekonała. Może i nie mam 10000 wejść ale cieszę się z tego co mam! Jesteście cudowni, że twierdzicie, iż mam talent z czego ja tak nie uważam. Tak samo mam ze śpiewaniem i kanałem na youtubie. Ale to inna historia. W każdym bądź razie wracam i mam nadzieję, że kolejny rozdział wam się spodoba. Niestety nie obiecuje, że będą się pojawiały często bo walczę o pasek na świadectwie. W tym miesiącu będzie tylko jeden bo jadę na wcześniej wspomniany wyjazd do Włoch. A przez te 2 tygodnie przez tę wycieczkę mam zawalony kalendarz. Spr, kartkówki testy kompetencji dla klas 2 gimnazjum no masa i jeszcze poprawy. Ale tak jak obiecałem przed wyjazdem pojawi się długiiiii rozdział. Całuje Kath :*

Głupia jestem. Zapomniała bym dodać, że rozważałam przeniesienie bloga ale doszłam do wniosku, iż skończe tego tu i założe następnego albo zrobie spektakularne zakończenie i wtedy przeniose. Mam nawet pare pomysłów. :*

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wow!

08 maj

Powiedziałam, że zawieszam bloga a tu co raz więcej wyświetleń. Jest już ponad 400. Dzięki bardzo. Szkoda tylko, że nikt nie kom. Miałam nadzieje, iż ktoś jednak napisał by coś miłego lub nie miłego w komach. Uwagi są mile widziane. Przed przerwą i moim wyjazdem za 2 tygodnie do Włoch powinien ukazać się porzegnalny post z rozdziałem. Kocham was i prosze o słowo krytyki:*

leo-howard-olivia-holt-july-26-2013

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Informacja!

28 kwi

Blog zostaje zawieszony do odwołania! Przepraszam, mam pare pomyslow ale nie umiem ich przepisac. Poza tym zblirza się koniec roku i chyba każdy wie o co chodzi… Przykromi ale chyba nic nie napisze do wystawienia ocen. Pozdrawiam Kath :*

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział VII- Katastrofa!

15 kwi

-Więc Jack to jest… Jak by to powiedzieć…- zamyślił się i nie dokończył.
-No gadaj w końcu.- po 5 minutach nie wytrzymałem i wydarłem się na ojca. No co dziwicie się przez 16 lat kłamstw nie chcieli byście się dowiedzieć prawdy?
-No to… Yyyy… Tylko mnie nie zabij. OK?- zapytał a ja tylko potrząsnąłem głową. -No bo ten tego… to… tak jakby jest twój wydziedziczony brat bliźniak?- popatrzył na mnie nie pewnie a ja nic nie zrobiłem. Nie żebym nie był zaskoczony, chociaż jak mam być szczery to się spodziewałem, że będzie moim bliźniakiem ale od razu wydziedziczonym?
-Ale dla czego go pan wydziedziczył. Przepraszam, że pytam ale sądzę, że Jack by się chciał o tym dowiedzieć, jednak nie jest chyba jak na razie w stanie.- zapytała Kim. Ona mi chyba w myślach czyta. Ta dziewczyna mnie przeraża ale i tak ją nadal kocham i to bardzo.
-Nic się nie stało dziecko. Wydziedziczyliśmy go bo w wieku 5 lat podkradł mi broń i zaczął strzelać do ludzi na ulicy. Długa historia.- powiedział zrezygnowany. Wiedział, że mimo iż jestem w takim stanie nie odpuszczę tak łatwo jakby się mogło zdawać.
-My mamy czas. Nigdzie nam się nie śpieszy. A pan z tego co mówił Jack właśnie kończył pracę.- odpowiedziała moja dzielna dziewczyna ciągnąc mnie na fotel przy biurku mojego ojca,
-No dobrze to wam ją opowiem, bo wiem, że nie dacie mi spokoju.- powiedział wzdychając. -Te 11 lat temu byłem policjantem z dyplomem potwierdzającym, iż jestem doktorem, ale to mało istotne. Jako policjant wysokiego stanowiska musiałem mieć broń przy sobie. Zawsze chowałem ją do sejfu ale tego felernego dnia zostawiłem ją na blacie w kuchni. Byłem straszne zmęczony, więc położyłem się w dużym pokoju na kanapie. Lizy (mama Jacka) nie było jeszcze w domu. Z wami, tobą Jack i Tomem, była niania Lili z tego co pamiętam. Wyszła na chwilę do toalety. Mieliście w tedy po 5 lat. A tak na marginesie jesteś starszy jeśli cię to pocieszy.- Kim popatrzyła na niego z pod łba i mój tata przestał się śmiać.- No ale wracając do rzeczy. Poszła do toalety a ja się zdrzemnąłem. Z kamer umieszczonych w domu wynika, że Tom podsunął krzesło i chwycił broń. Najpierw groził tobie, ale po chwili zrezygnował i wyszedł na ulicę. Nie wiem co ten dzieciak sobie wtedy myślał, ale nie były to myśli dziecka myślącego normalnie. Proponował abyś to ty chwycił za broń ale odmówiłeś. Twój brat wyszedł na ulicę i zaczął strzelać gdzie popadnie. Na całę szczęście siła odrzutu była duż więc Tom wystrzelił tylko 3 kulki. Byłeś na tyle rozsądny, że nie wychodziłeś tylko podszedłeś do mnie i próbowałeś mnie obudzić. Niestety wybudziły mnie co dopiero strzały. Zerwałem się na nogi i wybiegłem przed dom. Wyrwałem twojemu bratu broń. Na całe szczęście nic się nikomu nie stało. Po 3 dniach wylądował w ośrodku dla dzieci chorych umysłowo. Nie kontaktowaliśmy się z nim i nie mamy zamiaru mieć z tym dzieciakiem nic wspólnego.- zakończył swój monolog Jorge. No takiego obrotu spraw się nie spodziewałem. 5 latek co chce wymordować ludzi na ulicy? Dobra tym to nawet zszokował Kim a tego nawet ja nie potrafię. Szacun!
-To jakiś żart nie? Żartujesz sobie z nas?- wydusiłem z siebie.
-Chciał bym żartować, ale to jest szczera prawda.- powiedział to z taką powagą, że mu uwierzyłem. Nie mogłem na niego patrzeć. Wybiegłem ze szpitala słysząc za sobą krzyk mojej dziewczyny.
-Jack…? Wszystko Ok?- zapytał gdy już usiedliśmy na ławce w parku blisko miejsca pracy mojego ojca.
-Nic nie jest Ok! Mam brata bliźniaka, który jest mordercą! Co ja mam sobie myśleć? Po 16 latach życia dowiaduje się, że mam bliźniaka, o którego istnieniu zapomniałem bo maiłem 5 lat jak rodzice go wydziedziczyli!- myślałem, że się rozpłacze ale nie mogę. NIE CHCĘ! Muszę być twardy.
-Zawsze masz nas Jack. My cię nie zostawimy choćbyś miał brata dziwoląga, zaginioną siostrę wariatkę i coś jeszcze.- pocieszała mnie Kim. Roześmiałem się gdy usłyszałęm jej przemowę. Siostrę wariatkę i jeszcze coś?
-Ty zawsze wiesz jak mnie pocieszyć. Chodź lepiej do domu. Robi się późno.- wziąłem ją za rękę i poprowadziłem do mieszkania. Przed tym jak weszła do swojego pokoju namiętnie ją pocałowałem nie zwarzając na rodzicielkę, która przyglądała nam się z rozdziawioną buzią. A miałem ją gdzieś! Ruszyłem do swojego pokoju by się umyć i przebrać. To był bardzo ciężki dzień. Jutro wyjeżdżamy do moich dziadków. Mam nadzieje, że tam się nic nie wydarzy. Puściłem sobie składankę i ruszyłem pod prysznic. Nie przesłuchałem wszystkich tylko wybrane. Było ich pięć. Lubiłem słuchać Avril Lavigne. Miałem zły humor, więc na pierwszy ogień poszła piosenka pt. When You’re Gone. Potem po kolei puszczałem: Wish You Were Here, What The Hell, Sk8er Boi, Rock N Roll. Po długim prysznicu wziąłem się ubrałem i skierowałem do pokoju Kim. Siedziała na łóżku i czytała jakąś książkę.
-Ładnie to tak wchodzić bez pukania?- zapytała udając złą i obrażoną.
-Jak mnie tu nie chcesz to sobie pójdę.- powiedziałem robiąc minę zbitego psa.
-Nie wychodź. Przecież wiesz, że ten wieczór nie był by taki cudowny jak by ciebie tu nie było, prawda?- zapytała.
-No ba!!! Beze mnie to nic fajniego. Ze mną zawsze jest zabawnie. A tak z innej beczki! S.P.A.K.O.W.A.Ł.A.Ś SIĘ?- wiedziałem, że o tym zapomniała.
-O szlag! Zapomniałam! Pomożesz mi się spakować?- zapytała.
-Jasne! Z miłą chęcią!- odpowiedziałem wchodząc do jej tymczasowej garderoby.
-Tylko musimy iść do mnie do domu, bo z tego co mam tutaj nie spakuje się na tydzień. Więc tak jakby pomyliłeś kierunki mój rycerzu.- zażartowała sobie ze mnie.
-A więc nie jestem twoim rycerzem na białym koniu?- zapytałem „zdziwiony”
-Jesteś i zawsze będziesz! Ale teraz muszę się spakować na jutro.- powiedziała z wielkim uśmiechem.

 

DOM KIMBERLY

Nie wiedziałem, że ma taki wielki pokój. To prawda byłem tu wcześniej ale było ciemno i nie przyglądałem się jemu. Dom jeszcze większy od mojego. A garderoba Kim? Szkoda gadać. Osobno buty, osobno ubrania, osobno biżuteria. (garderoba na ubrania 3x większa) Nie wiedziałem, że można mieć tyle ciuchów w jednej szafie.
-Kim?…- powiedziałem z nutą niepewności. -Jesteś tam czy te wszystkie ubrania cię zeżarły?-
-Nic mi nie jest tylko nie wiem co mam wybrać! Co my tam w ogóle będziemy robić?-
-Nie wiem słońce, ale wiem że jedziemy tam na TYDZIEŃ a nie na ROK!- odkrzyknąłem w odpowiedzi.
Po 4 godzinach wybrała wszystko co jej było potrzebne. I tak nie zmieściła się w 1 walizce, skończyło się na 3. Identycznie jak w jej szafie, OGROMNEJ szafie. Wszystko w osobnych walizka. I tak ją ubłagałem, żeby kosmetyki wsadziła tam gdzie biżuterię. Ale i tak nie mogę sobie wybaczyć, że nie kazałem jej skończyć na jednej i dużej. Szkoda mi moich pleców, przecież ja to będę musiał taszczyć przez całe lotniska, do lotniska i rezydencji dziadków. I jak by tego było mało jeszcze mój bagaż! Moje plecy tego nie zniosą. To będzie lepsze od siłowni co piątek. Jazda bez trzymanki. Ciekawe co tak u Jerry’ego i Milton’a. Mam nadzieje, że Julia i Grace będą miały tego mniej niż Kim.

 

DOM JACK”A

-Po co ci tego tyle Kimi? Przecież jedziemy tylko na tydzień!-
-No wiesz…-
-No właśnie nie wiem, nie rozumiem i chyba nigdy tego nie zrozumiem.-
-No bo nie wiem jaka będzie pogoda lub w co się będę chciała ubrać albo co tam będziemy robić. Musiała wziąć wszystkiego po troszkę.- uśmiechnęła się niewinnie a mi aż zrzedła mina. Cieszyłem się, że tam z nią jadę ale i tak czy siak zapowiadał się długiiiii tydzień. Bardzo długi tydzień.
-Może lepiej coś pooglądajmy co?- zaproponowałem. Musiałem o tych 3 walizkach zapomnieć i to czym prędzej.
-No dobra! Tylko jaki?- zapytała. Już chciałem zaproponować jakiś horror ale mi przeszkodziła. -Słyszałam od Grace, że leciał taki genialny film. Tylko jak on się nazywał…?-
-A może Piła 3?- zapytałem z nadzieją.
-Zgłupiałeś? Nienawidzę horrorów. A już wiem Akademia Wampirów. Ha przypomniałam sobie. Jestem genialna.- zaczęła się cieszyć.
-A może jednak ta Piła?- spróbowałem jeszcze raz ale nic z tego, tylko tego pożałowałem. Dostałem poduszką w twarz! -O nie tak to się nie bawimy! Ty zadzierasz ze mną? Chcesz ze mną wygrać bitwę na poduszki? Nie uda ci się to!-
-To się jeszcze okaże!- wykrzyknęła radośnie. Biliśmy się tak poduszkami, że aż piórka latały po całym pokoju. Wiedziałem, że ani ja ani ona tego nie wygra. Czas zmienić taktykę. Kimberly ma straszne gilgotki, więc położyłem poduszkę na ziemi i z chytrym uśmiechem ruszyłem w stronę blondynki.
-Jack!!! NIE ODWAŻYSZ SIĘ!!! Nie rób tego! Proszę?- zapytała z nadzieją. Ja tylko jeszcze szerzej się uśmiechnąłem i zacząłem gonić dziewczynę po całym pokoju. Gdy już ją dopadłem i zacząłem gilgotać wparowali moi rodzice.
-CO? TU? SIĘ? STAŁO?- wydukała moja mama a my z Kim popatrzyliśmy na siebie znacząco i wybuchliśmy gromkim śmiechem. -Moje poduszki? Czemu? Jak? Co one wam zrobiły?- pytała retorycznie moja mama.
-Jak dobrze, że jutro wyjeżdżacie do dziadków do Francji…- do rozmowy włączył się mój tata.
-Chcieliście coś od nas?- zapytałem zdziwiony. Oni nigdy nie wchodzili do mojej „twierdzy” bez jakiegoś celu.
-Tak właściwie to mamy dla was małe ostrzeżenie…- powiedzieli moi rodzice chórem. To się źle zapowiada…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ja wiem bardzo króciutki i wiem, że obiecałam dłuższe ale zależało mi na tym aby dodać go dzisiaj. Jutrzejszy będzie dłuższy. Obiecuję!!! A jak nie zrobię przynajmniej 2 500 słów w jutrzejszym to mnie zastrzelcie! A tak w tym jest 1 526 słów. Jeszcze raz przepraszam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział VI – Nowy przyjaciel?

14 kwi

Już miałem ją pocałować, kiedy zza roku wyłonił się mój pies i rzucił się na nią. Kimi nie wiedziała o co chodzi i co się stało. zmieszana leżał na ziemi próbując się uwolnić i odepchnąć zwierze. Nic z tego Tren nie odpuszcza ludziom, których nie zna. To po części moja wina, bo to ja go tego nauczyłem…
-Nie wolno Tren!!! To moja dziewczyna! Zostaw!- okrzyczałem psa. Pomogłem wstać Kim i popatrzyłem jej głęboko w oczy. -Przepraszam cię za niego. On nie wiedział, że cię znam. To tylko zwierze i on nie ro…
-Spokojnie. Nic mi nie jest i nie mam do niego żalu. Po prostu wykonywał swoją pracę, bo chyba strzeżenie podwórka to jego zadanie, nie?- zapytała retorycznie i podeszłą do psiaka głaszcząc. -Cześć jestem Kim, a ty jak się nazywasz?- skierowała swoje pytanie do psa a ten odpowiedział jej szczeknięciem i polizał po policzku. -Też cię miło poznać Tren.- gdy wypowiedziała te słowa wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.
-Kim dochodzi 00:30. Czas iść spać, bo nie wstaniemy jutro rano.- podniosłem dziewczynę z ziemi i wziąłem na ręce bo wiedziałem, że jest strasznie zmęczona i nie da rady iść na własnych nogach. Blondynka nie protestowała, wręcz przeciwnie wtuliła się w moją klatkę piersiową i zasnęła. Położyłem ją delikatnie na łóżku, znajdującym się na drugim piętrze w stajnie. Powoli i bardzo cicho ulokowałem się obok niej i zasnąłem.
Gdy się obudziłem nie było przy mnie Kim. Nie wiedziałem o co chodzi, bo przecież nigdzie by sama nie poszła. Nie zna okolicy. Nawet nie wie gdzie teraz jest no i raczej nie pamięta drogi powrotnej. Postanowiłem szybko nałożyć na siebie wczorajszą koszulę i ruszyć jej poszukać. Gdy schodziłem po schodach zauważyłem białą kartkę, podskoczyłem i odczytałem napis.

„JUŻ NIGDY NIE ZOBACZYSZ KIM! ONA JEST MOJA! SŁYSZYSZ??? NALEŻY TYLKO DO MNIE I NIC TEGO NIE ZMIENI! NAWET JEŚLI BYŚ TEGO BARDZO CHCIAŁ! A TAK POZA TYM… PRZEBRANIE SIĘ ZA CIEBIE I UDAWANIE ŻE MUSI ZE MNĄ GDZIEŚ IŚĆ BYŁO BARDZO PRZYJEMNIE TAK SAMO JA TEN NAMIĘTNY POCAŁUNEK KTÓRYM MNIE OBDARZYŁA! ”

To była najdłuższa i najgorsza groźba jaką słyszałem i miałem okazję przeczytać. Nie mam za złe Kimi, że pocałowała faceta, który przebrał się za mnie, bo przecież za co? Teraz trzeba ją znaleźć. Gdzie ona może być? Gdzie ten psychol ją mógł zabrać? Co się z nią stanie. O co mu może chodzić? W pośpiechu osiodłałem Demona i popędziłem leśnymi dróżkami w poszukiwaniu mojej ukochanej. Po godzinie jazdy tyłek bolał mnie niemiłosiernie a Kim przepadłą jak kamień w wodę. I co ja mam teraz zrobić… Nagle moim oczom ukazała się postać z siekierką w ręce. Na pewno jakiś drwal. Może widział Kimi? Podjechałem bliżej i to co tam ujrzałam mnie zaszokowało. Facet chciał odrąbać głowę Crawford. Moja dziewczyna próbowała krzyczeć, uwolnić się i wyrwać, ale nic nie działało. Bez zastanowienia ruszyłem biegiem w stronę tej porąbanej sceny wziętej prosto z jakiegoś horroru. Facet jak tylko mnie zobaczył przyśpieszył akcję i nim się obejrzałem krzyk Kimberly ucichł a jej ciało opadło bezwładnie na ziemię. Zszokowany podszedłem do zwłok i zacząłem płakać. Nie tak jak dziecko, które nie może dostać lizaka. Płakałam w środku, na zewnątrz i całym sobą. Moje serce rozkruszyło się na miliony kawałków. Co ja teraz zrobię?
-KIM??? NIE KIM!!! TYLKO NIE TY!!! CZEMU NIE MOGĘ BYĆ NA TWOIM MIEJSCU!!! BŁAGAM OCKNIJ SIĘ!!!- powiedziawszy to zacząłem jeszcze powtarzać to po cichu po kilka razy.
-Jack jetem tutaj. Nic mi nie jest. Żyje i mam się bardzo dobrze…- czy to był głos Kim? To nie możliwe ona nie żyje.

***

Otworzyłem oczy i ujrzałem całą i zdrową Kim. Moją Kimi.
-Jezu ty żyjesz i nic ci nie jest. Ja… ja… ja myślałem, że ty… że ty… że ty umarłaś i…. i… mnie zostawiłaś- cedziłem przez łzy.
-Ej spokojnie to tylko zły sen. Nic mi nie jest i mam się dobrze. Wiesz, że tak szybko to mnie się nie pozbędziesz, prawda?- zapytała retorycznie. Momentalnie poprawił mi się humor i mocno ją do siebie przytuliłem.
-Obiecujesz mi, że będziesz na siebie uważać i nie zrobisz sobie specjalnie krzywdy?- pytałem jak małe dziecko mamy czy może lizaka. Co się ze mną dzieje. Przed poznaniem Kim nie byłem taki… taki… Inaczej nie byłem taką beksą i nie byłem taki wrażliwy. Nigdy. Zawsze twardo stąpałem po ziemi i nie pokazywałem tyle uczuć na raz. Miłość, strach, niedowierzanie, przyjaźń, zaskoczenie i wiele innych emocji na pewno malowało się teraz w moich oczach.
-Chodź może już do domu. Przebierzemy się, umyjemy zjemy śniadanie i spotkamy się z przyjaciółmi, bo mam wrażenie, że chcesz nam coś powiedzieć.- stwierdziła moja dziewczyna.
-Jak ty to robisz?- zapytałem z niedowierzaniem malującym się na mojej twarzy.
-Ale co robię?- zapytała najwyraźniej nie wiedząc o co może mi chodzić.
-Jak ty tak po prostu wiesz kiedy coś ukrywam. Znamy się 3 dni a ja się czuje jakbym przyjaźnił się z tobą od piaskownicy.-
-Też się tak czuję i co z tego. A co do twojego pytania. Myślę, że umiem cię tak przeszyć na wylot tylko dlatego, że jestem mistrzynią kłamstw i mowy ciała.- powiedziała chichocząc pod nosem.
-I co ja mam z tobą zrobić ty moja kłamczuszko?- zapytałem retorycznie i momentalnie zjawiłam się obok dziewczyny. Pisnęła z zaskoczenia gdy wziąłem ją i przerzuciłem sobie przez ramie (tak jak to Shrek zrobił z Fioną w I cz.). Wszedłem po stromych schodach na piętro gdzie było pełno siana i wrzuciłem ją do kupki ułożonej wcześniej. Dziewczyna była całą w suchej trawie.
-No wiesz co. Mam siano tam gdzie być go NIE POWINNO!- wrzeszczała i wciągnęła mnie za sobą. Miałem tyle togo świństwa w swoich kasztanowych włosach, że na palcach 10 rąk nie dało by się zliczyć. Taplaliśmy się tak jeszcze przez dobre 20 min gdy Kim zaczęło burczeć w brzuchu. Momentalnie zszedłem do mini kuchni i zacząłem robić nam mleko z płatkami bo aktualnie nic więcej  nie miałem w mojej prowizorycznej lodówce. Kim zeszła przebrana w nowe rzeczy. Musiała znaleźć je w szafie. Wziąłem je z mojego domu. Nie wiedziałem co mam wziąć więc chwyciłem pierwsze lepsze ubranie, jakieś kosmetyki, szczotkę i biżuterię. Do dziś nikt nie chce mi wytłumaczyć po co TO KOMU? Mi tam wystarcza jeden szampon i mydło, a dziewczyny? Skoda gadać.
-A ty jeszcze nie ubrany?- zapytała z uśmiechem.
-Żartujesz nie? Pilnowałem nam śniadania, żeby sobie przypadkiem nie wyparowało.- powiedziałem pół żartem, pół serio.
-Tak to sobie tłumacz przystojniaku.- odpowiedziała.
-Twierdzisz, że jestem przystojny?- zrobiłem chytrą minę i popatrzyłem na nią jednym z moich najwspanialszych spojrzeń.
-Nie…- zapiszczała.
-Kłamiesz! Ha wiedziałem!- podbiegłem do niej i namiętnie pocałowałem. Od razu oddała pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie i zasiedliśmy przy stoliku. Zjedliśmy przyszykowany przeze mnie posiłek. Po ubraniu się ruszyliśmy przez tylko mi znany skrót do miasta, ponieważ mieliśmy się spotka z paczką. Gdy dotarliśmy do Phila Falafela usiedliśmy z Kim czekając na przyjaciół. Przyszli po 10 min. Czas im powiedzieć o zaproszeni dziadków.
-Dobra słuchajcie. Ja wiem, że niektórzy mnie tu nie lubią…- popatrzyłem wtedy na Miltona i Julię.
-Jack, to nie prawda!- powiedziała moja dziewczyna, Jerry i Grace w tym samym czasie.
-Nie przerywajcie mi.- zgromiłem ich wzrokiem a potem szczerz się roześmiałem widząc ich miny. Ale mimo to kontynuowałem wypowiedz.- Więc, wracając do rzeczy. Dostałem zaproszenie od moich dziadków. Chcą abym przyjechała tam z nowymi kumplami.-dokończyłem. Jednak zaraz sobie o czymś przypomniałem -Oczywiście jak nie chcecie nie musicie jechać!-
-No sam nie wiem. Teraz jest tydzień wolnego, ale…- Milton zaczął swoją wypowiedz, ale jej nie skończył, bo przerwała mu ją Grace.
-To świetny pomysł, zabawimy się, poznamy cię lepiej i w końcu wyrwiemy się z tej dziury.- piszczałą zadowolona Grace. Wszyscy się do niej przyłączyli. No prawie wszyscy. Nie wiem o co chodziło Miltonowi. Za co on mnie tak nienawidził? Muszę się tego dowiedzieć. Przedarłem się (dosłownie) przez tłum rozwrzeszczanych nastolatków i podszedłem do rudzielca.
-Ymmm… Milton? Możemy pogadać?- zapytałem nie pewnie. Chłopak tylko odwrócił głowę i pokiwał na tak. -Słuchaj ja nie wiem co ja ci zrobiłem, ale przepraszam. Jeśli chodzi o Julię to…- nie dokończyłem
-Nie chodzi o Julię. Tu chodzi o ciebie. Wtrącasz się do naszej paczki z  brudnymi łapami. Po 2 dniach jesteś już z Kim. Teraz ten wyjazd w co ty pogrywasz co? Kim ty człowieku jesteś? Ich udało ci się naprać ale zemną ci tak łatwo nie pójdzie. Jesteś zwykłym chłoptasiem z Nowego Jorku, który zabiera mi przyjaciół, dziewczynę i sposób na życie!!!- darł się pomnie a ja nie wiedziałem o co mu chodzi. Patrzyłem na niego z otwartą gębą i nie dowierzałem w to co słyszałem. -Ja z tym gnojkiem nigdzie nie jadę. Nie mam najmniejszej ochoty pakować się z tym dupkiem w jakiekolwiek kłopoty!- wrzeszczał dalej. Wstał od stołu i wyszedł z knajpy trzaskając drzwiami.
-Co. Tu. Się. Właśnie. Stało? – zapytała mnie zdziwiona Julia. Chwila ona się odezwała w moim towarzystwie! Cud się stał!
-Sam nie wiem! Może mi ktoś wytłumaczy czemu on mnie tak nie lubi? A sam się zapytam zaraz wracam!- krzyknąłem i wybiegając za Krupnikiem. -Milton czekaj! To nie tak.- zacząłem drzeć się na całą galerię. Chłopak zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.
-Tak? Nie tak jak myślę? To jak wytłumaczysz mi to?- mówiąc to wyciągnął jakiś list gończy czy coś w tym rodzaju. Było na nim moje zdjęcie tylko podpisane zupełnie inaczej.
-Milton nie jestem żadnym seryjnym mordercą. Co ja mam ci pokazać akt urodzenia czy co? Co ty sobie myślisz, że był bym w stanie zabić ciebie czy K… Kim lub resztę paczki. Jesteście moimi pierwszymi przyjaciółmi. W tym roku przeprowadziłem się już 4 raz. W Nowym Jorku miałem 2 kumpli, których musiałem zostawić i wyjechać. Myślisz, że to jest takie miłe? Cały czas się przeprowadzać i dla swojego bezpieczeństwa trzymać się z dala od dziewczyn i innych ludzi byle tylko przy kolejnej przeprowadzce się nie załamać? Myślisz, że jest mi teraz miło gdy oskarżasz mnie o morderstwo… 4 dzieci. Ja nie wiem co to jest za koleś ten Tom, ale wiem że ma nie równo pod sufitem i wiem też. ŻE. TO. NIE. JESTEM. JA!!!- teraz to ja nie wytrzymałem i czym prędzej opuściłem teren galerii. Kim  biegła za mną wytrwale tak samo jak Jarry i… Milton? Po co on za mną biegł. Kim jednak mnie dogonią i mocno przytuliła.
-Ja nie miała pojęcia. Naprawdę Jack. Nie wiedziałam o co może chodzić Miltonowi!-
-Przepraszam chyba za krótko się znamy. Musze poznać cię lepiej to może cię polubię. Ale ostrzegam jeśli to ty…- nie dane mu było dokończyć.
-Miltonie Krupniku masz się natychmiast przymknąć i powiedzieć, że z chęcią pojedziesz na ten wyjazd.- wydarła się na niego Julia.
-O ja cię kręcę! To ty umiesz krzyczeć?- zapytał zdziwiony rudzielec. Wszyscy oprócz mnie śmiali się w niebo głosy. Mnie nie bawiła ta cała sytuacja. No może troszkę. Ale moją głowę zaprzątała teraz zupełnie inna sprawa. Co to za koleś na tym zdjęciu.
-Milton pożyczysz mi ten list? Proszę?-
-Jasne bierz go sobie mam kopię w domu. Mój tata jest policjantem.-
-Dzięki Krupnik. Wybaczcie ale mam coś do załatwienia. Widzimy się jutro i nie zapomnijcie walizek. Jutro o 8:15 przed moim domem. To cześć.- pożegnałem się z przyjaciółmi i wyszedłem. Nie oglądając się za siebie ruszyłem do szpitala ojca. Miałam złe przeczucia co do tego gościa. Za bardzo mi przypominała mnie. Poczułem czyjąś delikatną rękę na swojej.
-Ja mam dzie…- ucichłem bo zobaczyłem Kim z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Tak wiem, że masz dziewczynę. Tak się składa, że jestem nią ja.- gdy to powiedziała jej uśmiech stał się jeszcze większy niż był. Odwzajemniłem gest ale od razu pożałowałem. Nie wyszedł on wcale taki wspaniały i pełen energii jak chciałem wręcz przeciwnie, był on żałosny i słaby. -Co się stało Jack? Jesteś taki przygaszony od kąd posprzeczałeś się z Miltonem. Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko.- powiedziała blondynka mocno mnie do siebie przytulając.
-Bo widzisz Kimi…-
-Kimi? Ładnie! Możesz tak do mnie częściej mówić?- przerwała mi nagle.
-Pewnie. Ale wracając do rzeczy. Mam przeczucie, że ten koleś…- wskazałem na zdjęcie. – Może być ze mną spokrewniony. Ba, jestem tego pewien, że rodzice coś przede mną ukrywają. Do matki nie pójdę. Zbyt dobrze kłamie. Ojciec natomiast nie potrafi. Jest szczery i prawdomówny do bólu. Czasem jest to strasznie wkurzające, ale w takich sytuacjach się przydaje. Teraz właśnie szedłem do szpitala by z nim pogadać, bo nie da mi to spokoju.- powiedziałam patrząc pod nogi.
-Jak chcesz pójdę z tobą. Przyda ci się pomocna dłoń.- i wtedy zdałem sobie sprawę ile ta dziewczyna dla mnie znaczy. Spojrzałem na nasze splecione dłonie i mimowolnie się uśmiechnąłem. Crawford też się uśmiechnęła i spojrzała mi prosto w oczy. Myślałem, że się rozpłynę. Kochałem ten jej przenikliwy, pełen miłości wzrok. Ruszyliśmy bez słowa w stronę szpitala cały czas wtuleni w siebie. Teraz wiedziałem, że cokolwiek się stanie zawsze będę przy niej. Ewentualnością jest tylko jedna sytuacja, a mianowicie jeśli ona by mojej obecności nie chciała. Tak objęci wkroczyliśmy do szpitala i ruszyliśmy do gabinetu mojego taty. Może nie wyglądał jak gabinet lekarza ale taki był zamiar. Wszedłem do pomieszczenia bez pukania i razem z moją dziewczyną popatrzyliśmy na zdziwionego mężczyznę. No tak, przecież rodzice nie wiedzą o moim związku z Kimberly. A co mi tam. Nic mnie to nie obchodzi. Po głowie chodzi mi tylko jedno pytanie.
-Co to jest za gość?- zapytałem prosto z mostu. Ojciec uciekał wzrokiem po całym pokoju. -Potwierdzasz tylko, że coś ukrywasz. To nie ma sensu. Mów co wiesz. Przecież i tak się dowiem. Lepiej od ciebie, niż od dziadków.-
-No widzisz Jack… My tak jakby… Z twoją matką… Mamy pewną tajemnicę…- jąkał się Jorge (tata Jacka)
-Jaką tajemnicę…?- mówiłem spokojnie jednak w środku aż się we mnie gotowało.
-Więc Jack to jest…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I oto 6 rozdział ma on dokładnie 2 235 słów. Jeszcze dłuższych nie będzie bo nie mam do tego siły.  Mam nadzieje, że wam się podoba. No i oczywiście dziękuje za wspieranie siostro krwi. Tak naprawdę to tylko ty to chyba czytasz. No ale cóż. I tak jest dobrze bo myślałam, że tych moich bazgrołów nawet ty nie będziesz czytać. Dzięki Ci za to, że jesteś. Kath :*

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział V – Miła niespodzianka

06 kwi

-W takim razie TAK!!! Milin razy TAK!!!- wstałem i se szczęścia bardzo namiętnie ją pocałowałem a potem uniosłem i zacząłem się z nią kręcić gdy nagle się poślizgnąłem i gdyby nie mój refleks, to byśmy wylądowali w basenie. Leżeliśmy na trawie i śmiejąc się podziwialiśmy gwiazdy. Było cudownie ale zabrakło mi jednego. Za pomocą pilota włączyłem wierze i obydwoje usłyszeliśmy wolną piosenkę.
-Można prosić moją dziewczynę do tańca?- zapytałem z powagą a zarówno ze szczerym uśmiechem.
-Ja nie umie…- nie dokończyła bo wziąłem ją w ramiona i zaczęliśmy tańczyć. Może i to zabrzmi dziwnie ale kiedyś ćwiczyłem balet, ponieważ jest on podstawą do każdego innego.
-Nie wiedziałem, że umiesz tańczyć balet.- powiedziałem kiedy się ode mnie oderwała i zaczęła przepięknie tańczyć. Pobiegłem do niej i podniosłem ją tak jak w tym tańcu przypadło na facet. Poruszaliśmy się tak do puki piosenka się nie skończyła i nie poleciała z głośników bardziej żywa nuta. No tak włożyłem nie tą płytę co trzeba. Chciałem to zmienić ale Kim mi nie pozwoliła i dalej ze mną tańczyła. Ona mnie cały czas zadziwia tu tańczy balet a z drugiej strony rusza się… Brak mi słów. W każdym ruchu jest coraz więcej jej samej, ruszała się podobnie do Beyonce. Postanowiłem się przyłączyć. Ruszaliśmy się tak jeszcze przez 3 piosenki, nie zmęczyliśmy się tylko musieliśmy zmienić czynność, bo nam zaczęło trochę odbijać. Gdy się uspokoiłem przypomniałem sobie co jeszcze miałem zrobić. Objąłem Kim w pasie i wyszeptałem jej do ucha:
-Mam ci jeszcze coś do pokazania. Chciał bym żebyś wiedziała, że chociaż jestem ty przez 2 dni znalazłem swoje ulubione miejsce.- popatrzyła na mnie zdezorientowana. Chwyciłem ją za rękę i zacząłem prowadzić ją pod górę.
-Jack ja nie dam rady w tych szpilkach iść po tą górę nie lepiej iść tam jutro? Już wystarczająco dużo dla mnie dzisiaj zrobiłeś.- powiedziała po minucie marszu.
-Jak nie zobaczysz tego dzisiaj to jutro też nie…- odpowiedziałem z chytrym uśmiechem i wziąłem ją na barana.

Cały czas się wyrywała, ale nie krzyczała wiedziała, że to i tak by jej nic nie dało. Jestem Jack Brewer i nigdy się nie poddaje tak samo jak Kim. Obydwoje zawsze stawiamy na swoim. To może być bardzo ciekawy związek. Gdy doszliśmy na górę postanowiłem odłożyć Kimi na ziemię i zasłonić jej oczy. Podeszliśmy bliżej i moim oczom ukazały się 2 kanie. Jeden czarny a drugi biały. Uwielbiam jeździć na koniach tak samo jak Crawford. Odsłoniłem blondynce oczy a ta otwarła buzie ze zdziwienia. Zaczęła skakać z radości.
-Co to za konie?- spytała.
-Jeden jest dla mnie a drugi dla ciebie. Wybieramy się na przejażdżkę. A tu są twoje spodnie i koszulka żebyś mogła się przebrać. A no i jeszcze buty. To jak?- spytałem widząc ją tak rozpromienioną i te jej cudne oczy, które się śmiały. Mógłbym tak na nią patrzeć w nie skończoność. Wyrwała mi ciuchy i buty z ręki i poszła się przebrać. Gdy wyszła wyglądał przecudnie w tym stroju. W tym czasie ja też się przebrałem i założyłem swój komplet.  Konie też już osiodłałem. Pomogłem wsiąść Kim na białego rumaka. Należały one do mojej rodziny. Na Mirandzie jechała Kim ja za to jechałem na Demonie. Są bardzo dobre w skokach. Mają na swoim koncie nie jedne wygrane zawody. Ruszyliśmy stępem.
-Jack? Jak ten koń się nazywa?- spytała mnie Kimi. No tak nie powiedziałem jej. Ja to jednak naprawdę przy niej tracę głowę. Skup się facet, przecież to Kim, która posiada piękne brązowe oczy, cudny śmiech i te ślicznie pachnące włosy… OGAR JACK!!!
-Wybacz, że ci nie powiedziałem zapomniałem. Siedzisz właśnie na Mirandzie.- klacz na swoje imię tylko potrząsnęła głową a my we dwoje wybuchliśmy śmiechem. – Ja za to dosiadam Demonie, jego pełne imię to Demon Nocy, ale wszyscy wołają na niego Demon.- powiedziałem po opanowaniu głupawki krążyliśmy tak bez sensu przez 10 min. No przynajmniej tak się wydawało Kim. Ja doskonale wiedziałem gdzie jadę. Musiałem jej pokazać gdzie może mnie szukać jak nie będę odbierać telefonów. To miejsce zrobili dal mnie rodzice bo tylko ja kocham konie w naszej rodzinie.
-Dobra koniec tego wleczenia się za sobą czas podkręcić tępo.- powiedziawszy to  ruszyłem galopem prosto przed siebie. – Spróbuj mnie dogonić, bo inaczej się zgubisz…!- wykrzyknąłem bo Kim chyba o czymś intensywnie myślała i nawet nie zauważyła, że się oddalam. Gdy to usłyszała od razu się spięła i wyrwała galopem. Cały czas słyszałem jej śmiech i nawoływania. Gdy nagle wszystko ucichło. Nie słyszałem śmiechów, wołania stukotu kopyt Mirandy. Gwałtownie zatrzymałem ogiera i ruszyłem w przeciwną stronę. Po paru sekundach zobaczyłem klacz stojącą nad Kim i szturchającą ją nosem. Miranda najwyraźniej bardzo polubiła Kimi. Zeskoczyłem z Demona i podbiegłem do nie przytomniej dziewczyny. Gdy tylko ją dotknąłem otworzyła szeroko oczy, uśmiechnęła się i jednym zwinnym ruchem wskoczyła na swojego konia. Z niedowierzaniem pokręciłem głową. Jakim cudem Kimberly namówiła tą upartą szkapę na taką grę aktorską. Miranda zrobi dla niej wszystko. Dosiadłem w mgnieniu oka ogiera i pognałem za moją dziewczyną, tm razem role się odwróciły. To ja wołałem za Kim i się śmiałem. Trzeba jej przyznać, to że świetnie jeździ. Jest naprawdę utalentowana. Stanęła jak wryta gdy zobaczyła wielką polane na, której znajdowały się przeszkody, hala i stajnia.
-Taki sobie mój mały kącik. Siedzę razem z moimi końmi jak jest mi źle. Rodzice wiedzą jakie one są dla mnie ważne dlatego je tu przewieźli.- wytłumaczyłem jej, gdy zobaczyłem jej pytające spojrzenie. -Trenowałeś kiedyś jazdę konną? Bo jeździsz naprawdę dobrze…-
-Jak byłam mała to mama zapisała mnie do szkółki, potem jeździłam w klubie i zdobywałam medale ale po ostatnim wypadku nie wsiadłam na konia aż do dzisiaj. Dziękuję Jack. Przypomniałeś mi jaka to była świetna zabawa!- powiedziała i spróbowała mnie przytulić. Niestety jej popręg był niedociągnięty i ssuneła się razem z siodłem. Na całe szczęście chwyciłem ją w ostatniej chwili i mocno przytuliłem śmiejąc się pod nosem. Dziewczyna lekko mnie uderzyła i jeszcze mocniej się we mnie wtuliła.
-To co skaczemy na oklep?- zapytała.
-No pewnie będzie niezła zabawa jak spadniesz.- zeszliśmy z konia, a ja rozsiodłałem Demona.
-Chciałbyś. Skakałam 1.70m na oklep.- zaczęła się chwalić.
-To co ty na małe zawody?- zapytałem.
-Dobra. Kto nie zwali ani jednej beli wygrywa.- powiedziała pewna siebie.
-A co jest wygraną?- zapytałem z chytrym uśmiechem.
-Jeśli wygrasz dostaniesz całusa, jeśli jednak ja wygram będziesz musiał skakać przez przeszkody bez konia. Co ty na to?-
-Ok. Tylko muszą być niższe niż teraz bo przeszkody mojego wzrostu to nie przeskoczę.- zaśmiałem się wypowiadając to zdanie. W czasie naszej wymiany zdań przygotowaliśmy tor do „zawodów”. Każde z nas ma jedno podejście próbne. Kim była naprawdę dobra zrzuciła tylko jedną belkę. Ja przy tej próbie też zrzuciłem jedną belkę i to na dodatek tą samą co moja dziewczyna. Zaczęły się nasze „zawody”. Musieliśmy liczyć czas bo jak byśmy strącili tyle samo przeszkód to wtedy musimy wziąć czas pod uwagę. Jaj przejazd był bezbłędny. Będzie też trudno pobić jej czas. Była doskonała w każdym możliwym detalu. Występ dopięty na ostatni guzik. Nie mogłem przegrać. Przeraża mnie myśl o skakaniu przez przeszkody przygotowane przez Kimi. Wjechałem na tor i skakałem z łatwością przez każdą przeszkodę. Jest się mistrzem w śród młodzieży do lat 15. Zdobyłem ten tytuł w wieku 13 lat więc naprawdę poszło mi całkiem dobrze. Muszę przyspieszyć jeśli chcę pokonać Kim i dostać całusa. Demon wyczuł moje intencje i ruszył przed siebie jeszcze szybciej. Przed nami triple barre. Nie lubię tej przeszkody, a mój koń ją po prostu uwielbia. Demon bez problemu ją przeskoczył a ja skierowałem się na kolejną a właściwie na kolejne. Ta kombinacja składała się z 3 stacjonat postawionych blisko siebie. Po przeskoczeniu muru i oksera z wodą zakończyłem swój bezbłędny przejazd. Z bananem na twarzy podjechałem do kim i spytałem się o swój czas. Gdy usłyszałem, że byłem od niej szybszy o 2 sekundy zszedłem z konia i czekałem na nagrodę ale nie miłą zamiaru mi jej dać.
-No co była umowa. Gdzie moja nagroda?- spytałem
-Ale jaka nagroda? Miały być nagrody?- odpowiedziała piskliwym głosem. Musiałem sam odebrać swoją uczciwą wygraną. Podszedłem do swojej ukochane i bardzo namiętnie pocałowałem. Gdyby nie zazdrosna o Kim Miranda, która weszła pomiędzy nas, całowalibyśmy się jeszcze długo. Rozsiodłaliśmy nasze konie do końca, wyczyściliśmy, wstawiliśmy do boksu i zanieśliśmy sprzęt do siodlarni. Po udanej przejażdżce postanowiliśy nie wracać do domu bo i po co? Byliśmy zmęczeni i cali mokrzy, nogi nas polały tak samo jak tyłki. Miałem tu zamontowany prysznic i wstawione łóżko. Czego chcieć więcej. Jutro wrócimy do domu. A tak poza tym to przewidziałem taką sytuację i zabrałem nasze piżamy ze sobą. Tak wiem jestem genialny.
-Dziękuje… kochanie- powiedziała Kim.
-Ale za co Kimi?- nie wiedziałem o co jej chodzi.
-Za wszystko. Za to, że mnie przygarnąłeś i nie musiałam jechać do swojej babci we Francji. Za to, że dzięki tobie znowu zaczęłam się śmiać. Za to, że mogę cieszyć się z życia. Za to, że jesteś z nami wszystkimi. Za to, że przygotowałeś to wszystko chociaż nie trzeba było…-
-Oj tam trzeba było…-
-Nie przerywaj mi, bo dostaniesz… Wracając do rzeczy. Za to, że tu przy mnie jesteś. I za to, że jesteś moim chłopakiem, którego chyba bardzo kocham.- dokończyła swoją wypowiedź.
-CHYBA…?- uśmiechnąłem się chytrze i delikatnie ją pocałowałem.
-NA PEWNO!!!- poprawiła się.
-Ja też cię bardzo kocham Kim. Co z tego, że znam cię 2 dni. Ja naprawdę cię KOCHAM!!!- wykrzyczałem podnosząc głowę do gwiazd
-Ciszej mój ty wariacie. Konie płoszysz.- zaśmiała się. Już miałem ją pocałować, kiedy…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział V uważam za zakończony. Po 10 mam dla was niespodziankę… Mam nadzieje, że miłą.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział IV – Udana akcja…

02 kwi

Wpadłem na zwariowany pomysł… Nie wiem czy to czegoś między nami nie zepsuje, ale zawsze mam przy sobie chusteczkę. Gdy dziewczyna się do mnie odwróciła przodem od razu zatonęła w moich oczach. Mama zawsze powtarzała, że są strasznie hipnotyzujące ale ja jej nie wierzyłem, aż do teraz. Przybliżałem swoją twarz coraz bliżej twarzy Kim. Z tego co zauważyłem, to nie miała nic przeciwko.
-Masz resztki sosu na ustach- wyszeptałem, będąc 5cm od jej buzi.
-I co z tym fantem zrobisz…?- odpowiedziała zalotnie.
Nie wytrzymałem i wpiłem jej się w usta upuszczając przy tym chusteczkę, którą miałem wytrzeć ten „magiczny” sos. Crawford odwzajemniła pocałunek natychmiast. Położyłem swoje dłoni na jej talii, a jej powędrowały na moją szyję. Byłem w siódmym niebie. Co dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak bardzo zależy mi na blondynce. Nigdy nie czułem czegoś takiego do żadnej  dziewczyny, nawet Anki. Tkwiliśmy w tym cudnym pocałunku przez dobre 3 min do puki nie otworzyłem i nie zobaczyłem Gracy z Miltonem chowających się za jakimś krzaczkiem. Z niechęcią oderwałem się od dziewczyny i mocno przytuliłem, widząc jej nie zadowoloną minę.
-Gracy i Milton nam się przyglądają zza krzaka.- szybko wytłumaczyłem szepcząc jej to do ucha. Próbowała się odwrócić ale szybko zareagowałem na ten gest.- Ani mi się warz odwracać, bo się skapną i uciekną a ja jestem ciekawy co teraz zrobią.- odpowiedziałem wtapiając swoją twarz w jej przepięknie pachnące włosy.
-Znając Gracy zaraz tu podejdzie i zacznie zadawać pytania…- posmutniała blondynka. Nie musiałem patrzeć jej w twarz, żeby zorientować się, iż posmutniała. Wyczułem to w jej głosie.
-Kim o co chodzi? Co się stało? Czy ja coś źle zrobiłem?- byłem tak przestraszony, że musiałem popatrzeć w jej piękne oczy.
-Ja… ja po prostu nie wiem co jej mam powiedzieć jak będzie się mnie o to pytała. Co ja jej powiem, co?- zamyśliła się a ja już znałem odpowiedz.
-Powiesz jej, że…- speszyłem się. Nie wiedziałem czy mam to kończyć. Przecież znamy się 2 dni. A zaryzykuję.
-Nooooo…. Dawaj! Co mam jej powiedzieć!-
-Eeee… no… że… że… że może jesteśmy razem?- wydusiłem z siebie. Zamknąłem oczy, bo nie chciałem widzieć jej wyrazu twarzy. Kim tyko pogłaskała mnie po policzku i jeszcze raz mnie pocałowała. Byłem lekko zmieszany tą sytuacją ale odwzajemniłem gest. Całowalibyśmy się dalej gdyby nie przerwała nam tej czynności Gracy.
-Ehm…- chrząknęła by zwrócić na siebie uwagę. Z niechęcią oderwaliśmy się od siebie i popatrzyliśmy w stronę brunetki.- Czy możecie mi wytłumaczyć co tu się teraz, właśnie przed chwilą stało? Bo tym razem to chyba ja nie ogarniam a nie Jarry!- powiedziała będąc w lekkim szoku.
-Nooo… więc…- jąkałą się Kimberly- Tak jakby jestem z kolesiem, którego znam zaledwie nie całe 2 dni!- wypowiedziała na jednym wdechu zmieszana dziewczyna, moja dziewczyna.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!- zaczęła piszczeć brunetka. Musiałem zatkać uczy, bo taka częstotliwość mogłaby sprawić, że bym ogłuchnął.- Nie wieże!!! Naprawdę jesteście razem!!! No ja myślałam, że to się nigdy nie stanie.- postanowiłem zostawić je same.
-Kimi. Skarbie ja zostawiam cię z twoją przyjaciółką sam na sam, bo na 100% chcecie sobie porozmawiać sam na sam.- powiedziałem i  musnąłem jej usta na pożegnanie. Blondynka popatrzyłam na mnie tęsknym wzrokiem i odeszła z przyjaciółką. Uśmiechnąłem się sam do siebie, ponieważ mina Kimi mnie rozbroiła. Postanowiłem wpaść do dojo po moje stare rzeczy i wrócić do domu. Wyciągnąłem telefon, włożyłem słuchawki do uszu i puściłem moją ukochaną piosenkę. Nie chcę się chwalić ale kiedyś tańczyłem w zespole tanecznym i szło mi całkiem nieźle. Mimowolnie zacząłem poruszać się w rytm piosenki. Usłyszałem tylko dźwięk dochodzących wiadomości, postanowiłem się nimi niemi nie przejmować i odczytać w domu. Nawet gdy słuchałem tego hitu nie mogłem sobie wyrzucić miny Kimberly z głowy. Byłem tak wsłuchany w piosenkę i pogrążony w rozmyśleniach, że nie zauważyłem kiedy doszedłem do mojej posiadłości. Dobra trzeba zobaczyć od kogo mam wiadomości. Gdy zobaczyłem ile doszło do mnie powiadomień padłem. 20 SMS do przeczytania. 17 z nich miały jedną i tą samą treść tylko numery i litery końcowe się zmieniały.

SMS OD NIEZNAJOMYCH
Ona jest moja. To najgorętsza laska w tej szkole i muszę ją zaliczyć czy ci się to podoba czy nie. Ona jeszcze będzie mnie błagała bym został jej chłopakiem jak z tobą zerwie i to ja będę się śmiał ostatni. X

Śmiać mi się chciało jak to przeczytałem. Kimberly nie jest żadną zabawką do zaliczania. Ja rozumiem sam nie byłem święty do puki nie poznałem mojej Kimi. Sam umawiałem się na randki z 3 na raz. Ale nigdy nie obiecywałem im czegoś więcej. To one pchały się do mnie drzwiami i oknami by ze mną być a mi krajało się serce gdy na nie patrzyłem, no po prostu nie mogłem odmówić. Ania była inna, tak samo jak Kim. Była ona moją pierwszą dziewczyną. Po jej śmierci nie potrafiłem się zakochać aż do teraz. Chwila przecież my z Kimberly nie jesteśmy oficjalnie parą. Nie spytałem ją czy zostanie moją dziewczyną. Trzeba to zrobić jak najszybciej. Ale najpierw odczytam pozostałe wiadomości. Jedna od Jarry’eg, kolejny od mojej przyszłej dziewczyny i następny od Babci? Przecież ona nigdy do mnie nie pisze. Kontaktuje się z rodzicami a nie zemną! Ciekawe o co chodzi? Nie przeczytałem wiadomości od razu wybrałem numer dziadków i zadzwoniłem. Po kilku sygnałach odebrała babcia.

 

ROZMOWA TELEFONICZNA JECK’A I BACI WŁADZI

J: Cześć babci o co chodzi?
B: Cześć Jack. Pytałam się w SMS’ie czy dobrze się czujesz w nowym miejscu?
J: Tak. Jest inaczej niż gdzie indziej. Mam już przyjaciół i… dziewczynę?
B: Naprawdę? Tak się cieszę! Mam też dla ciebie fajną propozycję. Nie chciał byś wpaść do starych dziadków w odwiedziny. Masz teraz z tego co mówili rodzice tydzień wolnego, bo wymieniają szyby w szkole.
J: No tak wpadnę ale mam pytanie mogę wziąć przyjaciół i dziewczynę? Są wielbicielami Bobiego i ucieszyli by się gdyby mogli poznać jego nauczyciela.
B: No pewnie. Chętnie z dziadkiem poznamy twoich kolegów i wybrankę serca…
J: Oj babciu… Nie przesadzaj. Może kiedyś ale teraz chcę ją lepiej poznać.
B: Dobrze Jack ja muszę iść bo dziadek mnie woła. To widzimy się w poniedziałek. Do zobaczenia skarbie.
J: Pa babciu!

KONIEC ROZMOWY

 

Jak super! Wyjedziemy gdzieś razem na „ferie” z przyjaciółmi. Mam jeszcze 2 powiadomienia. To może teraz Jerry. Ciekawe co on chce? Pierwszy raz o mnie pisze ale znając go nie chodzi o coś ważnego.

 

WIADOMOŚĆ  JERRY’EGO
Joł! Stary moja chata jest teraz wolna. Co wy na to z Kim, żeby do mnie wpaść i zrobić niezłą bibę? Będzie niezła zabawa!!!

 

No tak. O co mogło chodzić jak nie o imprezę z procentami u naszego, nieogarniętego przyjaciela. Mam wielkie plany na tą noc co do Kim (bez dwuznaczności nie chodzi o takie plany). No to została jedna wiadomość – od mojej ukochanej. Ciekawe co tam u niej i Grace? Czy Kimberly nadal żyje, czy została pogrzebana pod masą pytań? Zaraz się okaże

 

WIADOMOŚĆ KIM DO JACK’A
POMOCY!!! Siedzę w kiblu i zastanawiam się jak się wykręcić od odpowiedzi na te wszystkie pytania. Wymyśl coś albo nie spotkamy się do PONIEDZIAŁKU!!!

 

O nie na to nie pozwolę nawet ma genialny pomysł. Jerry organizuje bibę, tak? A nie może zorganizować romantycznej kolacji dla Grace? Na pewno by dał rade a brunetka by się strasznie ucieszyła. I to się nazywa spryt!

 

WIADOMOŚĆ JACK’A DO JERRY’EGO
Siema stary. My z Kim nie przyjedziemy ale mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Zrób coś dla swojej dziewczyny. Spędzicie ten wieczór we dwoje. Przygotuj dla Grace romantyczną kolację i porozmawiajcie! Powiedz czy kiedy kol wiek zrobiłeś coś takiego?

WIADOMOŚĆ JERRY’EGO DO JACK’A
Stary ty to masz doświadczenie w tych sprawach! Zawsze narzekała, że nie wiem co to jest romantyczność! Idę po świece i zamówię coś do jedzenia! Napewno się ucieszy. Dzięki ziom!

 

Dobra sprawa Grace załatwiona. Teraz tylko dać znać Kimberly.

 

WIADOMOŚĆ JACK’A DO KIM
Grace masz z głowy Jerry zaraz do niej zadzwoni i zaprosi na randkę. A ja mam dla ciebie niespodziankę. Wpadnij tylko do siebie i ubierz się ładnie.

 

Dobra Kim zawiadomiona. Teraz trudniejsza część zadania. Świece, stolik, kolacja przy basenie Mam czas do 20:15, a jest 18:30. Ok. To zaczynamy od sklepu, potem pierścionek, i kolacja. Gotować też potrafię tak na marginesie, bo naleśniki to chyba każdy głupi potrafi zrobić. Ja zrobię tm razem danie zakochanych. No to do dzieła.

***

Kolacja zrobiona! Mam nadzieje, że Kim zaraz przyjdzie bo wystygnie nam posiłek. Siedziałem w salonie i słuchałem piosenki Christin Aguilere. Wsłuchałem się w tekst i wyobraziłem sobie jak Kimi mi to śpiewa i byłem w 7 niebie. Moje rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi. Otworzyłem je bardzo powoli i dostrzegłem w nich przepięknie wyglądającą Kimberly. Ta sukienka idealnie podkreśla jej talię. Ja w między czasie ubrałem się w garnitur co w moim przypadku można wziąć za cud. Nie chodzę na co dzień w takich rzeczach, bo nie lubię, ale to była wyjątkowa sytuacja. Nie mogłem wytrzymać i na powitanie pocałowałem Kim. Trwaliśmy w tym pocałunku dobre 10 minut do puki Kim się ode mnie nie oderwała.
-Co tu się stało?-zapytała a ja wybuchnąłem śmiechem. Nie umiał jej odpowiedzieć.- Co cię tak bawi? Nie ma zapalonego światła tylko pełno świeczek. Prądu nie ma czy jak? I czemu jesteś w garniturze, przecież ty nienawidzisz garniturów- zadawała coraz więcej pytań. Musiałem coś z tym zrobić.
-Uspokój się. Zaraz wszystkiego się dowiesz. I nie, nie wywaliło korków i prąd jest. A teraz mi zaufaj i chodź ze mną do ogrodu, Proszę?-
-No zgoda.- powiedziała z uśmiechem na twarzy. Zaprowadziłem ją do ogrodu. Oczywiście wszystko wcześniej przygotowałem lampki, świeczki i tak dalej…

 

Kim jeszcze trochę i by się przewróciła. Musiałem ją mocno chwycić ale nie była w stanie sama tam dojść, więc postanowiłem zanieść moją ukochaną na fotel.
-Posiedzisz tu chwilę sama?- zapytałem niepewnie. Pokiwała tylko głową bo na więcej nie było ją stać. Uśmiechnąłem się pod nosem i ruszyłem do kuchni. Nałożyłem wcześniej przygotowane spaghetti na 2 talerze i przyozdobiłem zielonym listkiem. Wyglądało bajecznie.

 

Zaniosłem jedzenie do ogrodu i postawiłem przed nadal zdziwioną blondynką. Chyba nie mogła uwierzyć w to co widzi. Podniosłem wcześniej przygotowane kieliszki i nalałem trochę wina. Wiem, że nie jesteśmy pełnoletni i co z tego? Winem nie da się upić, chyba… Zaczęliśmy jeść patrząc sobie w oczy. Kim nawet nie zauważyła kiedy się ubrudziła. Wziąłem chusteczkę i przybliżyłem swoją dłoń z chusteczką do jej policzka i wytarłem bardzo delikatnie sos. Tm razem to ona nie wytrzymała naszej bliskości i wpiła mi się w usta. Wiedziałem, że to koniec naszej kolacji. Objąłem ja w tali i jeszcze bardziej ją do siebie przyciągnąłem. Coraz namiętnie mnie całowała. Wiedziałem, że trzeba to zatrzymać, więc lekko ją od siebie odsunąłem i wstałem a ona powtórzyła to co ja. Wstałem tylko dlatego żebym mógł przed nią klęknąć. Widziałem zmieszanie na jej twarzy i chciało mi się śmiać.
-Czy ty Kimber… Kim Crawford chciała byś zostać moją oficjalną dziewczyną?- zapytałem ją bardzo pewny siebie. Jej oczy mimowolnie się zaszkliły na widok pierścionka. Zostały na nim umieszczone topazy i niebieski diament. Zrobiony szczególnie na moje zamówienie pierwszego dnia jak spotkałem Kim, a że jestem sławny zrobili go w 1 dzień.
-Ja… ja … ja nie wiem co powiedzieć Jack.- łkała
-To może powiedz „tak”- zaproponowałem z uśmiechem na twarzy.
-W takim razie TAK!!! Milin razy TAK!!!- wstałem i ze szczęścia bardzo namiętnie ją pocałowałem a potem uniosłem i zacząłem się z nią kręcić gdy nagle…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

To mój ulubiony wyszedł on troszkę dłuższy niż zamierzałam ale mam nadzieje, że się spodoba bo mnie podoba się bardzo. Ma 1859 słów. Komentujcie bo nie wiem jak wam się podoba. Mam nadzieje, że będzie więcej komentarzy niż ostatnio… W następnym skupie się na tym wieczorze bo to co dopiero początek… Całusy :* Kath

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział III – Tajemnica…

01 kwi

Rozdział dedykuję trzem osobą, które mnie w jakiś sposób zmotywowały do napisania tego rozdziału. A są nimi
1. siostra-krwi
2. Niki
3. Ewelina Venezia

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Zadziwiałem się nim, gdy nagle ktoś mnie przewrócił i wpadłem do fontanny… Zdziwiony odwróciłem się w stronę sprawcy. Gdy zobaczyłem Jarry’ego i Kim płaczących ze śmiechu wiedziałam, że to ich sprawka. postanowiłem się odegrać. Bliżej fontanny stał chłopak, więc jednym zwinnym ruchem wciągnąłem go do zbiornika wodnego. Z blondynką było ciężej, ponieważ zaczęła mi uciekać po całym parku. Wiedziałem, że jestem od niej szybszy, więc dogoniłem ją po minucie i wziąłem na ręce.
-Jack!!!! POSTAW MNIE!!!! NATYCHMIAST!!!!- darła się na cały głos a ja z Jarry’m śmiałem się w niebo głosy.- CO CIĘ TAK BAWI IDIOTO???!!!!- kiedy tak wrzeszczała ja zdążyłem dojść do fontanny. Stanąłem nad nią i przez chwile się wahałem, ale jak sobie przypomniałam, że to dzięki niej jestem cały mokry od razu wrzuciłem ją do zbiornika. Niestety dziewczyna kurczowo się mnie trzymała, więc rozluźnienie. Gdy to nic nie dało, musiałem wejść cały do fontanny i wytaplać się w niej razem z dziewczyną.
-Kim jak ty strasznie wyglądasz!!!! HEHEHEHE- Jarry śmiał się z jej rozmazanego makijażu. Ja od razu ucichłem, ponieważ wiedziałem, że to się dobrze nie skończy… To prawda znam Kim zaledwie jeden dzień ale czuje się tak jakbym znał ją całą wieczność. Latynos prawie od razu pożałował, że nie potrafi trzymać języka za zębami. Blondynka rzuciła się na niego z pięściami. Musiałem ją powstrzymać, bo wylądowalibyśmy w szpitalu zamiast w dojo.  A poza tym chciałem pomóc przyjacielowi przed wściekłością Kim. Wiem jaka może być nie obliczalna.
- Jarry zwiewaj stąd, bo długo jej tak nie utrzymam!!!!- wrzeszczałem na Latynosa. Ledwie się wygramolił z fontanny a Kim całą swoją złość przeniosła na mnie.  Dostałem takiego liścia, że na 100%  został po nim ślad. Z niedowierzaniem spojrzałem na Kim. W jej przepięknych oczach malowało się to samo zaniepokojenie i strach co w moich.
-Jack przepraszam ja… ja… ja nie chciałam. Nie wiem co we mnie wstąpiło.- gdy to powiedziała jej oczy się za szkliły. Ta dziewczyna jest dla mnie jedną wielką zagadką.
-Kim uspokój się. Nic się nie stało. Musiałaś się na kimś wyżyć, a że to tak naprawdę moja wina to chyb mi się należało.- przytuliłem ją mocno i obydwoje zaczęliśmy się śmiać.
-Mam pomysł… a raczej propozycję nie do odmówienia.-  powiedziała blondynka. Patrzyłem na nią wyczekująco, ponieważ nie wiedział o co jej chodzi i nawet co może chodzić po jej głowie. Musiała się zorientować co mam na myśli i wykrzyczała. – Jack!!!! SERIO!!!! Popatrz na MNIE!!!! Wyglądam strasznie muszę doprowadzić się do porządku.- i teraz co dopiero zorientowałem się o co jej chodzi. Wybuchnąłem gromkim śmiechem. Kim popatrzyła się na mnie jak na debila i trzasnęła w łeb.
-Ej…. A to za co? Co ja takiego zrobiłem- fuknąłem obrażony
-To tak na opamiętanie.- powiedziała z „rogalem” na twarzy.- Dobra koniec tej zabawy. Chodź się przebrać i wysuszyć, bo w takim stanie nigdzie nie idę.- wyszła z fontanny a ja za nią. Zmieniliśmy plany i udaliśmy się do dojo Bobiego Wasabiego. Mój dziadek trenował tego aktora jak był jeszcze młody, przystojny i szczupły. Teraz wygląda jak gruba krowa. Ojciec mojego taty nauczył mnie paru trików, których nawet gwiazda filmowa nie zna. Weszliśmy do biało-zielonego dojo. Grace rzuciła się koleżance na szyję i zaczęła ją o wszystko wypytywać.
-Jezu!!!! Kim!!!! Jak ty wyglądasz???- zapytała blondynka – Co ci się stało??? Spotkałaś się z wiadrem z wodą po drodze czy co?-
-No coś w tym rodzaju- powiedziałem pod nosem. – Ja idę sobie kupić jakieś nowe rzeczy, bo nie mam przy sobie nic na zmianę. Kim chcesz coś z jakiegoś sklepu?- powiedziałem głośniej.
-Jasne!!!!- zapiszczała blondynka – Przecież jesteś mi coś winny za tą fontannę. Czekaj tylko ogarnę ten rozmazany makijaż.- powiedziawszy to poszła jaki mi się zdaje do szatni. Czekałem na nią na macie. Strasznie mi się nudziło. Postanowiłem porozbijać parę desek. A co ja mam do stracenia??? Nikogo tu nie ma, więc raczej nikt mnie tu nie zauważy. Położyłem sobie 10 desek. Rozbijałem o wiele więcej jednym ciosem ale tak na rozgrzewkę dobre i to… Wziąłem parę głęboki wdechów i  trzask. Wszystkie deki zostały przełamane. Popatrzyłem na nie i uśmiechnąłem się sam do siebie.
-Jak…? Co…? Jak ty to…? Nikt u mnie w dojo nie rozbił tylu desek na raz… No może Kim raz się udało…?- wtedy dostrzegłem mężczyznę o blond włosach, ubranego w białe kimono przepasane czarnym pasem. -Jestem Rudy. Senseji tego dojo. A ty to kto?- już miałem odpowiadać gdy ktoś mnie wyprzedził.
-Joł…To jest Jack. Nowy kochaś Kim… HEHEHE- śmiał się… Jarry? Ale o czym on w ogóle gadał. Zamurowało mnie. Wtedy do dużej sali weszła wcześniej wymieniona blondynka.
-Coś ty powiedział Martinez?- Kim prawie uderzyła chłopaka, ale w porę wróciłem do świata żywych i zatrzymałem cios przyjaciółki. Zaczęła się walka. Musiałem unikać każdego jej ciosu! Nie było to za łatwym zadaniem (choć walczyłem z lepszymi od niej), bo wpadła w szał i furię. Rudy patrzył na to zajście z wielkimi oczami. Musiałem to zakończyć i uspokoić blondynkę. Powaliłem ją za pomocą wykopu z pół obrotu. Był to jeden z oczywistych ataków ale Kim była zbyt zmęczona tymi wszystkimi jej ciosami karate. Dziewczyna upadłą z wielkim hukiem na matę. Od razu się przestraszyłem i szybko do niej podbiegłem.
-Nic ci nie jest. Przepraszam ale musiałem coś zrobić. Zabiła byś Jerrey’ego- powiedziałem ze smutkiem w oczach.
-Teraz wiem jak czuje się Milton powalany przez Grace na każdym treningu.- odpowiedziała śmiejąc się. Odetchnąłem z ulgą. Pomogłem jej wstać.
-To było niesamowite. Pierwszy raz ktoś pokonał moją najlepszą uczennicę. Ćwiczyłeś kiedyś karate?- zapytał mnie Gillespie.
-Tak mam czarny pas I stopnia. Miałem szansę na II, ale musieliśmy się przeprowadzić i straciłem swoją szansę. A trenował mnie mój dziadek.- powiedziałem i po chwili dodałem uderzając pięścią o otwartą dłoń- Na smoka co ma dwa oka przysięgamy być lojalni, uczciwi, i że się nie damy!- wyrecytowałem zasadę Bobiego tak jak mnie uczył dziadek. Wszyscy byli pod wielkim wrażeniem tylko Kim uśmiechała się promiennie.
-Wasabi!- wykrzyczeliśmy razem na zakończenie mojej przemowy.
-To co dołączysz do nas Jack?- zapytał Rudy.
-Zastanowię się i zapytam rodziców. Jutro dam panu odpowiedź.- uśmiechnąłem się promiennie. Kątem oka widziałem jak blondynka patrzy się na mnie z otwartą buzią. Mimo wszystko powstrzymałem się od śmiechu.
-Jedna sprawa. Mów mi po prostu Rudy!-
-Nie ma sprawy proszę p… Rudy.- wszyscy zaczęli się śmiać jak nigdy, nawet Kim postanowiła się otrząsnąć. -To co idziemy na te zakupy kupić suche ciuch?- zapytałem rozbawioną do łez blondynkę.
-No jasne!- wiedziałem, że nie zdąży mi pokazać reszty zaplanowanych atrakcji, a może jednak? Z tego co słyszałem od Eddi’ego to Kimberly mogła zwiedzić 40 sklepów w jeden dzień.  Nie wiem zobaczymy ile czasu jej to zajmie. Ja po wejściu do pierwszego sklepu wybrałem luźny, prosty strój.

Kim zajęło to więcej czasu ponieważ cały czas narzekała: za eleganckie, za ciemne, za kolorowe. Przymierzyła chyba miliony kreacji. Po godzinie chodzenia po sklepach (co i tak mnie strasznie zdziwiło) wybrała swój przecudny, różowo-biały komplecik. Popatrzyłem na zegarek. Była 15:30. Spokojnie damy jeszcze rade zobaczyć resztę zaplanowanych miejsc. Ale najpierw trzeba coś przekąsić. Od rana nic nie jadłem. A powiedzmy sobie szczerze, zjadłem tyle co nic.
-Kim możemy już iść coś zjeść? Jest 15:30 a ja jestem strasznie głodny.- powiedziałem ze smutkiem i wtedy jak na zawołanie mój brzuch zaczął burczeć. Dziewczyna śmiejąc się wzięła mnie za rękę i wyprowadziła ze sklepu.
-Pójdziemy do restauracji na 2 piętrze bo Phil ma teraz przerwę.- oznajmiła po chwili widząc moją przerażoną minę. Nie wiedział gdzie mnie prowadzi, ale gdy doszliśmy do zamkniętej restauracji dziewczyna nieźle się zdenerwowała.
-Wrzuć na luz. Wiem co zjemy…- powiedziałem z tajemniczym uśmiechem malującym się na mojej twarzy. Po drodze widziałem budkę z kebabem. Co mamy do stracenia? -Widzisz zawsze można zjeść coś nie zdrowego no chyba, że masz coś przeciwko?-
-Nie no skąd uwielbiam kebaby dla mnie w naleśniku z coca-colą. A i płacę za siebie!- powiedziała z uśmiecham na twarzy.
-Nie ma takiej opcji.- wyprzedziłem ją i zapłaciłem za nas dwoje. Gdy kebab było już gotowy wręczyłem zamówienie przyjaciółce i zaczęliśmy pałaszować posiłek. Nie był bym sobą gdybym nie usmarował Kim „przez przypadek” sosem. Na całe szczęście nie poplamiłem jej nowych ubrań. Zabiła by mnie chyba. Po skończeniu posiłku dziewczyna miała sos na rogach ust. Wpadłem na zwariowany pomysł…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chcę powiadomić, że rozdziały będą miały ok 1300 słów, zawsze. Ten ma 1323 więc jest w miarę ok. jeśli mam zwiększyć długość rozdziałów piszcie w komentarzach (a ty się nie odzywaj siostro krwi na temat długości bo wiesz ile mi zajęło napisanie tych 1323 słów) Wasz Kath :*

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział II – Przyjaciele na zawsze…

27 mar

To co tam zastałem cholernie mnie przestraszyło… Kim stała przy dużym oknie i wyglądało to tak jak by chciała skoczyć. Gdy mnie zobaczyła od razu zaczęła się śmiać Nie wiedziałem o co jej chodzi, przecież stała na parapecie przy otwartym oknie na drugim piętrze. Co ja miałem sobie pomyśleć???

- Nie bój się. Nie skocze. Podziwiam tylko gwiazdy. Zawsze z mamą tworzyłyśmy własne konstelacje.- Gdy to powiedziała trochę mi ulżyło, ale gdy zobaczyłem jej smutną minę serce mi się łamało. Znam ją zaledwie parę godzin a czuję, że mogę powiedzieć jej wszystko, i że jestem za nią odpowiedzialny do puki nie wróci jej brat.

-Kim?-

-Tak Jack?- Odpowiedziała pytaniem na pytanie.

-Jeśli chcesz w moim pokoju jest balkon, możemy tam pooglądać gwiazdy. Ja ci z chęcią potowarzyszę…- Powiedziałem strasznie nieśmiało. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. JA zawsze odważny Jack Brewer peszę się przed dziewczyną? To mi się nigdy nie zdarzało, nawet przy Ani mojej pierwszej miłości. A przynajmniej tak mi się zdawało. Pogrążyłem się w rozmyśleniach nad moją Anną. Gdy byliśmy razem pokłóciliśmy się o jakąś mało istotną rzecz. Nie pamiętam nawet o co chodziło. Zacząłem uciekać z jej domu i przebiegłem przez ulice słysząc jej nawoływanie. Zatrzymałem się i zobaczyłem tylko jak otwiera usta by coś powiedzieć. Wtedy jakiś pijany pajac wjechał w nią. Nie wiedziałem co się stało. Podbiegłem do niej i sprawdziłem czy żyje. Oddychała, więc zadzwoniłem po pogotowie. Kilka dni po wypadku ocknęła się. Musiałem to zakończyć, bo wiedziałem, że mogę jej coś jeszcze zrobić. Obwiniałem się za ten wypadek. Potem wyjechaliśmy i prawie zapomniałem gdyby nie ta cała sytuacja z Kim…

-Jack? Jack? JACK SŁYSZYSZ MNIE?!- za zamyśleń wyrwał mnie głos blondynki

-Co? Tak. Przepraszam zamyśliłem się. Przypomniała mi się moja była dziewczyna i jej wypadek.- posmutniałem

-To co opowiesz mi o tym na balkonie?- zapytała Kim.

-Jeśli chcesz tego słuchać to bardzo chętnie.- odpowiedziałem. Zaprowadziłem dziewczynę do mojego pokoju i wyszliśmy na balkon.

-Zaraz wracam. Idę po koce i coś do picia. Coś specjalnego sobie życzysz?- zapytałem z czarującym uśmiechem.

-Jeśli, można to czekoladę z bitą śmietaną?- odpowiedziała nie śmiało blondynka.

- Czekolada raz.-powiedziałam jak kelner i wyszedłem słysząc za sobą śmiech przyjaciółki. Uwielbiałem jej uśmiech, był taki… taki… taki szczery. Zeszedłem na dół i wyciągnąłem koce. Potem poszedłem do kuchni i zrobiłem dwie czekolady. Wyciągnąłem bitą śmietanę i wycisnąłem do kupka z gorącym napojem. Przyozdobiłem potartą czekoladą, zabrałem koce i ruszyłem w stronę Kim. Podałem jej koc i wcześniej przygotowany kubek z brązową cieczą.

-Dziękuję- powiedziała i odsłoniła swoje piękne białe ząbki. Uśmiechnąłem się szczerze i wziąłem łyk czekolady. Nie była taka gorąca. Kim zaczęła się śmiać tak głośno, że myślałem, iż wszystkich obudzi.

- Co cię tak bawi?-zapytałem zdziwiony.

-T…T…T…Ty- wydusiła z siebie. -Masz bardzo zabawne wąsy.- po wypowiedzeniu tego zdania zaczęła znowu się śmiać. Musiałą odłożyć kubek, bo inaczej nie zostało by jej nic do picia. Gdy przejrzałem się w oknie wiedziałem czemu się tak śmiała. Miałem wąsy z bitej śmietany. Nie wytrzymałem i dołączyłem się do Kim. Dziewczyna nagle spoważniałą i powiedziała:

-Wracając to rzeczy. Miałeś mi powiedzieć co Ci się przypomniało jak zobaczyłeś mnie przy oknie.- i od razu posmutniałem. Wiedziałem, że kiedyś będę to musiał komuś powiedzieć. Opowiedziałem jej wszystko o Ani. Opisałem moją byłą dziewczynę.

Co się stało tamtej felernej nocy. Nawet to, że czuje się winny temu wypadkowi. Nie wytrzymałem na samo wspomnienie i po policzkach popłynęła mi jedna łza. Kim musiała to zauważyć bo od razu mnie do siebie przytuliła. Tkwiliśmy w takiej pozycji przez dobre parę minut, do puki nie poczułem, że kim cała się trzęsie. Postanowiłem rozładować atmosferę, więc wziąłem ją na ręce i próbowałem zanieść do jej pokoju. Oczywiście nie obeszło się bez protestów.

-Puszczaj mnie WARIACIE!!! Postaw mnie na ziemię i to JUŻ!!!- zaczęła się wydzierać i szarpać. Gdy z trudem doszedłem do drzwi jej pokoju nie potrafiłem otworzyć drzwi. Musiałem to zrobić nogą co nie było z mądrym pomysłem, ponieważ kim nadal się szarpała. Obydwoje upadliśmy głośno się śmiejąc. Nie potrafiliśmy się opanować do puki moja mama nie wyszła z pokoju.

-Dzieci ja wiem, że bardzo dobrze się bawicie ale jest już 2:00 w nocy a niektórzy jutro idą normalnie do pracy. Wy macie wole bo jest sobota ALE MY NIE!- od razu weszliśmy jak myszki do tymczasowego pokoju Kimberly. Zamknęliśmy drzwi i staraliśmy się opanować napad głupawki. Po paru minutach usiedliśmy na łóżku i zaczęliśmy rozmawiać.

 

*****

Obudziłem się rano i zobaczyłem Kim wtuloną we mnie jak w misia. Szczerze… Wcale mi to nie przeszkadzało. Spojrzałem na zegarek, który stał na stoliku nocnym obok łóżka. Była 10:15, więc moich rodziców nie było w domy. Spojrzałem na Kimberly i zdałem sobie sprawę, że nic o niej nie wiem. Jaki jest jej ulubiony kolor, jakie jest jej hobby albo nawet jak ma na nazwisko. Trzeba to wszystko nadrobić. Tylko kiedy? Jeśli znowu stąd wyjadę to nie będę miał z nimi kontaktu. To jest jedyne miejsce gdzie mam przyjaciół. Wtedy z zamyśleń wyrwał mnie mój telefon. Zapomniałem go wyłączyć. Chwyciłem go szybko nie sprawdzając kto dzwoni. Wiedziałem, że Kim już nie śpi, i że tylko udaje. Odebrałem i doznałem szoku.

ROZMOWA TELEFONICZNA

-Cześć stary to ja Jarry.-

-Siema. Takie pytanie. SKĄD TY MASZ MÓJ NUMER TELEFONU!!!- zapytałem zirytowany i zdziwiony

-Wiesz… Na facebooku nie umieszcza się informacji zgodnych z prawdą ale jednak spróbowałem i patrz ja to mam jednak farta- ja jak to usłyszałem wybuchnąłem śmiechem. Widziałem, że Kim też próbuje się powstrzymać. Jarry niby jest taki głupi a jednak wpadł na pomysł by sprawdzić mojego fcebooku, żeby sprawdzić mój numer. Trzeba go za to pochwalić.

-No stary tego się po tobie nie spodziewałem… A co takiego pilnego masz mi do powiedzenia, że musiałeś się taka natrudzić?- powiedziałem chichocząc.

-No nie zgadniesz ilu ciebie było… No ale nie ważne. Słyszałem, że Kim u ciebie tymczasowo mieszka, wiec chce wam powiedzieć, że mam dla was niespodziankę. Zdobyłem, a raczej wygrałem 8 biletów na koncert Beyonce. Piszecie się czy mam komuś innemu oddać przepustki za kulisy? A i zapomniała dodać będzie Jay Z. To jak?- gdybym był dziewczyną zapiszczał bym jak dziecko ale jestem facetem, więc mnie zamurowało. Słyszałem tylko głos Jarrego i śmiejącą się Kim. Dziewczyna postanowiła zareagować.

-Hejka Jarry. Tu Kim. Chętnie pójdziemy z tobą na ten koncert. Powiedz tylko kiedy, gdzie i o której godzinie.- zastała cisza nie mogłem w to uwierzyć mój idol i idolka na scenie i ja za kulisami. Bomba!!! Jezu jak ja się cieszę!!!- Aha… Czyli to co dopiero za miesiąc i wszystko będziesz wiedział za 2 tygodnie??? Spoko!!! Nic się nie stało fajnie, że dzwonisz. Oczywiście przekażę Jackowi. Nic się nie martw. Pa pa.

KONIEC ROZMOWY

- No czyli koncert jest za miesiąc. Godzina nie znana. A i masz się zapytać rodziców czy możesz jechać do Las Vegas, bo to tam jest koncert. A i mam już plan na dzisiaj. Jack  ty mnie słuchasz?- zapytała mnie Kim. Musiało to głupio wyglądać, bo co dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że gapię się na nią z otwartą gębą od dobrych paru minut. Potrząsnąłem głową, chwyciłem ją za ręce i zacząłem się z nią kręcić po pokoju krzycząc radośnie.

-Pojedziemy na koncert. Prawdziwy koncert Beyonce i Jay Z’ego. Pojedziemy na koncert. Pojedziemy na koncert- nie potrafiłem się opanować. Kim śmiałą się ze mnie. Nigdy nie widziała mnie w takim stanie no bo niby kiedy. Znamy się tylko jeden dzień.

-Dobra Jack, przecież o tym wiem a teraz mnie posłuchaj- od razu się uspokoiłem i wlepiłem w nią swoje oczy. – Jak już mówiłam wiem co będziemy dzisiaj robić. Pokarze ci całe Seaford. Ale najpierw coś zjedzmy, umyjmy się i przebierzmy. Weszła do łazienki a ja już wiedziałem co mam zrobić. Szybkim pędem zbiegłem na dół do kuchni i postanowiłem zrobić jej śniadanie. Musze zrobić naleśniki i wycisnąć sok z pomarańczy. No to czas wziąć się do b=roboty po 15 minutach śniadanie było gotowe. Wniosłem je do góry i zobaczyłem przepięknie ubraną Kim. Założyła na siebie to.

Jeszcze chwila a upuścił bym jej śniadanie, na całe szczęście nic takiego nie miało miejsca. Postawiłem tace na stoliku. Były na niej: sok pomarańczowy i dużo naleśników.

Kim zaczęła się zajadać a ja z przyjemnością patrzyłem jak je. Nagle mój brzuch zaczął dawać się we znaki. Kim miała chyba wyrzutu sumienia, że je sama.

-Jack siadaj i natychmiast masz mi pomóc z tymi naleśnikami, bo ja wszystkich nie zjem- zacząłem się śmiać.

-Kim one są dla ciebie. Ja pójdę zrobić sobie kanapki-

-Ani mi się warz wyjść z tego pokoju, bo nie chcesz mnie chyba zmuszać abym nakarmiła cię siłą jak małe dziecko.- z niedowierzaniem usiadłem i wziąłem widelec do ręki. Zacząłem powoli pałaszować naleśnik tak aby zjadła jak najwięcej. Na całe szczęście nie zauważyła tego. Po skończonym posiłku musiałem iść się przebrać i umyć. Zajęło mi to 15 min. Zszedłem na dół i zobaczyłem znudzoną kim przed telewizorem.

-Kim? To co idziemy czy masz zamiar patrzeć na „Skandale Nastoletnich Gwiazd”?- zdążyłem się dowiedzieć, że uwielbia ten serial. Kim wstała i popatrzyła na mnie tak jak bym mnie chciała zabić wzrokiem.

-To nie ja siedziała w toalecie 30 min tylko ty. A ten odcinek już widziałam, więc możemy iść. Najpierw pokarze ci skatepark, potem centrum handlowe, dojo, naszą ulubioną restauracje i szkołę. Co ty na to?- zapytała z uśmiechem na twarzy

-Jak dla mnie bomba.- wyszliśmy z domu. Oczywiście musiałem zamknąć drzwi na klucz. W drodze do parku rozmawialiśmy o naszych charakterach, ulubionych rzeczach i przeszłości. Nie powiedziałam jej tylko jednego. A mianowicie, że mam czarny mas II stopnia w karate miała to być niespodzianka w dojo. Skatepark było ogromny. Zadziwiałem się nim, gdy nagle ktoś mnie przewrócił i wpadłem do fontanny…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A oto kolejny rozdział. Wiem, że wyszedł strasznie krótki ale mam nadzieje, że mimo tego się podobał. Jak widzicie jest jeszcze w marcu bo odzyskałam komputer. Zobaczymy jak potoczą się losy kolejnego. Piszcie jak wam się podobał w komentarzach. Wasza Kath :*

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział I – Rosnące uczucie czy przyjaźń

19 mar

Jedna zagwizdała, odwróciłem głowę i na kogoś wjechałem… Był to chłopak o ciemnych włosach. Nie był zły,że na niego wpadłem. Widziałem jak jego kumple zbliżają się do nas z rogalami na twarzach. Była wśród nich przepiękna blondynka, o hipnotyzujących, brązowych oczach.
-Stary. Przestań się na nią tak gapić, bo jeszcze zauważy- zaśmiał się chłopak, który już podnosił się z ziemi otrzepując z piasku.
-Ale ja wcale nie…- Zacząłem ale nie dane było mi skończyć.
-Taaaaaa… Jasne ty wcale się na nią nie gapiłeś- Wtrącił  rudowłosy nastolatek
-Przestańcie się na mnie gapić!!!- Warknęła blondynka do chłopaków stojących obok mnie. O dziwo nie patrzyłem na nią, tylko na nastolatków, którzy od razu odwrócili wzrok. Nastała niezręczna cisza. Postanowiłem przeprosić potrąconego nieznajomego.
-Przepraszam cię za …-
-Spoko to moja wina jak chociaż raz bym patrzył gdzie lezę to by się nic nie stało. Jestem Jarry.- Podał mi rękę, którą bez wahania uścisnąłem.
-Ja jestem Milton.- przedstawił się rudowłosy chłopak
-Eddi- powiedział murzyn niskiego wzrostu
-Kim…- Powiedziała blondynka oschle. Zakłopotałem się, ponieważ  nie wiedziałem co jej zrobiłem. Chyba to zauważyła, bo od razu się uśmiechnęła -Nie martw się to nie twoja wina po prostu jestem trochę zła na kumpli, a życie daje mi w kość.-
-Grace- Powiedziała szybko brunetka stojąca koło Kim. W oddali stała jeszcze jedna nieznajoma. Była naprawdę ładna ale nie w moim typie.  Milton podszedł do niej i objął ją w pasie przyciągając ją do siebie. Chyba źle zinterpretował moje spojrzenie.
-To jest Julia. MOJA DZIEWCZYNA!- Powiedział rudzielec. Te ostatnie dwa słowa wypowiedział podnosząc lekko głos.
-Miło mi cię poznać Julio. Milton tak???- zapytałem, a on tylko kiwnął twierdząco głową.-Więc Milton nie musisz się tak martwić o Julie. Nie zabieram innym chłopakom dziewczyn, a tak poza tym ja jestem Jack. Mieszkam niedaleko. Na ul. Tyro 23.- Powiedziałem po czym uśmiechnąłem się przyjaźnie.
-Joł, stary chcesz dołączyć do naszej paczki? Wiesz, że  mieszkasz przy taj samej ulicy co Kimberly? Jesteście sąsiadami.- Gdy to powiedział dostał od Kim niezły cios w ramie. Zapiszczał jak mała dziewczynka i zaczął uciekać przed blondynką. Na ich widok zacząłem się śmiać jak nigdy dotąd.
-A ty czego się śmiejesz?- Zapytała zirytowana Kim. Popatrzyła na mnie z pod łba i ruszyła w moją stronę. Wpadła w niezły szał. Chciała mnie uderzyć ale zablokowałem jej cios. Zdziwiona spróbowała jeszcze raz. Blokowałem każdy jej ruch. Była naprawdę dobra w karate, tego się nie spodziewałem. Chwyciłem ją od tyłu i obiąłem mocno przyciągając ją do siebie.
-Puszczaj mnie!!! Nie daruje ci tego!!! Pożałujesz!!!- Wrzeszczała na cały park.
-Kim uspokój się. Ludzie się patrzą. Przecież on nic takiego nie powiedział.- Powiedziałem święcie przekonany, że ją to przekona. Ona jednak wpadła w jeszcze większy gniew.
-Jak to nic nie powiedział???!!! Nazwał mnie Kimberly!!!- Wrzeszczała.
-Kim nienawidzi swojego pełnego imienia.- Wytłumaczyła Grace. I wtedy zrozumiałem o co chodzi. Ja nie nienawidziłem gdy ktoś pomyli moje imię i nazwie mnie Jake. Zdarzało się to bardzo często, ponieważ mam kuzyna o tym imieniu.
-Kim słuchaj. Wiem co teraz czujesz ale proszę cię wysłuchaj mnie. Ja przez RODZINĘ jestem nazywany Jake. I też mnie to wkurza. A teraz musisz wziąć parę głębokich wdechów i spróbować nie zabić Jarry’ego .- Gdy zobaczyłem, że się uspokoiła poluźniłem uścisk i wypuściłem ze swoich objęć. Popatrzyła tylko groźnie na Jarrego i ruszyła w stronę naszej ulicy.
-Ja muszę pogadać jeszcze z Kim. Ale bardzo chętnie dołączę do wasze paczki. Do zobaczenia jutro- rzuciłem w stronę nowych kumpli.
-Do zobaczenia- krzyknęli chórem.
Pobiegłem za Kim. Gdy ją dogoniłem postanowiłem chwycić za rękę, ale tego, że przerzuci mnie sobie przez ramie się nie spodziewałem. Jęknąłem tylko z bólu.
-Jack??? Przepraszam myślałam, że to jakiś psychopata. Nic ci nie jest?- Zapytała Kim. Ona się martwiła i to o mnie? Postanowiłem się tym nie przejmować. Wstałem i otrzepałem się.
-Nic mi nie jest. Tylko na następny raz nie próbuj mnie zabić z łaski swojej. – Uśmiechnąłem się do niej szczerze i odwróciłem się w stronę mojego domu. To co tam ujrzałem zwaliło mnie z nóg…
Przed naszymi domami stała policja, straż pożarna i karetka. Nie wiedziałem co się dzieje. Moi rodzice stali przy radiowozie policyjnym i chyba składali zeznania. Z domu Kim ratownicy wynosili jakąś kobietę na noszach, a policjanci wyprowadzali mężczyznę w kajdankach. Miał zakrwawione ręce. Gdy dziewczyna to zobaczyła zalała się łzami i biegła w przeciwną stronę. Postanowiłem ją wesprzeć. Domyśliłem się, że facet w kajdankach to jej ojciec, a matka była w drodze do szpitala. Próbowałem ją dogonić ale nie potrafiłem.
-Kim!!! Kim!!! KIMBERLY DO CHOLERY ZATRZYMAJ SIĘ I TO NATYCHMIAST!!!- Wiedziałem, że to się uda. Zatrzymała się od razu. Nie wiedziałem gdzie jestem. Kim odwróciła się i walnęła mi z liścia w twarz. Nie dziwiłem się. Nazwałem ją Kimberly czego nie znosiła. Wiedziałem, że ledwie to znosi a i tak musiałem dołożyć swoje dwa grosze.
-Kim ja… ja … ja cię przepraszam ale… – język mi się plątał. Nie potrafiłem dokończyć zdania. Nie musiałem. Kim rozpłakana wtuliła się we mnie jak w poduszkę. Czułem, że cała drży. Ściągnąłem swoją kurtkę i nałożyłem jej na ramiona. Przytuliłem ją mocno do siebie. Staliśmy tak dobre dziesięć minut póki blondynka się nie uspokoiła.
-Jack???- Zapytała
-Tak Kim???- Odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
-Zostaniesz moim najlepszym przyjacielem???- Zmartwiło mnie to co od razu zauważyła. – Oczywiście jak na razie…- Powiedziała ściszonym głosem. Obdarzyłem ją jednym z najwspanialszych uśmiechów.
-Oczywiście.- Zgodziłem się. Jednak po chwili namysłu musiałem jeszcze coś dodać. – Ale pod jednym warunkiem.- Mina jej zrzedła. Śmiać mi się chciało jak na nią teraz patrzyłem. Jednak powstrzymałem się. – Opowiesz mi co się dzieje u ciebie w rodzinie???- Strasznie posmutniała. Nie chciałem jej sprawiać przykrości, ale musiałem to wiedzieć.

****

Kim w drodze do domu opowiadała mi o tym jak to jej ojciec zdradził jej matkę. Jednak Lilian (mama Kim) nadal kochała Willa( tata Kim) i nie raz oddalała wniosek o rozwód. Pewnego, pechowego dnia facet przyszedł tak pijany, że szkoda gadać. Miał w ręku broń, więc mama schowała córkę za swoimi plecami żeby tylko ten psychol w nią nie trafił. Na ich nieszczęście brata Kim, Leona nie było w domu. Tata wystrzelił tylko jedną kulę, która trafiła mamę wystraszonej dziewczyny w ramię. Została w ciężkim stanie odwieziona do szpitala. Po całej tej akcji z bronią matka Kim wzięła rozwód z tym debilem, ale on cały czas nie odpuszczał,a teraz jeszcze to. Było to dla niej o wiele za dużo.

****

Kimberly nadal płakała, martwiła się o swoją mamę. Postanowiliśmy złożyć jej  jutro wizytę w szpitalu. Ponoć nic jej nie będzie ale jej stan był krytyczny. Gdy dotarliśmy do mojego domu miła kobieta oznajmiła, że Kim będzie u nas mieszkać dopóki jej mama albo brat nie wrócą do domu. Dziewczyna zamieszka w pokoju gościnnym, którego jeszcze nie miałem okazji zobaczyć.

Cóż, dla mnie pokój był ciut za poważny jak dla niej no ale mówi się trudno. Poszedłem do domu Kim po jej rzeczy. Nie wiedziałem co wziąść. Zabrałem więc parę ciuchów i jakieś tam kosmetyki. Ciekaw jestem po co dziewczynom tyle tego  potrzeba. Postanowiłem już wracać. Gdy wszedłem do tymczasowej sypialni Kim nigdzie jej nie zobaczyłem. Tak strasznie się przestraszyłem, że położyłem wszystko na łóżku i wbiegłem do łazienki. To co tam zastałem cholernie mnie przestraszyło…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chciałam złożyć życzenia mojej kochanej przyjaciółce. Ma dziś urodziny.
Cóż by Ci życzyć, kiedy życzeń tyle
na każdej kartce, tu wszędzie.
Każdy Cię kocha i życzy mile
cóż moje słowo znaczyć tu będzie?
Wiec ślę Ci jedno życzenie małe:
bywaj szczęśliwym przez życie całe
no i proszę jeszcze skromnie: nigdy nie zapomnij o mnie!

Wszystkiego co najlepsze naj.. naj.. naj.. najlepsze!!!

Wcześniej zapomniałam dodac, że prosiła bym o słowo krytki w komentarzach. Jestem ciekawa co myśliće o moim blogu. Nie muszą być to ciepłe słowa. Ale była bym wdzięczna za komentarze, które zawierają wasze przemyślenia na daną notkę. Prosiła bym abyście je pisali nawet jako anonim. Była bym wdzięczna :D. Taka sobie ze mnie gapa zawsze o czymś zapomnę ;). Dzięki i do zobaczenia w kiwietniu. Niestety szybciej nie dam rady napisać rodziału bo nie mam laptopa ani wi-fi, bo mam karę. He he he he. Do usłyszenia w kwitniu :* buziaki, wasza Kath

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Prolog

18 mar

Cześć. Jestem Jack Brewer mam 16 lat i jestem jedynakiem. Mieszkam w Nowym Jorku, a raczej mieszkałem. Dzisiaj się wyprowadzam. Jestem przeciętnym chłopakiem. Uwielbiam jeździć na desce i chodzić na treningi karate. Mam czarny pas I stopnia. Gdyby nie ta głupia przeprowadzka miał bym duże szanse na pas II stopnia, ale moich rodziców to nie obchodzi. Byłem już dawno spakowany. Szkoda mi było opuszczać to miejsce mam tu przyjaciół. Na całe szczęście się nie zakochałem i nie mam żadnej dziewczyny bo byłaby to dla mnie katorga. Popatrzyłem ostatni raz na swój pokój i wyszedłem. Będę za tym wszystkim ogromnie tęsknić.

***

Siedziałem już w samolocie i rozmyślałem o pewnej rzeczy. Z zamyśleń wyrwała mnie mama.
-Jack skarbie, śpisz?- zapytała
-Nie mamo. Mogę ci zadać  jedno pytanie?-
Widziałem jej wyraz twarzy, wiedziała o co chcę ją zapytać. Pokiwała tylko twierdząco głową i przyglądała mi się wyczekująco.
-Wytłumaczysz mi dlaczego światowej sławy chirurg plastyczny i ciesząca się niemałą sławą pani fotograf i ja przeprowadzamy się na takie zadupie?
-Jack wyrażaj się!- zgromiła mnie wzrokiem i westchnęła.

- Przeprowadzamy się tam, ponieważ twój ojciec ma zamiar zostać zwykłym chirurgiem i pomagać ludziom, którzy tego potrzebują.
Wiedziałem, że dalsza dyskusja nie ma sensu. Postanowiłem się przespać.

***

Ktoś mnie obudził!!! Był to mój ojciec. Wiedziałem, że lądujemy, ponieważ wszyscy zapinali pasy. Po wylądowaniu wziąłem swoje bagaże. Mama wezwała taxi i ruszyliśmy do naszego nowego domu. Była to już czwarta przeprowadzka w tym roku, a mamy dopiero czerwiec. Gdy zobaczyłem swój nowy dom oczom nie wierzyłem. Dom zapierał dech w piersiach… Było jeszcze wcześnie więc postanowiłem tylko zanieść bagaże i iść na deskę. Gdy zobaczyłem wnętrze mieszkania kopara mi opadła. Tata widząc moją reakcje zaśmiał się cicho pod nosem. Wszystko było cudowne

Jednak nie miałem czasu tego aż tak dokładnie podziwiać. Wszedłem do pokoju z napisem JACK i moim oczom ukazał się cudowny pokój z własną łazienką.

Szybko wziąłem deskę do ręki i wybiegłem krzycząc z progu.
-Idę na deskę za godzinę będę w domu!-
Usłyszałem tylko, że się zgadzają i wyszedłem. Jeździłem bez celu. Wiedziałem, że każda dziewczyna się na mnie gapi. Jedna zagwizdała odwróciłem głowę i na kogoś wjechałem…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Mam nadzieje, ze się podobał jak są jakieś błędy z góry przepraszam. Pisze to na telefonie więc trochę mi ciężko. Jest to mój pierwszy blog. Nie wiem dokładnie co i jak. Mam tylko nadzieje, że w niedługim czasie się połapię. Rozdziały będą dodawane wtedy kiedy będę miała wenę . Będzie on pisany głównie oczami Jack’a a nie Kim. Nie wiem co mam jeszcze napisać może mi się potem przypomni… :D

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii